Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

wspomnienia

nasza charakterna czterolatka

Za 7 tygodni Agatka skończy 4 latka. Trudno mi w to jeszcze uwierzyć, że czas tak szybko ucieka, a ona mam wrażenie że rośnie mi szybciej niż Karolinka, tak jakby nie wiadomo kiedy…

W poniedziałek była na swoim pierwszym przedszkolnym balu. Przebrana oczywiście za księżniczkę. Suknia musiała być obowiązkowo długa, super, bo była różowa jak Aurora no i korona!Trochę ubolewała, że zamiast pantofelków ma kapciuszki, ale sukienka długa prawie,że je zakrywała… ;)

I choć wciąż uwielbia się przebierać. Zakładać sukienki, spódniczki tiulowe na które w sklepie aż się jej oczy świecą to charrrrrrakteru Agatka księżniczki chyba raczej nie ma, powiedziałam bym, że bardziej jakiejś bojowniczki ;)

Tak to plus i minus już kiedyś o tym pisałam, bo jej upartość pomaga jej w dążeniu do różnych celów, ale nam jako rodzicom, nie zawsze ułatwia codzienność.

Agatka uwielbia stawiać na swoim. Agatka lubi też czasem wymusić coś płaczem (oczywiście na szczęście nie ulegamy), potrafi też tupnąć nóżką jak coś się jej nie podoba, chociażby to, że zażartujemy z niej nie tak jak się jej podoba… robi wtedy groźną minkę i tupie myśląc,że przestraszymy się jej wzroku ;) Ostatnio też gdy się ze mną przedrzeźniała to w pewnym momencie pokazała mi język. Ja na to: a ty co mi tu pokazujesz? – Nic mamo! Ja tylko suszę język!- na poczekaniu zawołała Agatka :)

Agatka to też domatorem jak jej tata. W domu może bawić się sama,może bawić się z kimś, może się czymś zająć, natomiast na wyjazdach często woła: „już mi się nudzi!”, „kiedy wracamy?”, „chcę już do domu!”. Często tak jest też na zakupach,więc jeśli istnieje możliwość podrzucenia Agatki babci i pojechanie na zakupy samemu jest to zaoszczędzenie sobie trochę gadania i cierpliwości ;) Ewentualnie można Agatkę przekupić tez jakimś lizakiem, ale jak się skończy to już nuda wraca…

Agatka też twierdzi,że jest szczuplutka i czasem powie Karolince: biegaj tyle co ja to też taka będziesz ;) Budową się różnią nasze córki, nie tak żeby jakoś drastycznie,ale są inne no ale Karolinka zje niemalże wszystko od warzyw,owoców po kanapki i obiady, mniej gustuje w zupach, za to Agatka kocha nabiał,ryż,makarony i suche bułki… warzywa i owoce? Och matce nie jeden już siwy włos wyrósł żeby namówić Agatkę na zjedzenie czegoś zdrowego…

Agatka jest też kochana, bo mimo iż jest domatorem to nie robi problemu gdy my gdzieś wychodzimy,zostanie,da buziaka,aby był ktoś do opieki ;) Gdy wróciłyśmy z Karolinką w ferie z Warszawy zastanawiałam się czy pokazać jej zdjęcia. Martwiłam się żeby nie płakała dlaczego jej na nich nie ma. Ona jednak obejrzała i skomentowała: wiesz mamo, ślicznie, teraz czuję się jakbym tam z Wami była! Szczena opadła mi do samej ziemi ;)

Dziś też zadzwoniłam do M. z pracy, Agatka też chciała pogadać. Poopowiadała mi coś i mówi: a ty coś mi powiesz? Na to ja: np to,że tęsknie za Tobą? I co jeszcze?- pyta dalej Agatka. No i że przesyłam Ci buziaczki? No!Może być! To pa!!!!

Tak tęsknię, kocham każdego dnia mocniej moje dwa najcudowniejsze Skarby

 

kulinarnie i nie tylko o miłości

Zatopiłam się znowu w tym co dobre,w tym co mnie trzyma,w tym co daję siłę. Oddycham nią,wdycham głęboko a ona przepływa po mnie całej.Moja miłość do moich dzieci. Jest taka silna,że czasem aż nadto zachłanna. Jest tak mocna,że czasem aż serce kłuje na samą myśl,że mogło by Was nie być. Jest też taka,że daje oddychać i w tych momentach gdy jesteśmy blisko i w tych gdy jesteśmy daleko.

