Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

uczucia

boję się…

Siedzę na ławce, dziewczynki ganiają po podwórku, machają do mnie z okienka swojego drewnianego domku, bawią się w chowanego, rysują kolorową kredą i nagle strach…

Siedzę na ławce i patrzę na nie nie,a serce łomoce i ściska coś w żołądku… ta ich beztroska, ta ich czysta radość, niczym nie zmącona, a w mojej głowie strach :(

Kładę je spać, czytam bajkę, rozmawiamy, 100 buziaków na dobranoc… zamykam drzwi i znów to uczucie…

Wchodzę do pokoju gdy już śpią by wyłączyć lampkę. Ich sen spokojny, ich miarowy oddech, a moje tętno przyśpiesza jak szalone…

Gdy zapytałam Karolinkę po pierwszym dniu w szkole o czym rozmawiali powiedziała: Pani opowiadała nam trochę o II wojnie światowej… oblewa mnie gorąc.

Mam już dość tych bombardujących ze wszystkich stron wiadomości. Omijam szerokim łukiem portale informacyjne, zmieniam temat gdy ktoś próbuje rozmawiać ze mną o tym co się dzieje, mi wystarczy to na co patrzę codziennie w mojej pracy. Nienawidzę słowa WOJNA… wzbudza ono we mnie tak ogromny strach,że nie umiem sobie czasem z tym poradzić. Miażdży  moje marzenia o tym jak będzie wyglądała przyszłość moich dzieci. Skrada mi spokój, skrada moją radość.

Zamykam oczy na wiele rzeczy jakbym chciała wyprzeć,że to się wcale nie dzieje,ale boję się, a patrząc na Nie wręcz mnie to paraliżuje.Nie umiem sobie z tym strachem poradzić :(

lustro

„Ma nos po babci,spojrzenie ma Twoje,ma Twoje gesty,jedynie mój kolor włosów…” tak o małej Karolince często mówiliśmy.Tak chyba pozostało do dzisiaj,nasze córki gdyby nie jasne włosy nie byłoby do mnie niczym podobne,są takie tatusiowe :)

Jednak teraz gdy Karolinka jest coraz starsza widzę w niej tak dużo siebie i nie chodzi wcale o fizyczność,ale o to jaka jest.

Często jest wiele rzeczy które mnie martwią,bo martwię się czy tak powinno być,czy nie jest zbyt nieśmiała,czy nie jest zbyt uległa,czy nie jest zbyt spokojna.Nie ma w sobie też zbyt wiele wiary we własne siły choć tak bardzo staram się w niej to budować.Boi się podejmować większe wyzwania,bo od razu zakłada,że sobie nie poradzi.Nie jest tak za każdym razem,ale często.Nie jest też tak odważna w obcowaniu z rówieśnikami.Wiem,że łatwo ją skrzywdzić,gdy ktoś powie jej coś przykrego nie odpowie,zamknie w sobie… :(

Gdy o tym rozmawiamy mówię jej:Karolinko tak nie można,trzeba mówić komuś,że nie chcesz by tak do Ciebie ktoś mówił,ale… ale z drugiej strony pamiętam siebie z czasów podstawówki i też nie byłam wyróżniającą się w tłumie.Raczej cichą,skrytą,spokojną.

Z czasem życie mnie nauczyło być odważniejszą,mówić,nie milczeć,działać,nie stać z boku,choć do dziś w wielu sytuacjach nie jestem asertywna…

Karolinka jest bardzo wrażliwa.Tak bardzo boję się by jej nikt nie skrzywdził.Często opowiada,ze w szkole przerwy spędza sama.Gdzieś trochę mnie to niepokoi.Ja mimo swojej spokojności miałam koleżanki i to dwie takie bliskie już od pierwszej klasy.Nie wiem czy ja przesadzam…

Na najbliższej wywiadówce chcę porozmawiać z panią o tym,może z pedagogiem szkolnym?Myślę,że tym jej nie zaszkodzę,może ona potrzebuje jeszcze jakiegoś innego wsparcia niż staram się jej dać.

Z drugiej jednak strony nie podobna do mnie moja starsza córka jest jakby moim odbiciem w lustrze.

dawno

Dawno nie pisałam. M. wrócił też już dawno i dawno minął urlop…za miesiąc Wigilia,święta…już! :)

I cieszę się na ten czas i równocześnie zastanawiam się jaka będzie ogólna atmosfera,bo bywa różnie,szczególnie z tatą…ale cieszę się na ten czas gdy patrzę na moje dzieci,bo w nich ta radość taka prawdziwa.

Minęło sporo czasu i było tyle chwil które bym chciała zatrzymać,ale nie było kiedy. Czas pędzi naprawdę jak szalony.Doba krótka.Niedawno koleżanka powiedziała mi,ze kiedyś będziemy z M. tylko wspominać tą gonitwę.Może i tak.Oby wspomnień było jak najwięcej tych dobrych.

