Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

wcześniak

gdy każdy gram był na wagę złota…

Wspomnienia z Bociana, 01.01.2007….

„Dziś sporo czasu spędziłam z nasza córeczką, trzymałam ją za rączkę, bo była dzis bardzo smutna Pekają jej maleńkie żyłki od tych kroplówek, wkłuwaja się jej gdzie moga, a ona jest taka bezbronna Wiem, że to dla jej dobra,wiem że oni jej nie skrzywdzą, a jednocześnie serce mi pęka gdy patzrę na Maleńką Kruszynkę.Staram się do niej dużo mówić, dużo jej tłumaczę, mam nadzieję, że ona czuje że jestem przy niej.
W dodatku jeszcze ma biedny strasznie podrażniony nosek od rureczek tej maszyny która pomaga jej oddychać
Cieszę się jednak każdą chwilką z moją Małą Córeczką.Od dziś zostałam sama w Olsztynie,bo mąż musiał wracać do pracy.Staram mieć w sobie dużo siły i dużo wiary,ale czasem łapią mnie niezłe doły.Tak wiele bym dala żeby to mnie wkuwali te wszystkie kroplówki te wszystkie rurki, żeby tylko Malutka nie musiała cierpieć.
Mam nadzieję, że to zostanie wynagrodzone, że Malutka wyzdrowieje, że będziemy mogli zabrać ją do domu i przytulać do swoich serc.
Mam też dobrą wiadomość.Malutka przybrała na wadze 40 dag”.

Tak to było… a za miesiąc Pomarańczka skończy już 9 lat… Jutro jednak jej szczególne święto. Fioletowe :) Dzień Wcześniaka!!!!!! Dobrze, że jesteś z nami Kochanie!!! Kochamy Cię bardzo!!!!

wywiadówka

oceny

Karolinka, urodzona w 27 tygodniu ciąży,waga 1 kg,długość 40 cm.

Stan ciężki. Walka. Spadająca masa ciała. Walka. Bezdech. Walka. Operacja oczu. Walka. Bakteria w organizmie. Walka. Rehabilitacje. Walka. Rok konsultacji w przeróżnych poradniach. Różne opinie.

Za miesiąc Karolinka skończy drugą klasę. Karteczka z ocenami mówi sama za siebie. Teraz już bez walki, sama z siebie. Duma? Rozpiera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

mój motyl

Często patrzę na Ciebie z boku i nie wierzę… w to ile to już lat minęło odkąd pojawiłaś się taka wyczekana. Po łzach, niepokojach, tęsknocie, przyszłaś by wszystko ukoić. Strach mieszał się ze szczęściem, Twoje maleńkie życie czasem wisiało na włosku,ale byłaś tak dzielna, tak silna!!!

Dziś gdy patrzę na Ciebie mam wrażenie,że wciąż nosisz w sobie tę siłę, ale jakże inaczej ją wykorzystujesz! Nie do walki o świat, nie walki o bycie pierwszą, nie do walki o swoje. Wykorzystujesz swoją siłę by być na tym świecie taką jaką jesteś, a nie taką jaką by chcieli inni.

Czasem martwię się o Ciebie.Co ja piszę?Czasem?!Często…

Martwię się, bo nie łatwo Cię wychować w tym świecie, bo nie łatwo być taką jaką jesteś by się nie zatracić. Wciąż uczysz tak wiele mnie każdego dnia.

Świat wariuje, krzyczy, zachęca tyloma atrakcjami,a Ty… subtelna,wrażliwa odrzucasz tak wiele i potrafisz pochylić się na ślimakiem, dostrzec piękno w chmurze, w motylu, w ścieżce prowadzącej nie wiadomo dokąd. Odnajdujesz się w ciszy, odnajdujesz się w delikatnej muzyce, odnajdujesz się w w wielu rzeczach, których już człowiek często nie docenia.