Z dzieciństwa pamiętam pomidorówkę mamy.Odkąd jej nie ma nigdy już takie nie jadłam.Pomidorówka to ulubiona zupa moich córek.Jest inna,nie czuję w niej swojej mamy,ale mam nadzieję,że moje dzieci czują w niej mnie.

Obważanki z twarogu.Były zawsze niezłą niespodzianką mamy.Wczoraj gdy za oknem zrobiło się prawdziwie jesiennie spędziłyśmy we trzy ponad dwie godziny w kuchni,gniotąc,wałkując,wycinając i smażąc.Patrzyłam na moje dzieci i myślałam o niej.Patrzyłam pełna dumy i radości.

Placki ziemniaczane.Pamiętam jak nie mogłam doczekać się piątku,wtedy najczęściej mama je smażyła :) Pamiętam ją nad patelnią rumianych placków ziemniaczanych… niestety moje dzieci tego smaku nie odziedziczyły po mnie ;) placki to owszem mama robi świetne,ale z jabłkami lub tartą czekoladą… ale może to będzie ich smak z dzieciństwa.

Smaki,miejsca,wspomnienia. Teraz w moim sercu układają się te z czasu gdy sama jestem mamą.Są najcenniejsze dla mnie i codziennie jest ich tyle.Trzecie miejsce Karolinki w konkursie recytatorskim Strofy o Ojczyźnie”,Agatki piosenki z przedszkola,Karolinki piękne zamki i zwierzęta na rysunkach i księżniczki Agatki z krzywym uśmiechem,w prawej ręce dłoń Agatki na spacerze,w lewej dłoń Karolinki,śmiech,łzy,złości…wszystko zamykam i choć nie zawsze o wszystkim tu napiszę to gdy będziecie to kiedyś czytały pamiętajcie,że jesteście największymi moimi Skarbami.

mamy dzień mamy

Walczyłam o każdą z Was choć kiedyś nie mogłam nawet sobie Was wyobrazić… :) dziś nie wyobrażam sobie bez Was życia.

Pamiętam jak modliłam się za Was gdy nosiłam Was pod sercem i pamiętam tę radość gdy Was pierwszy raz mogłam zobaczyć.Pamiętam też zmęczenie,choć nie pod tym względem,że będą Wam to wypominała ;) Pamiętam tylko jak razem z tatą nie jedną noc nie przespaliśmy ze względu nas Was ;)

Pamiętam Wasze pierwsze uśmiechy,pierwszy ząbek,pierwszy kroczek i to uczucie dumy,tak wieeeelkieje,ogromnej dumy gdy mogłam mówić mamy córkę a potem mamy córki.

Kocham Was za Wasze spostrzeżenia.Karolinka:

-mamo a gdy robisz siku też robi Ci się ciepło w stopy?

Lub Agatka.

-mamo!!!Zrobiłam już kupę!!!Ta duża jest starsza a ta mniejsza jest młodsza…

Agatka słysząc w piosence słowa: I got you!!! Woła:on śpiewa Agaciu!!! :)

Kocham Was za to jak się śmiejecie,jak razem wygłupiacie,jak pokazujecie mi świat z innej zupełnie strony.

Dni biegną jak szalone, staram się cieszyć każdą chwilą z Wami i dać z siebie to co mogę choć zmęczenie nie zawsze pozwala na tyle ile bym chciała i doba często zbyt krotka…

Wiem,że nie jestem doskonała,wiem,że mogłabym mieć nie raz więcej cierpliwości zanim krzyknę i przepraszam Was za to,ale kończąc już chciałam opisać jedną z dzisiejszych sytuacji która tak dobrze odzwierciedla bycie mamą.

Pojechałyśmy na cmentarz zapalić znicz za Waszą babcię,moją mamę…potem chciałam Was zabrać na ciastko.

Wychodzimy z cmentarza i Agatka nagle woła:-mamo pić!

-za chwilę,woda jest w samochodzie.

-mamo pić bo mam czkawkę!

-już za chwilkę Ci dam.

Dochodzimy do auta:

-mamo mam piasek w bucie

-który ten?

-tak

-już?

-nie w drugim też!

-już?

-tak ale chciałabym żebyś przepięła mi fotelik z przodu!

Przepinam słysząc w trakcie mocowania się z fotelikiem:

-mamo miałaś dać mi pić!!!

-oj już!!!!