Na powrót M. czekałyśmy wszystkie trzy już z wielką niecierpliwością i bardzo się cieszyłyśmy gdy już do nas wracał. Wrócił M. ja wróciłam do pracy,wrócił też i zabiegany rytm naszego dnia,ale nie narzekam! O nie! Nie mogę,bo wiem,że gdyby nie nasze dziewczynki nic nie miało by sensu.

Karolinka w szkole radzi sobie super!W miniony czwartek byłam na wywiadówce.

Same 5 i 6. Za nią już trzy klasówki jedna kartkówka i dwa testy z angielskiego. Mi się wydaje,że jak na pierwszoklasistów mają dużo nauki, prac domowych też,często jeszcze z dobrą godzinę Karolinka poświęca na odrabianie.

W szkole mieli diagnozę.Trzy osoby w klasie uzyskały niemalże całą punktację, wśród nich i Karolinka… Gdy słuchałam pani i patrzyłam na wszystkie te testy to z wielkim trudem powstrzymywałam łzy.Przecież nie wymagam od niej tego by była najlepsza,liczyłam się z tym,że jako wcześniak może sobie gorzej radzić,w dodatku gdyby urodziła się o czasie poszła by do szkoły dopiero w przyszłym roku,a tu… a tu po prostu rewelacja.Jestem z niej tak dumna,że nie opiszę tego słowami.

17 listopada obchodziliśmy dzień wcześniaka.Karolinka zawsze jest dumna gdy mówię jej,że ma swój dzień.

Agatka w tym wszystkich jak nasza mała pociecha.Mała a jednocześnie tyle w niej zmysłów.

Gdy jej pasuje mówi,że jest za mała na to,ale częściej powtarza,ze ona jest duża więc już coś może :)

Stała się ostatnio bardzo przytulaśna i wyznaje często nam miłość :) Wciąż często używa „swoich” końcówek w wyrazach np. – mamo wyjmiłam sama miseczkę! Lub -pobawisz się ze mną,bo ja już zacznęłam. Czy podczas wycierania kurzów- mamo gdzie jeszcze wytrzeć?-możesz pod krzesełkiem.-tak już wytrzyłam.

Po kąpieli:-mamo czy ta lalka już wysuchła?Bo jak ona wysuchnie to ja ją ublam! :)

Podczas zabawy Karolinka mówi coś po cichu,mówię więc do Agatki by spytała czy mówi,po chińsku czy po japońsku,na co Agatka do Karolki:mówisz po chińsku czy po jachińsku?

Obie napisały też już list do Mikołaja.Agatka wymyśliła lakę MonsterHigh… oj nie mam w sumie nic do tych wymyślonych lalek,ale wkurza mnie okropnie ich cena.Agatka bardzo chciała mieć Cleo,niestety podróbek jej nie ma,a oryginalna sówkę jak nic,a ja wolałabym wydać to na fajną książkę…Powiedziałam kiedyś Agatce,że Cleo jest bardzo droga,ale ona powiedziała,że bardzo by ją chciała…Karolinka napisała w liście młyn dla koników Filly.Agatka też by go chciała i piszczała często:młyn ja też chcę!M. tłumaczył jej,że jeden starczy jeśli np.Karolinka dostanie to będą się razem bawiły,na co Agatka,że nie,że ona chce swój…jednak kilka dni temu moja mała córcia jakby nigdy nic mówi do mnie:

-wies mamo,Cleo jest dla mnie za dloga,nie chce jej od Mikołaja,może być inna lala,a Kalinka jak dotanie młyn to mi da się pobawić,a ja jej dam lalę…

No i jednak można poskromić i mojego uparciucha :) Wiem,że często chce postawić na swoich,ale nasza konsekwencja chyba powoli zaczyna skutkować ;)

 

 

mam dwa latka,dwa i pół :)

-mamo przypal mi w łazience światło!- woła moja dwu i pół letnia Agatka :)

-mamo mogę sama przymyć szczoteczkę do szczotkowania? (czyt.wypłukać szczoteczkę do zębów).

-mamo nie chcę nektarynki,babcia mi mówiła,że ja tego nie lubię :)

Siedząc na kibelku Agatka nagle woła:

-mamo nie mogę się doczekać!

-czego nie możesz się doczekać?

-wakacjów Kalinki!!! :)

Tak mam już w domu nieźle wygadaną,wciąż tak samo upartą,kochającą sukienki i spódniczki,nie cierpiącą spinek ani kucyków,uwielbiającą lalki barbie i monster high dwu i pół letnią dziewczynkę.