Jak mam Cię wychować byś tego nie zatraciła? Jak mam Cię wychować byś dała radę w tym pędzącym świecie? Jak nauczyć kochać ludzi jednocześnie by Cię nikt nie zranił?

Twoje koleżanki w drugiej klasie mają konta na facebookach, mają dotykowe telefony, mają tablety, laptopy, oglądają już seriale dla nastolatek,a Ty mi mówisz, że Ci to nie potrzebne, że jeszcze kiedyś przyjdzie na to czas, że nie chcesz. Za to rysujesz mi najpiękniejsze rysunki na świecie. Za to gdy biegasz po łące czy jesteś w lesie widzę w oczach Twoją radość, radość z tak drobnych rzeczy. Gdy jedziemy samochodem mówisz: patrz mamo, jaka ścieżka? Strasznie jestem ciekawa dokąd prowadzi. :)

Jesteś bardzo mądrą dziewczynką!!! Mądrzejszą nawet ode mnie! Mam nadzieję, że ten świat nie zepsuje w Tobie tego piękna. Kocham Cię Karolinko!

17 listopada

Trochę spóźniony ten mój wpis,no ale wczoraj świętowaliśmy!!!Mamy co i najważniejsze mamy z kim!!!

17 listopad- światowy dzień wcześniaka. Najważniejsze budynki na świecie na cześć tych małych zwycięzców zostały podświetlone na fioletowo. Karolinka do szkoły poszła w fioletowej bluzeczce:) Nad biurkiem zawisła dekoracja z małych skarpetek wyciętych z papieru.Był prezent… i wciąż ta gula w gardle…tyle lat a siedzi w człowieku to tak głęboko…

Wiem,że nie wszystkie wcześniaki mają tyle szczęścia by wyjść ze wszystkiego obronną ręką,ale wszystkie zasługują na ten dzień!!! Dla mnie pełen wzruszeń!!!!

Wszystkiego najlepszego moja bohaterko, moja córeczko, moja Pomarańczko, wymarzona Karolinko!!!!

kl

Pomarańczka skończyła I klasę

Wcześniactwo – urodzenie dziecka między 22 a 37 tygodniem ciąży (przed 259 dniem ciąży) (…)Poród przed 32 tygodniem ciąży określane są jako skrajne wcześniactwo. W Polsce notuje się większy odsetek porodów przedwczesnych, niż w innych krajach Unii Europejskiej (…)Noworodki urodzone przed 36 tygodniem ciąży mają 30-krotnie większe ryzyko zgonu niż noworodki donoszone, a dla urodzonych przed 28 tygodniem ryzyko jest 200-krotne.”

Ostatnio dotknęłam znów tematu wcześniactwa w artykule Zwierciadła.Choć Karolinka w tym roku kończy już 8 lata to wciąż ten temat bardzo mnie porusza, samo słowo wcześniak sprawia,że mój słuch się wytęża a ciało napina, na chwilę zamieram.

Czytam historie wcześniaków z różnymi przeżyciami i z różnymi konsekwencjami przedwczesnego porodu.

Martwię się czasem jak to będzie kiedyś gdy Karolinka dorośnie,jak będzie służyło jej zdrowie,jak będzie u niej w temacie macierzyństwa,jak będzie radziła sobie z całym tym zwariowanym światem.

Dziś jest bardzo wesołą dziewczynką choć czasem mam wrażenie,że też zbyt dorosłą jak na swój wiek.Cieszy mnie przede wszystkim to,że jest zdrowa,a to jak się uczy jest tylko niesamowitym dodatkiem do mojej dumy.

Pierwszą klasę skończyła z wyróżnieniem.Dostaliśmy list gratulacyjny jako rodzice…Na świadectwie czytam jaką jest uprzejmą,sprawiedliwą,koleżeńską dziewczynką.Jakie ma bogate słownictwo,wiedzę na temat przyrody,że radzi sobie bez problemu z czytaniem i pisaniem oraz,że matematyka nie sprawia jej trudności.