-ale mamo spokojnie,spokojniusio- odpowiedziała całkiem wyluzowana Agatka… :)

Nie łatwo jest być mamą, nie jest zawsze spokojniusio ;) Ale dziękuję Wam że mogę tego wszystkiego doświadczać.

Ps.

Karolinko Twój dzisiejszy występ był piękny!!!!

 

łóżko

Zaraz po ślubie zamieszkaliśmy w domu moich rodziców.W pokoju w którym mieszkałam od dziecka i miałam w nim jednoosobowe łóżko.Dla młodego małżeństwa to wcale nie przeszkadzało ;) ale było ogólnie niezbyt wygodne,potem spaliśmy jeszcze parę miesięcy na materacu i postanowiliśmy zrobić mały remont pokoju i kupić sobie małżeńskie łóżko :)

Wybieraliśmy komody,szafki,półki no i łóżko,w między czasie dowiedziałam się,że jestem w ciąży,mojej pierwszej ciąży.Za dwa dni mieliśmy wybrać obicie,trafiłam z krwawieniem do szpitala…mój M. uprosił panią w sklepie,że pożyczy katalog z materiałami na godzinkę,bo żona w szpitalu,a chcemy wybrać… pamiętam jak wybieraliśmy,pamiętam też,że jak wróciłam ze szpitala z pustym brzuchem i rozdartym sercem łóżko wcale mnie nie cieszyło.Przepłakałam na nim wiele wieczorów…

Potem była kolejna ciąża i kolejna strata…trzecia ciąża i wcześniejsze narodziny Karolinki.

Pamiętam jak zabraliśmy ją wreszcie do domu i położyłam na tym dużym łóżku wydawała się taka maleńka,w sumie była maleńka,ale na tym łóżku wyglądała jak prawdziwy okruszek.

Przy łóżku stanęło łóżeczko po paru miesiącach z łóżeczka Karolcia zaczęłam przechodzić do łóżka.Było fajnie,było dobrze,czasem ciasno,ale tak dobrze.

Gdy zaszłam w czwartą ciążę to łóżko zaczęło się kojarzyć mi znów z leżeniem,ze stresem,ze strachem… znów zaczęłam je zmieniać na szpitalne,znów wróciłam ze szpitala sama…

Kolejne tygodnie,miesiące,jest fasolka…buuu jest stressssssssss,jest sssssssssstrach…

Oj tak wtedy się wyleżałam,prawie 9 miesięcy.Ale udało się.Tak udało dotknąć maleńkiego cudu.

Wczoraj zrobiłam sobie piżamową imprezę z moimi cudami.Z moimi zakatarzonymi trochę dychrającymi cudami świata.

Tata był w pracy,całe łóżko dla nas… :) Chciałam nas ułożyć w poprzek,ale Agatka powiedziała,że krzywo ona nie będzie spała ;) czytałyśmy bajki przytulone,oglądałyśmy bajki na youtubie słuchałyśmy kołysanek.Żaby poszły spać dużo później niż zwykle,ale jak zasnęły,jedna po prawej druga po lewej pomyślałam sobie,że kiedyś bym nigdy nie uwierzyła,że tak będzie,że będą one,że na tym oto łóżku już nieźle skrzypiącym,nadającym się do wymiany będziemy spać my.Że na poduszkach będą leżały ich jasne włosy,że spod kołdry będą się przekopywać bose nóżki,że będę wsłuchiwała się w ich śpiący oddech.

Dziękuję Boże,że mi je dałeś…

przed godziną 0

kwiecień 2011/bocianowy wpis

No to póki mogę jeszcze jeden wpis w dwupaku :)
Ostatnie dni mało mogę skupić się na czymkolwiek.ciągle myślę o tym,że godzina 0 naprawdę jest już tak blisko.
Karolcia już prawie wyzdrowiała po zapaleniu oskrzeli,ale nie puszczam jej na razie do przedszkola,bo dzięki niej mam wypełniony czas i może mniej myślę o wszystkim.
Wielki dzień zbliża się i już ogromnie nie możemy się go doczekać.
Modlę się tylko o to by Maleńka była zdrowa,cała reszta już wtedy się ułoży.
Boję się nadal myśleć,że może być tak normalnie,że urodzę dziecko,które będzie donoszone,zdrowe,a ja będę z nim już na zawsze…
To dla mnie mimo dużego brzucha,mimo namacalnego dowodu,mimo tak wyraźnych ruchów gdy wypycha kolanko jakbym miała sondę w brzuchu wciąż trudne do uwierzenia….
Córeczko czekamy na Ciebie bardzo.Anioły czuwajcie nad nami.