Dziewczynka ta nie poskromiona w spożyciu energii daje wiele radości naszemu domowi :) Nie rzadko też wystawia na próbę cierpliwość mamy lub taty (starszej siostry zresztą też! :) )

Pocieniowane króciutkie blond włoski uwielbiają być przez nią same poczesane,rączki same umyte,majteczki same włożone.

Lalki są również czesane,przebierane,kupujące sobie co rusz nowe buty ;)

Dwulatka uwielbia towarzystwo,choć najczęściej to ona je sobie dopasowuje,kto może kto nie…no każda koleżanka starszej siostry jest także jej koleżanką,och radość wielka gdy odwiedza nas jakaś dziewczynka,ale…chłopiec do piaskownicy ogólnodostępnej na osiedlu to nie może już wejść,bo on przeszkadza!…mamę czasem to martwi,ale ma nadzieję,że poukłada się to gdy dwu i pół latka jako już trzylatka trafi do przedszkola.

Mama nie chce zapeszyć,ale dwu i pół latka jada już znacznie lepiej niż np rok temu,mama może więcej potraw podać,co znacznie mamie ułatwia życie i daje poczucie spokoju.

Mama ma wilgotne oczy gdy obserwuje swoje córeczki z ukrycia podczas zabawy.Mama patrzy i widzi jakie są już duże,jak śmiesznie rozmawiają,jak mimo kłótni nie mogły by bez siebie funkcjonować.

Mamę rozpiera duma gdy idzie na spacer lub zakupy ze swoimi dziewczynkami,że może z nimi gdziekolwiek iść,bo one są,takie jej,jeszcze jej…

Dwu i pół latka razem z prawie siedmiolatką już śpią.poranek zapewne będzie wczesny jak zawsze :) Lecz czy poranki bez nich miały by w ogóle sens?

Kocham kocham kocham.

 

 

 

jestem mamą uczennicy :)

02.09.2013

Budzik ustawiony na 6:50,ale Karolinkowe stopki przybiegają już do nas o 6:30.”Mamo czemu jeszcze budzik nie dzwoni?”-szepcze Karolinka do ucha.”Bo jeszcze ma czas”-odpowiadam.

Karolka gramoli się przy mnie,ale oczywiście już nie śpimy.Gdy budzik wreszcie dzwoni wyskakuje spod kołdry i woła:mamo już,mamo już,wstawaj :)

Poszłyśmy na ósmą godzinę na mszę.Dzieciaczki w białych bluzeczkach,uroczysto wszędzie :) Klękam i przypominam sobie jak klękałam gdy urodziła się Karolinka.Gdy błagałam o jej życie,gdy łzy kapały na podłogę…teraz też oczy się zaszkliły.Ona idzie już do szkoły!Jest z nami,zdrowa!Wiem,że mam za co dziękować…

Pogoda jednak nie sprzyja przyjemnej atmosferze rozpoczęcia roku.Wieje i zaczyna padać.Dzieciaczki skulone pod parasolkami patrzą swoimi oczami na szkołę.”Jaka ona duża”-mówi Karolinka.Uśmiecham się,bo kiedyś i mi się wydawała duża.

Krótkie przemówienie i idziemy do klasy.Pani nas wita,czyta listę obecności.Na szczęście większość buziek znajoma,bo z przedszkolnej grupy.Fajnie.Dostajemy plan lekcji,Pani trochę jeszcze nam mówi informacji i do domu.Karolka nie może doczekać się następnego dnia ;)

03.06.2013

Budzik dzwoni o 6:50.Idę do łazienki i nagle słyszę pod drzwiami:”mamo,ja też chcę siusiu,wstałam,bo słyszałam budzik” :) Jak miło rozpoczyna się dzień.Pogoda paskudna,ale Karolka szczęśliwa,bo idzie do szkoły.

I a-to klasa do której chodzi Karolinka.Przychodzimy,zamieszanie,dużo rodziców,dzieciaczki się rozglądają.Karolka siada z Alą.Tak się umówiły jeszcze na koniec przedszkola.Tłumacze,że Pani może przesadzić,ale że obie noszą okularki to może im się uda razem siedzieć.Tak też zostaje.Środkowy rząd,druga ławka to Karolinka i Ala :)

Pięć lekcji.Sporo myślę.Jak one wysiedzą tyle…Przychodzę na 12:35,pod drzwiami rodzice :) Dzwonek.Wychodzą uśmiechnięte buziaki.”Mamo fajnie było”.”Mamo nasza Pani jest miła”.”Mamo nasza Pani wcale nie krzyczy” :) Gdy wchodzimy do domu Karolka pokazuje co robili w książkach,a w ćwiczeniach z religii znajduję pierwszą szóstkę!!!I to z serduszkiem! :) Pięknie!Chwalę Karolinkę.Patrzę a Karolinka wyciąga piórnik i karteczkę z niego i mówi bym to na jutro wypełniła bo Pani prosiła.Potem wyciąga ćwiczenia i chce odrabiać pracę domową!Mówię:”poczekaj,dopiero wróciłaś,odpocznij”.”No dobrze,ale tylko chwilkę” :) Zjadła obiad,zrobiła ze mną ciastko i usiadła do odrabiana lekcji.Szlaczek został napisany-lekce odrobione ;)