Wiem,że to dopiero pierwsza klasa,ale gdy przypomnę sobie te kilka lat wstecz,to jak modliłam się o to by po prostu żyła,potem jak walczyliśmy z rehabilitacją i wszystkimi specjalistami,a dziś trudno uwierzyć,ze to ta sama maleńka Pomarańczka.

Skończyła już pierwszą klasę!Jestem tak z niej dumna,że nie wyrażę tego żadnymi słowami.Kocham Cię Córeczko!!!

Udanych wakacji!!!Udanych wakacji dla wszystkich dzieci!

blizny Pomarańczki

22.01.2007

Dziś nasza Córeczka skończyła miesiąc,jednak dzisiejszy dzień nie był dla mnie miej stresujący niż ten 22 grudnia gdy bałam się czy będzie żyła.
Dziś pierwsze badanie oczu i niestety zaawansowana retinopatia w prawym oczku lewe troszkę lepiej
Jutro już zabieg o 8:30 pod pełna narkozą przez dwie godziny… Boję się tak bardzo.
Przepłakałam dziś pół dnia.Te badanie było straszne i diagnoza też… Pani Doktor pocieszała,że trzeba się cieszyć,że można takie coś wykryć,że operacje zrobią na miejscu i w ogóle ja to wszystko wiem ale jak patrze na nasza mała Kruszynkę to serce mi pęka z bólu że musi tyle cierpieć Panie pielęgniarki tez były niesamowite i nie zostawiły mnie samej tylko pocieszały bardzo.
Po zabiegu znów na OIOM bo tam musi się wybudzić i tam spędzimy pewnie ze 3-4 doby…
Trudno mi dziś… ale muszę nabrać sil na jutro, muszę być silna dla Naszej Pomarańczki…

24.01.2007

Dziś mija druga doba po zabiegu mojej Córeczki na oczka.Dzielna z niej dziewczynka i tak bardzo ja kocham.
Oczywiście nie obyło się bez łez gdy zobaczyłam jak ta straszna maszyna za nią oddycha Cały czas mówię sobie,że to dla jej dobra ale serce krwawi.Nasza Mała Pomarańczka…
Wybudziła się z narkozy dziś rano jednak zostałyśmy jeszcze na OIOM-ie bo oddech jeszcze nie wrócił do normy,jeszcze trzeba czasu… Malutka jest niespokojna, oddycha jeszcze ciężko, ale wiadomo dorosły człowiek czuje się kiepsko po narkozie to co dopiero taka Kruszynka.
Trochętrudno mi psychicznie przez te dni,szczególnie gdy widzę tyle bólu w szpitalu.
Na sali noworodków leżał razem z naszą Karolinką chłopczyk Bartoszek urodzony też w 28 tygodniu tylko,że 7 stycznia.Zżyłyśmy się z jego mamą bo miałyśmy podobne problemy.Wczoraj patrzę a ona tez na OIOM-ie i dowiaduję się,że stan jego się nagle pogorszył i to jest krytyczny… Dziś jak przyszłam do Malutkiej dowiedziałam się,że zmarł Mały aniołeczek…
Przypominały mi się dziś moje dwie utracone ciąże…I teraz jak patrzę na Karolinkę to drżę o to co jest jej pisane.
Zaraz idę znów do szpitala.Za każdym razem czuję ten lęk co zastane… Modlę się jednak wciąż i musze wierzyć,że damy radę.

25.07.2007

Przyszłam na chwile do domu.Maleńka wciąż na OIOM-ie… Nie wraca do normalnego oddychania,wciąż potrzebuje wspomagania tlenem.Lekarze mówią,ze potrzebuje po prostu więcej czasu.
Jestem na siebie zła jestem zła że mam tak mało cierpliwości w sobie Że chciałabym aby od razu było dobrze Że przeraża mnie każda gorsza wiadomość,a przecież powinnam być silna dla tej Małej istotki bo skąd ona ma czerpać swe siły?????
Ale mam nadzieję,że wie,że czuje że jest przy niej jestem,że ją tak bardzo kochamy.