10.04.2014

Gdy zamknę oczy widzę ten mój duży brzuch :) pamiętam jak jechaliśmy z M. do szpitala,izbę przyjęć,położne,uśmiech lekarza,to jak wyjeżdżałam na salę operacyjną by po chwili usłyszeć jej płacz…

Jutro moje namacalne szczęście skończy już 3 latka…jest,została,będzie…

obrazy z dzieciństwa

Gdy zamknę oczy czuję zapach żywej choinki. Zakładam bombki. W progu kuchni stoi Mama w fartuszku.Zmęczona przyrządza wigilijną kolację, uśmiecha się.

Dużo bym dała za taki widok dziś…

Pamiętam też jak przeszukiwałam szafki w poszukiwaniu prezentów,a jak znalazłam to byłam sama na siebie zła,że nie będzie niespodzianki ;)

Później bywało również tak,że z mamą nie mogłyśmy wytrzymać do Świąt i czasem powiedziałyśmy co sobie nawzajem kupiłyśmy :)

Pamiętam też bajkę z jednych Świąt o zabawkach które ożywały gdy dzieci nie było w pokoju. Pamiętam maskotkę tygryska z tej bajki,dostałam wtedy bardzo podobnego i wierzyłam,że moje zabawki też żyją :)

Pamiętam smak mamy barszczu i gołąbków z kaszą gryczaną i grzybami i smak kutii…

I nie potrafię o tym wszystkim pisać tak po prostu,oczy same zachodzą mgłą…

Pierwsza Wigilia bez niej…byłam w szpitalu.Urodziłam Karolinkę,ale ona też była oddalona ode mnie o 100 km… przyjechał do mnie M.,tata,brat z żoną. Posiedzieliśmy.Pojechali.Byłam sama w sali gdy nagle usłyszałam śpiew kolędników.

Drzwi się otworzyły,na korytarzu stało kilkanaścioro młodych ludzi śpiewających kolędę „Gdy śliczna Panna”. Weszła do mnie dziewczyna z opłatkiem i małym podarunkiem.Nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa.Potem wszedł ksiądz,też złożył życzenia.Wyłam wtedy jak bóbr.Było mi tak dziwnie,tak nieopisanie dziwnie,że znalazłam się tu sama w tej chwili,że nie ma ze mną mojej Mamy,że nie ma ze mną Karolinki,że ona walczy o życie,a jednocześnie czułam,że ten mały narodzony Jezus jest mi tak bliski…

Dziś…

Piernik i keks w tym roku upiekły mi się wyjątkowo łatwo i pulchnie. Małe rączki przyozdobiły wierzch. Dziś prawie cały dzień spędziłam w kuchni,robiąc gołąbki i inne potrawy,barszcz będzie jutro.

Dziewczynki przybiegały co chwila pytając co robię. Co chwila czymś im pachniało.

Ciekawa jestem jakie one będą miały kiedyś wspomnienia. Chciałabym by były to wspomnienia ciepłe i bezpieczne.

Wesołych Świąt!!!

19 grudzień 2006

Tak cieszyłam się na te Święta.Taka byłam dumna z mojego brzucha.Tak uwielbiałam gdy pod skórą przesuwała się maleńka rączka.

Pomyślałam,że zrobię pierogi.M. pomagał lepił,byliśmy w dobrych nastrojach.Zaczęłam jednak odczuwać dziwne „ciągnięcie” w brzuchu.Położyłam się.Leżałam wtedy już cały wieczór.Gdy w nocy jak zawsze obudziłam się i wstałam do toalety poczułam skurcz i poczułam ogromny strach.Malutka to dopiero 27 tydzień,Malutka siedź grzecznie w brzuszku…-tak myślałam.Położyłam się,ale przysypiałam na krótkie chwile.

Na drugi dzień M. pojechał do pracy.Ja leżałam sobie,odpoczywałam,podskórnie czułam ogromny strach,ale chciałam go wygonić z głowy.Po południu jednak spakowałam rzeczy i pojechałam z moim tatą do lekarza.On już osobiście przyjechał ze mną do szpitala.Położyli mnie na porodówkę…podłączyli ktg…tego wieczoru jeszcze Maleńka się nie urodziła,udało się wyciszyć całą akcję.Było to dla mnie obojętne czy te święta spędzę w szpitalu czy w domu,ale z nią było wszystko dobrze.

Czułam się po całej tej stresującej akcji szczęśliwa,że się udało wszystko zatrzymać,wtedy jeszcze nie wiedziałam,że na tak nie wiele…

Tamte święta miały być wyjątkowe,z moim brzuchem,z nadzieją czekania na nasze maleńkie życie…

Tamte święta były wyjątkowe,już z pustym brzuchem (wtedy to bolało bardzo),ale już z maleńkim życiem,tak maleńkim jak Pomarańczka…

Specyfika tamtych Świąt już się nigdy nie powtórzy.Moje rozdzierające się serce niosło modlitwę tak wysoko,była ona tak błagalna,a łzy tak piekące…

Moja kilogramowa Pomarańczka oddychała miarowo podłączona do tylu kabelków… i zwyciężyła!!!!!!!!

Choć urodziny wypadają w niedzielę,jutro je wyprawimy,bo M. akurat w niedzielę pracuje.

Będzie tort i siedem świeczek i będzie ona,moja najważniejsza,moja Kochana,moja śliczna,moja wyczekana Zwyciężczyni,Pomarańczka.

Tamte Święta były pierwsze bez mojej mamy i pierwsze z moją wcześnie urodzoną córeczką i od tamtej chwili ich wyjątkowość jest nieustająca.

7 lat temu…

Kiedy poznałam G.?To było z pewnością więcej niż 7 lat temu.Nawet nie pamiętam czy poznałam go pierwszego czy mojego męża,po jakimś czasie okazało się, że to cioteczni bracia,a że rodzina średnio się trzymała ze sobą to i oni z dala od siebie i ja ich na nowo przybliżyłam.

G. był przyjacielem,w całym tego słowa znaczeniu.Wiele razem przegadaliśmy godzin,spędzaliśmy czas.G. na studiach poznał swoją A. i także ją polubiłam.Trudno opisać słowami to co było,bo rozumieliśmy się bez słów i w momentach trudnych i umieliśmy śmiać się z tych samych żartów.Minęły studia,ja wyszłam za M.. G. i A. oczywiście byli także na naszych ślubie,a dokładnie rok później,w tym samym miesiącu tylko o jeden dzień różnicy G. i A. brali ślub,tak wiec można powiedzieć że zrobili nam imprezę rocznicową.

G. i A. zamieszkali w miejscowości skąd pochodziła A.,a to zupełnie inne kierunki Polski,ale internet był po to by kontakt się nie urwał i to właśnie z G. pisaliśmy do siebie,gadaliśmy na gg czy innych portalach…

Tak były nasze śluby,my przed ich ślubem straciliśmy nasze pierwsze maleństwo…było trudno,wydawało się,że rozumieli,bynajmniej słuchali,starali się pocieszyć.

Potem moja druga ciążą…moja druga strata,oni wiedzą i po poru tygodniach mail od G. ze zdaniem które do dziś jak sobie przypomnę to czuję jak kuje…: „jesteśmy z A. w ciąży!!!Tak się cieszymy!!!”

Kto przeżył stratę dziecka wie jak się reaguje na takie wiadomości..Łeb w poduszkę i łzy, złość, zazdrość…wszystko było tak świeże,ta druga strata i od tego się zaczęło…moja głowa nie funkcjonowała normalnie,nie cieszyłam się wcale.Dlaczego oni będą mieli pierwsi dziecko skoro to my pierwsi braliśmy ślub?Dlaczego oni będą mieli dziecko,a my je tracimy?Dlaczego oni będą mieli dziecko i jak mogą być szczęśliwi skoro nas dotyka tak los i nam nie współczują?Och…. dziś widzę,że było to durne,głupie i jest mi wstyd za tamten czas… choć wiem,że niejedna kobieta po przejściach czuje to samo…

Pamiętam też jak M. powtarzał:zobaczysz i dla nas zaświeci słońce…i zaświeciło!Naprawdę!I to wcale nie długo później!!!Ich Malutka miała urodzić się na początku lutego,Nasza Karolinka na koniec marca.Wiem,że trzymali za nas kciuki,ale ja spokojnie tej ciąży nie przechodziłam i była we mnie wciąż gorycz dlaczego ja muszę sie bać,a oni wszystko tak spokojnie planują!…