26.01.2007

Boże zmiłuj się nad matką pochylona nad inkubatorem swojego dziecka która wsłuchująca się w dźwięk maszyn jak w bicie serca szepcze modlitwy błagające o życie dla Maleństwa…

Karolinka ma jakąś bakterie w moczu Dostaje silny antybiotyk.Stan nie jest krytyczny,ale nie jest też dobry.Ta bakteria nie pozwala jej wrócić do prawidłowego oddychania.Wciąż na OIOM-ie pod obserwacją.
Tak bardzo się boję

27.01.2007

Kolejny dzień… jestem słaba… Rozmawiałam z panią Ordynator o Malutkiej.Powiedziała,ze poprostu wciąż potrzebna obserwacja.Rano odłączyli ją od powietrznej poduszki przypominającej jej o oddychaniu.Czas pokaże jak sobie bedzie radziła.
Wciąż dostaje dwa antybiotyki,a oni cóż na razie wciąż obserwują.
Mam nadzieję,że jest silna,silniejsza niż ja,bo ja zemdlałam dziś przy inkubatorze… było mi tak wstyd… nie myślałam,że jestem taka słaba psychicznie.
Kochanie proszę trzymaj się dzielnie!!!

 

Karolinka trzymała się dzielnie,po jeszcze 4 dniach na OIOM-ie wróciła do oddychania,wróciłyśmy na noworodki,a po 2 tygodniach do domu…

W piątek byliśmy na kolejnej wizycie kontrolnej u okulistki.Miałyśmy pokazać się za rok więc się pokazałyśmy.Było pełne badanie dna oka i na komputerze z kropelkami i bez kropelek czytanie liczb.Jak to powiedziała Pani doktor nie najgorzej to wygląda,a na lewym oczku może nawet poprawa,ale na dobór nowych szkiełek mamy zgłosić się jeszcze za tydzień.

Gdy tak siedziała moja Karolinka przy tych maszynach do badania zawsze przypominają mi się te chwile które dziś skopiowałam z Bociana…wiem,że te lasery uratowały jej wzrok,ale swoje dodatkowo przeszliśmy,no i blizny na oczkach zastaną na zawsze.Pani okulistka powiedziała,że Karolcia nie powinna uprawiać sportów wysiłkowych,nawet takich ćwiczeń jak fikołki,stawanie na rękach,rzut piłką lekarską…to osłabia uszkodzoną jej już siatkówkę w oczku.

Pod znakiem zapytania staną więc jej dodatkowy sport na który chodzi czyli piłka nożna.W sumie to one tam dużo się bawią,nie tylko grają,porozmawiam z tym trenerem bo ruch też jest ważny,jeśli Karolka by mogła nadal chodzić i bawić się jak do tej pory było by fajnie,tylko by musiał już mieć na uwadze te informacje od okulistki.Zobaczymy.

Gdy Karolinka podrośnie okulistka powiedziała,że sprawdzimy jej też pole widzenia,ale na razie jest na to jeszcze za mała.Karolinka cieszy się z nowych okularków,z nowych oprawek,ja trochę się bardziej zmartwiłam tym,że musi uważać z tym wysiłkiem.No,ale jak kiedyś jej obiecałam,zrobię wszystko by jej oczka dobrze widziały

19 grudzień 2006

Tak cieszyłam się na te Święta.Taka byłam dumna z mojego brzucha.Tak uwielbiałam gdy pod skórą przesuwała się maleńka rączka.

Pomyślałam,że zrobię pierogi.M. pomagał lepił,byliśmy w dobrych nastrojach.Zaczęłam jednak odczuwać dziwne „ciągnięcie” w brzuchu.Położyłam się.Leżałam wtedy już cały wieczór.Gdy w nocy jak zawsze obudziłam się i wstałam do toalety poczułam skurcz i poczułam ogromny strach.Malutka to dopiero 27 tydzień,Malutka siedź grzecznie w brzuszku…-tak myślałam.Położyłam się,ale przysypiałam na krótkie chwile.

Na drugi dzień M. pojechał do pracy.Ja leżałam sobie,odpoczywałam,podskórnie czułam ogromny strach,ale chciałam go wygonić z głowy.Po południu jednak spakowałam rzeczy i pojechałam z moim tatą do lekarza.On już osobiście przyjechał ze mną do szpitala.Położyli mnie na porodówkę…podłączyli ktg…tego wieczoru jeszcze Maleńka się nie urodziła,udało się wyciszyć całą akcję.Było to dla mnie obojętne czy te święta spędzę w szpitalu czy w domu,ale z nią było wszystko dobrze.

Czułam się po całej tej stresującej akcji szczęśliwa,że się udało wszystko zatrzymać,wtedy jeszcze nie wiedziałam,że na tak nie wiele…

Tamte święta miały być wyjątkowe,z moim brzuchem,z nadzieją czekania na nasze maleńkie życie…

Tamte święta były wyjątkowe,już z pustym brzuchem (wtedy to bolało bardzo),ale już z maleńkim życiem,tak maleńkim jak Pomarańczka…

Specyfika tamtych Świąt już się nigdy nie powtórzy.Moje rozdzierające się serce niosło modlitwę tak wysoko,była ona tak błagalna,a łzy tak piekące…

Moja kilogramowa Pomarańczka oddychała miarowo podłączona do tylu kabelków… i zwyciężyła!!!!!!!!

Choć urodziny wypadają w niedzielę,jutro je wyprawimy,bo M. akurat w niedzielę pracuje.

Będzie tort i siedem świeczek i będzie ona,moja najważniejsza,moja Kochana,moja śliczna,moja wyczekana Zwyciężczyni,Pomarańczka.

Tamte Święta były pierwsze bez mojej mamy i pierwsze z moją wcześnie urodzoną córeczką i od tamtej chwili ich wyjątkowość jest nieustająca.

ona jest!one są!!!

To będzie kolejny wpis pod tytułem z moich wspomnień.Wpis dedykowany tym wszystkim którzy nie wierzyli,którzy powiedzieli czasem za dużo tego czego może nie powinnam usłyszeć,choć stało się wszystko wszystkiemu na przekór,jak dobrze!!!

Karolinka

Tak bardzo pragnęłam jest przyjścia na świat.To jej udało się zostać w moim brzuchu,pod moim sercem po tych wszystkich przejściach.To dzięki niej poczułam jak to jest mieć brzuch ciążowy,jak to jest czuć ruchy maleństwa,jak to jest cudownie podglądać jej maleńkie życie we mnie na monitorze usg.Strach był ogromny,ale i nadzieją wielka.Zbliżały się święta,miały być nasze takie spokojne,M.ja i nasz brzuch :) Gdy kilka dni przed trafiłam do szpitala ze skurczami nie obchodziło mnie,że spędzę tę wigilię w szpitalu,liczyło się by moje maleństwo zostało pod moim sercem i wydawało się że udało się niby wyciszyć,pacjentki z sąsiednich łóżek wyszły na święta do domu,przyjechał M. zapowiadało się spokojne popołudnie,Karolinka mocno kopała,cieszyliśmy się tym gdy nagle…nagle krwotok,M.wybiega po położną a jej nie ma!Poszła na chwilę na inny oddział,wtedy pani zmywająca podłogę powiedziała:spokojnie zaraz wróci,najwyżej pani urodzi…na co ja do niej:ale ja mam termin na marzec nie na grudzień…wtedy pani rzuciła mopa i popędziła po położną.Wtedy zaczęła się ciągła gonitwa,usg,sala porodowa,kroplówka i czekanie,że może stan się zmieni…wtedy usłyszałam jak położne szepczą między sobą:szkoda jej,akurat tak przed świętami się jej to trafi,jeszcze taka mała ta ciąża…a ja podłączona do ktg słuchałam tylko bicia serduszka bo może to ostatni raz,a może one wcale nie i mnie mówią…to było straszne :( potem kolejne badania i tylko krzyk:będzie cięcie!!!Zbiegło się tyle ludzi,zaczęli mnie przygotowywać,sto pytań,przebieranie,przewożenie,znieczulenie…ale ja wszystko czuję!nie możliwe! pani się zdaje!Możliwe czuję jak chcą mi rozciąć brzuch,wtedy mówią,proszę podnieść nogi,ja podnoszę!Jak to możliwe poszło przecież znieczulenie,potem za mną krzyk:tętno dziecko zanika i przyłożono mi maseczkę do twarzy…zasnęłam…bałam sie obudzić.Pamiętam,że zanim zasnęłam ciągle myślałam Boże jak to możliwe,Boże miej ją w swej opiece,Boże to nie tak miało być,miał być wspólny poród,pierwszy krzyk na który czekałam,ona miała żyć!!!