…i stało się…Karolinka urodziła się 3 miesiące wcześniej…to my zostaliśmy jednak pierwsi rodzicami,tylko,że nasze maleństwo walczyło z życiem a ich nadal spokojnie było w brzuszku…wciąż kontakt był,ale…nie zdrowy,dziś już o tym wiem…

Gdy rodziła się Hania my zabieraliśmy naszą maleńką córeczkę do domu…Dostaliśmy smsa:mamy córeczkę,3450kg 56cm długości…wtedy nasza Karolka miała nieco ponad 2 kg,do 56cm też jej jeszcze brakowało…my zaczęliśmy rehabilitacje,Hania bystra gaworzyła,zdobywała bez problemu pierwsze umiejętności…

Do dziś nie wiem czy był to brak zrozumienia czy tylko moja chora głowa…G,zasypywał mnie wtedy mailami o Hani i zdjęciami jak rośnie…wiem cieszył się,był dumny,a ja się tym dusiłam…nie rozumiałam…aż kiedyś napisałam coś głupiego…że przesadza,że świat wcale nie jest taki różowy jak mu się wydaje…obraził się…maile przestały przychodzić…chyba odczułam wtedy ulgę…

Po pewnym czasie A. nie mogła się pogodzić,że zerwaliśmy ze sobą kontakt,napisała pierwsza,że nie rozumie,że my tacy przyjaciele pokłóciliśmy się o głupotę…

Napisałam A co mnie bolało,G. nie odzywał się wcale.Od czasu do czasu A. napisała maila. Karolinka wyszła na prostą,jakby zaczęło się układać…

Po jakimś czasie nasza próba z kolejną ciążą…Tracimy…Boli…Piszę do A.,że straciliśmy nasze kolejne Maleństwo,a chcieliśmy tak rodzeństwo dla Karolinki…pytam czy oni planują rodzeństwo dla Hani…i odpowiedź…jak młotkiem w łeb…przykro mi z powodu straty…ja dowiedziałam sie niedawno,że będziemy mieli kolejne dziecko,nie planowaliśmy,ale „ktoś” zaplanował za nas…

AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!Krzyczę głośno!Cholerny świat!!!Mam tego dość!!!Jak to „Ktoś” ten sam „Ktoś” kto nam też odbiera dzieci????????

Gdy dostaję smsa o narodzinach ich synka wysilam się tylko na suchą odpowiedź:Gratulujemy!Ryczę,oczywiście,że ryczę kilka dni…

Potem nasz kolejna próba…mówimy że ostatnia,choć każda miała być już ostatnia.Jest ciąża,jest serduszko,jest na początku dobrze,że oczywiście nie mówimy nikomu.W takiej ciszy mija 9 miesięcy.Wreszcie gdy ich synek ma przeszło rok i ja wysyłam smsa:mamy córeczkę,urodziła się dziś o 11:50…

To głupie,ale tak czekałam,żeby właśnie im wysłać taką wiadomość!A. odpisuje,że nic nie wiedziała…że bardzo się cieszą i gratulują….

Przez cały ten czas G. nie odezwał się ani razu…ja do niego też nie choć w każde jego urodziny chciałam wysłać smsa…

Po jakimś czasie A. mi napisała,że G, ma poważne kłopoty z sercem,że będzie miał skomplikowaną operację,wszystko przez wrodzoną wadę serca…Wtedy pierwszy raz decyduję się napisać mu,że trzymamy kciuki,by się wszystko udało.”Dziękuję” odpisuje.Dalsze wieści są znów tylko od A. i tak było do wczoraj…

Pojechaliśmy na zakupy…wchodzimy w jedną alejkę wózkiem a mi szczęka opadła i wycofuje się mówiąc szeptem do M. zobacz kto tam jest…A tam G. i A. i ich dzieci…

Uciekłam,stchórzyłam…nie umiałam jakoś,ale…stojąc przy kasie usłyszałam:dzień dobry..To G. podszedł pierwszy,zaraz podeszła A.Jakaś wymiana zdań o dzieciaczkach i kiedy przyjechali do rodziców itd…lekkie napięcie,ale bez złości,jakiejś zawiści…

Kasujemy się pierwsi,oni za nami,coś tam mówimy,pakujemy się…wtedy zbieram się na odwagę i mówię:jak chcecie to zapraszamy na kawę…Cisza…mówię więc,że mają numery tel.,że jak chcą mogą zadzwonić,będziemy czekać i mówimy cześć…Po godzinie tel od A. czy się nie rozmyśliłam…Mówię,że na pewno nie…umawiamy się na dziś…