Pierwsze słowa po przebudzeniu były:ma pani córeczkę,ale nic więcej nikt mi nie powiedział,przewieźli mnie na salę,wreszcie M.!Jak dobrze,że jest.Przychodzi położna z patologii ciąży:mówi,że M. może iść porozmawiać z neonatolog,do mnie mówi:widziałam ją!jest śliczna!To były piękne słowa.Kończąc dyżur ta sama położna przyszła się do mnie pożegnać życząc wszystkiego dobrego.

Potem przyszedł M.mówił o stanie malutkiej o tym jak jest maleńka,właśnie jak Pomarańczka.Pani neonatolog nie potraktowała go na początku zbyt miło…wzięła nas za gówniarzy,ale potem gdy zobaczyła łzy M. gdy zobaczył malutką trochę zeszła z tonu.Wiem,że ta pani neonatolog zajęła się dobrze Karolinką nim przyjechała karetka zabrać ją do specjalistycznego szpitala,ale ta pani odebrała mi też odwagę bym spokojnie mogła kiedyś pomyśleć o rodzeństwie.Ona powiedziała nam wtedy,że mamy szczęście,że Karolinka jest w takim stanie i że z naszym wywiadem to my nie powinniśmy ryzykować by mieć dzieci,w dodatku nie wiadomo jeszcze co będzie z Karolinką…

W między czasie przywieźli na salę dziewczynę która też urodziła córeczkę był z nią mąż,przynieśli jej dziecko…zaczęli dzwonić ze swoją nowiną do wszystkich,a mi robiło się słabo…po chwili przyszli jej rodzice,a ona do nich:słyszeliście,jakaś dziewczyna urodziła kilogramowe dziecko,ciekawe czy przeżyje,położne mi mówiły…po czym chyba zorientowała się spoglądając na moje opuchnięte oczy,że chyba jest coś nie tak,zmieniła temat…Przyszedł M. mówię,że mi słabo…zawołał położną,dała mi tlen,ale ze zrozumieniem przewiozła tamtą dziewczynę na inną salę,a ona wyjeżdżając powiedziała do mnie:będzie dobrze…no tak,ale bolało.

Potem były 3 dni trudnej rozłąki bo ja zostałam w szpitalu w którym urodziłam,Karolkę zabrano 100km dalej…miałam jej zdjęcie które zrobił M.jak ją zabierali,modliłam się do tego zdjęcia,jeżeli udawało mi się zasnąć to miałam je przy policzku,tak się bałam…

Potem było pierwsze spotkanie.Wchodzimy na OIOM a tam oddziałowa od razu atakuje mnie:gdzie pokarm dla dziecka?!Nie wiem co mam odpowiedzieć,nikt mi nic nie mówił żeby przywieść,zresztą ledwie dzień wcześniej pokazało się go dopiero kilka kropelek.Łapiąc mnie za piersi mówi,ze powinnam iść ściągnąć pokarm,ale dobrze najpierw pielęgniarka pokaże nam dziecko!Masakra!