Przyszli…nie widzieliśmy się 7 lat…nie widzieliśmy nigdy (prócz zdjęć) swoich dzieci,a zachowujemy się tak jakbyśmy nie widzieli się może z miesiąc.Dzieciaczki zaczynają się bawić i to świetnie bawić,a my rozmawiamy o wszystkim i o niczym jakby tego było trzeba…dawny żal został zażegnany,jak dobrze…G. coś mówi,śmiejemy się…Potem gdy wyszliśmy na podwórko by dzieciaczki pobiegały A. mówi:nie spodziewałam się,że ta chwila nastąpi…ja też nie… więcej nie wracamy do tematu.

Dziś czuję się wreszcie oczyszczona z tamtych trudnych cholernie chwil.Myślę,że dużym znaczeniem są tu dzieci,właśnie to,ze są!Ich obecność wyleczyła moje rany,choć do dziś jestem niesamowicie wyczulona na ten temat to potrafię rozmawiać o tym,potrafię nareszcie cieszyć się ciążami innych.

Niepłodność tak wiele we mnie zmieniła i na dobre i na to o czym chciałabym czasem i zapomnieć…

Myślę,że chyba dziś odzyskałam przyjaciela.

kolczyki

Brrr zimny weekend.W porównaniu do tego,że tydzień temu kąpaliśmy się w jeziorze to tym razem deszczowo i zimno.Ale taka już pogoda,najważniejsze,ze z moimi dziewczynkami :)))
Karolinka na swoje szóste urodziny dostała od koleżanki kolczyki.Od tamtej pory powiedziała,że chciała by mieć przekute uszy.Powiedziałam jej,że poczekamy do wiosny i zrobimy.Myślałam,że zapomni,ale nie :) Karolinka co rusz wspominała o kolczykach :) Wczoraj więc udałyśmy się do kosmetyczki i dokonałyśmy tego zabiegu.Byłyśmy już w zeszłą sobotę,ale bez umawiania się nie dało rady,zbyt dużo klientek na zabiegach,ale wczoraj spokojnie,cichutko.

Postanowiłam,że i ja sobie przekuje,tak żeby było raźniej Karolince,a i kiedyś tam chciałam mieć kolczyki i też ciągle odkładałam tę decyzję.Teraz pomyślałam sobie że razem będzie raźniej.

Nie powiem,że nie bolało,bo bolało,zastanawiałam się jak Karolinka zareaguje na ten ból choć niby nie wielki,ale odczuwalny.Pierwszy kolczyk poszedł,minka Karolince trochę posmutniała,ale nic nie powiedziała,dała drugie ucho po czym łezki zakręciły się w oczach i powiedziała:boli…przytuliłam ją.Powiedziałam,że mnie też,ale już po wszystkim,że na początku musi się zagoić,ale szybko poszłam z nią do lusterka by zobaczyła,że ma już w uszkach kolczyki.Wtedy uśmiech pojawił się na twarzy.Uszy miałyśmy obie trochę czerwone,trochę obolałe,ale w sumie już wieczorem nie czułyśmy nic.Karolka wybrała sobie kolczyki z czerwonym oczkiem,ślicznie w nich wygląda :))) Moja dziewczynka ma przekute uszy :))

Dziś włączyłam sobie filmiki jak to było gdy Karolinka była w takim wieku jak Agatka teraz.Naśmiałam się i łezka gdzieś się zakręciła,bo to przecież tak niedawno.

Tak niedawno prosiłam Boga,by żyła,tak niedawno ćwiczyłyśmy każdy prawidłowy odruch,każdy krok do przodu był wielkim sukcesem.Tak niedawno mówiła swoje pierwsze słowa,stawiała pierwsze kroki,potem zaczęła przedszkole…tak niedawno jeszcze była zazdrosna o Agatkę,trudno było jej się odnaleźć w nowej sytuacji,a dziś są,one obie…a jeszcze tak niedawno było to takie nierealne…

koniec urlopu wychowawczego

Od jutra więc pierwszy dzień w pracy!Przez ten czas gdy nie pracowałam (choć uważam,że bycie w domu jest większą pracą niż ta do której się jeździ na 8 godzin i do widzenia! ;) ) wydarzyło się tyle rzeczy.Bywały momenty trudne jak i nie powtarzalne i takie,że chciało by się wyjść i już nie wrócić ;) jak i takie,że chciało by się chłonąć mijającą chwilę jak najdłużej.Jedno jest pewne,zasmakowałam w pełni mojego podwójnego macierzyństwa i z tego jestem bardzo dumna i wciąż jeszcze potrafię pomyśleć:czy to co się dzieje,jest na pewno moim życiem?Ponieważ w najodważniejszych marzeniach (tych oczywiście po już długich staraniach) nie myślałam,że się jednak uda,że będą one dwie,moje,kochane córeczki!!!

Wypad do teatru z Karolinki przedszkolną grupą był bardzo fajny,Dziewczynki powierzone pod moją opiekę przytulały się do mnie,zagadywały,mówiły,że mnie lubią :) och i w ogóle były bardzo bardzo grzeczne.

Na weekend chcieliśmy skoczyć do Warszawy,zabrać trochę dziewczyny do zoo i pokazać stolicę Karolince,ale pogoda nie wypaliła,więc zostaliśmy w domu.Dziś za to pięknie,smażyłam się na słońcu i odpychałam jak najdalej myśl,że już tylko w weekendy będę się wylegiwać…albo i nie będzie na to czasu ;)

Jutro do pracy,a potem znów wolne! ;) Więc zaczynam całkiem nieźle,ale od poniedziałku będę musiała już wpaść w inny rytm,inny wir…

Wiem,że dziewczynki sobie poradzą,teraz tata posmakuje,jak to jest być z nimi cały czas :) martwię się jeszcze dniami gdy to babcia będzie z Agatką,czy będzie wiedziała wszystko co lubi,co mówi,o co jej chodzi… ale muszę zaufać temu,że będzie dobrze!Żeby nie zwariować! ;)

Agatka już przecież taka duża dziewczynka,bez problemu powie o co chodzi.I przede wszystkim to,że zaczęła się otwierać na innych.Dziś gdy sąsiad zaczepił ją gdy spacerowała z wózeczkiem dla lalek powiedziała,ze wozi misia,zrobiła papa,kiedyś dała by nogę albo się rozpłakała :) Dziś gdy ją pochwaliłam,że fajnie,że zrobiła panu pa pa powiedziała:mamusiu,Ada boi się niczego!!!! Co znaczyło,że Agatka nie boi się niczego :) Tak przekręca fajnie właśnie zdania z zaprzeczeniem.Gdy daję jej coś do jedzenia to mówi:Kalinka lubi to nie,lub przy kąpieli:Kalinka pielsza nie! Rano na chodzącego tatę w piżamie mówi:tata ublany nie! :) Ostatnio teżgdy biegała mówiła do mnie biegać czyli miałyśmy zacząć biegać po czym stawamy!!Czyli stajemy :)

W poniedziałek zaszłam też do fryzjerki podciąć grzywkę.M. przyszedł też po jakimś czasie do mnie z dziewczynkami.Pani fryzjerka zaczęła sie zachwycać jakie fajne dziewczynki na co Agatka bardzo się zawstydziła i uśmiechała z rąk taty po czym pani powiedziała,że ma śliczne blon włoski,ale z tyłu takie piórka i może podciąć to się wzmocnią?Podeszła z nożyczkami,Agusia stała grzecznie uśmiechając się po czym się cieszyła,że pani zrobiła jej flyzlę :) Tak więc pierwszą wizytę u fryzjera Agatka ma za sobą :)

Karolinka za to przy zabawach ostatnio ciągle ucieka do świata wyobraźni,bawimy się w księżniczki,piratki,mamusie itd i za każdym razem Karolinka do mnie mówi:mamo ja mam na głowie taki kapelusz z piórkiem, takie długie buty i sukienkę w kratkę :) zawsze musi powiedzieć jak wygląda gdy się w coś wciela….

Och będzie brakowało mi na co dzień tych naszych zabaw,ale wiem,że będziemy teraz jeszcze bardziej cieszyć się wspólnymi chwilami,a mama pokaże że nie jest tylko mamą,ale też i kimś innym ;)

Pewnie będzie mi brakowało też czasu na pisanie bloga…ale mam nadzieję,że mimo wszystko znajdę go choć od czasu do czasu by napisać o moich Skarbach!!!

Agatka dziś wędrując z misiem w wózeczku dla lalek zrobiła