A ona taka tycia,taka nasza i ten ból,że jest tu,a nie w moim brzuchu :((( potem mam spotkanie z miła panią od laktacji która mi tłumaczy jak ściągnąć pokarm,ale na początku pyta mnie:a jaki jest stan dziecka,bo nie wiem czy warto rozkręcać laktację…co ja roztrzęsiona matka miałam jej powiedzieć,co???????

Dziś bym powiedziała:Warto!!!Dziś bym powiedziała tym szepczącym położnym:zobaczcie ona jest i to był najpiękniejszy mój gwiazdowy prezent!Pani neonatolog pokazałabym dziś Karolkę i powiedziała,proszę to ona,cała i zdrowa,ta kilogramowa kruszynka i wie pani coś jeszcze!Tu jest jeszcze Agatka!Tak też ciąża poprzedzona poronieniem,ale ona zdrowa,donoszona,urodziła się z wagą 3960!One są-widzi pani!!!

Agatka

Agatkę wyjęły ręce lekarza który robił mi zabieg po pierwszym poronieniu.To był jedyny lekarz który potem bardzo ciepło do mnie podszedł,gdy się obudziłam po narkozie,cała obolała z bólu jaki został w moim sercu przyszedł i wziął mnie za rękę i powiedział:jeszcze będzie pani miała dzieci,może nawet ośmioro… :) pamiętam to,choć uciekłam wtedy do innych lekarzy z większych miast bo może wiedzą lepiej,bo może lepiej pomogą…a z ciążą z Agatką wróciłam.Gdy wieźli mnie na salę operacyjną wciąż miałam zakodowane,że powiem dla anestezjologa,że chcę by mi podał znieczulenie ogólnie,trudno nie usłyszę pierwszego krzyku,ale nie chciałam znów przeżywać podwójnego znieczulenia.Miła pani namówiła mnie jednak na znieczulenie zewnątrz oponowe i będę jej za to do końca życia wdzięczna bo usłyszałam wtedy ten pierwszy upragniony krzyk,wrażenie nie do opisania…ręce lekarza uniosły ją nad kotarę i powiedział:dzień dobrzy,jestem!Nie umiałam nic odpowiedzieć,łzy płynęły po bokach.Było normalnie,aż się bałam tej normalności…

Pamiętam też jak mój tata po drugim poronieniu powiedział do mnie:a może wy nie możecie po prostu mieć dzieci?Nie odpowiedziałam nic,choć powinnam powiedzieć,że tego po prostu się nie mówi córce…dziś ma dwie wnuczki i chyba mało zdaje sobie sprawę jakim są cudem…ale ja wiem,my wiemy.

One są.Moje córeczki.Gdyby mnie ktoś spytał:czym jest szczęście,bez wahania odpowiedziałabym-nimi,moimi dziećmi.

pomiędzy

Jest taki czas gdy szczególnie czujemy dziwne bicie serca,oczy zachodzą łzą,ale taką dobrą ze wzruszenia.Czas gdy już są prawie święta,te Bożonarodzeniowe,ale najpierw te Pomarańczkowo narodzeniowe…jakże magiczny to dla mnie czas…

Moja córeczka skończyła wczoraj 6 lat.Moja mała duża córeczka za rok pójdzie już do szkoły,a pewnie za jakiś czas mama nie będzie już najważniejsza tylko koleżanki,potem chłopcy…ale póki co delektuje się jeszcze macierzyństwem sześciolatki,która jest najukochańsza na świecie :)

Zawsze tak uważałam,zawsze tak czułam i zawsze będę powtarzała,że to jej przyjście na świat właśnie w tym czasie bożonarodzeniowym nie było przypadkowe.Mimo iż święta 6 lat temu były bardzo trudne,to jednoczenie były najbardziej magiczne,wyjątkowe i na pewno niezapomniane.

Do dziś gdy słyszę kolędy przechodzą mnie ciarki,bo pamiętam gdy leżałam w szpitalu pełna strachu o życie Karolinki,a ona ponad 100km ode mnie przyszli kolędnicy,ustali na korytarzu z gitarą i śpiewali.Wszedł do mnie ksiądz podzielić się opłatkiem,zostawił jakiś drobny upominek,a ja…ja nie umiałam wydobyć z siebie głosu,bo gula w gardle i łzy nie pozwalały nić powiedzieć.Boże jak to bolało wtedy!Jak bardzo chciałam mieć ją s powrotem w brzuchu,jak bardzo się o nią bałam….pamiętam też drugi dzień świąt gdy wreszcie pojechaliśmy do niej,gdy ją zobaczyłam…a potem poszliśmy do kościoła,wypełnionego ludźmi,a ja uklękłam przy żłóbku i ukryłam twarz w dłoniach i tak bardzo płakałam patrząc na małego Jezusa i tak bardzo prosiłam by ona żyła….wysłuchał mnie i zawsze będę za to mu wdzięczna.To wszystko jakby wczoraj,a dziś…dziś Karolinka ma już 6 lat,a ja gdy słyszę kolędę ‚Gdy śliczna Panna syna kołysała” nadal mam łzy w oczach bo pamiętam jak śpiewałam jej to przy inkubatorze.

Moja córeczko,jak dobrze,że jesteś,odmieniłaś nam święta na jeszcze piękniejsze niż można sobie to wyobrazić i zawsze już będą one pachniały pomarańczami,takimi maleńkimi jak Ty wtedy….

Jest taki czas pomiędzy Pomarańczkowymi narodzinami i Bożonarodzeniowymi…czas wyjątkowy,czas zatrzymania,czas miłości.

dlaczego Karolinka to Pomarańczka? :)

Do dziś gdyby ktoś spytał nasze bocianowe ciocie kto to jest Pomarańczka to by wiedziały od razu :D Myślę,że gdy kiedyś o tym przeczyta Karolinka będzie się śmiała,a zaczęło się od pierwszego wpisu po jej narodzinach.Oto jego fragment z bociana:

„Podłączyli mi KTG i leżałam tak wsłuchując się w serduszko mojego Maleństwa.Za pół godziny lekarz chciał mnie zbadać a tu nagle ze mnie wytrysnęła krew i tylko głośny krzyk: będzie cięcie!!!!Nagle wszyscy zaczęli się zbiegać sto pytań od anestezjologa i położnych… Nagle znieczulenie w kręgosłup które nie chce działać!!!!!!!Po prostu czułam wszystko!!!!Musieli więc mnie znieczulić ogólnie dlatego nie widziałam Malutkiej.Gdy się obudziłam usłyszałam, że mam córeczkę,ale nikt nie potrafił mi udzielić o niej informacji.

Na szczęście zaraz wpuścili do mnie męża i on za parę minutek dowiedział się od Pani Doktor, że nasza Kruszynka jest pod aparaturami i za 3 godzinki zabiorą ją do Olsztyna.To było straszne…Mąż mógł zostać przy mnie cała noc.Rano zadzwoniliśmy do Olsztyna.Malutka podróż zniosła dobrze,ale wiadomo taki wcześniaczek…Aparatura za nią oddycha.Urodziła się w 27 tyg i 5 dniu.
Jutro do niej jedziemy.Mąż ja widział.Powiedział,że jest jak malutka pomarańczka,waży 1 kg.”

Bardzo chaotyczny był tamten wpis,ale właśnie od tego czasu nasza Karolinka stała się Pomarańczką z bociana :) Tak ją „ochrzciły” ciocie które podłapały porównanie taty.

Potem gdy Pomarańczka zaczęła rosnąć i ze szpitala wychodziłyśmy z wagą 2200g to pisały,że to największe Pomarańczka na świecie :) Dziś…to chyba pomarańczkowe drzewko…duże,śliczne,kochane…