Tak pełna zapału jest moja uczennica.Z opowieści wiem,że na przerwach nosa z klasy nie wytknęła,bo wszędzie dużo dzieci,no i Ala chciała by z nią ciągle siedziała :) Ja jutro już niestety do pracy.Ale jestem już mamą uczennicy!!!Jakże CUDownej uczennicy! :)

upartość Agatki i wrażliwość Karolinki

Mam dwie Kochane córki.Mam dwie moje wymarzone córki.Mam dwie baaaardzo różne od siebie córki :) Dziś chciałam o nich napisać.

Jedną z dominujących cech Agatki jest upartość.Niby mała Pchełka,mająca 2 latka i prawie 5 miesięcy swoją upartość pokazała nam chyba od początku ;)

Na dzień dzisiejszy wygląda to tak,że Agatka proszona o przymierzenie czegoś w sklepie najczęściej mówi:nie,bo nie i możesz sobie prosić… chyba,że obiecasz tik taka…to samo jest gdy już wieczory są chłodniejsze i trzeba założyć bluzę,Agatka mówi:nie,bo mi ciepło…

Agatka proszona by coś spróbowała nowego do jedzenie mówi:nie,bo ona nie lubi i już…

Agatka proszona by nie zabierała z rąk Karolince i tak zabiera,bo ona pierwsza to chciała…

Ale Agatki upartość doprowadziła też do tego,że umie założyć sama i zdjąć majteczki i spodenki i buciki.Upartość Agatki doprowadziła do tego,że mimo iż wieża z klocków się rozwali ona zbuduje nową,lub poprawi co trzeba.Agatka podczas kolorowania też już mało wychodzi za linię!Jestem pod wrażeniem jej kolorowanek,mimo iż często lala jest cała w jednym kolorze to linii wychodzących prawie brak :) Uparta Agatka już dawno sama wchodzi i schodzi ze schodów,siada na kibelek,wita się z sąsiadami i mowi dzień dobry i do wiedzenia w sklepie :) Myślę też,że upartość Agatki spowodowało to,że dziś z nami tu jest :)

 

Wrażliwość Karolinki…ta cecha może nie jest dominująca u naszej córci,ale czasem przysparza trochę kłopotów…Wrażliwość Karolinki jest w niektórych sytuacjach dla mnie trochę martwiąca.Czasem wystarczy powiedzieć,że coś nie tak zrobiła,nie tak napisała literkę,cyferkę itp. by były łzy…Prócz łez czasem pojawia się też straszna samoocena,bo mówi sama na siebie,że jest do niczego,że nic nie umie dobrze zrobić… tłumaczę jej wtedy,że tak nie jest,że nie o to wcale chodzi i z czasem łzy ustępują,ale co jeszcze mogę zrobić prócz tłumaczenia,częstego chwalenia…skąd w tej małej główce takie myśli :(

Wrażliwość Karolinki objawia się też tym,że roztkliwia się nad każdym zwierzakiem,nad czymś nieszczęściem…ma naprawdę dobre serduszko.

Ostatnio na marzycielskiej poczcie pojawiła się nowa chora dziewczynka,która praktycznie mieszka w szpitalu.Karolka od razu powiedziała,że chce jej wysłać karteczkę,że chce by jej było miło,zrobiła niemal od razu rysunek i powiedziała,że bardzo chciałaby jej pomóc…

Gdy była zbiórka żywności w sklepach przez Caritas dla biednych rodzin Karolinka też tym się bardzo przejęła,chciałaby zaraz oddać niemalże wszystko….

Dużo rzeczy bierze też „dosłownie”. U nas telewizor jest bardzo rzadko włączony,a jak jest to przeważnie dziewczynki oglądają bajki.Czasem jednak lubię włączyć jakiś Teleexpress czy inne wiadomości,ale gdy Karolinka zobaczy jakiś wypadek,albo że coś złego się komuś przydarzyło zaraz pyta czy wszystko się dobrze skończy,albo dlaczego tak się stało i czy można coś z tym zrobić,dlatego rzadko oglądam przy niej także i wiadomości…

Wrażliwość Karolinki przejawia się też tym,że czasem gdy któreś z nas się źle czuje ona się martwi,martwi się też Agatką i mimo iż ona jej dokucza to wiem,że ona nie pozwoliła by nikomu zrobić jej krzywdy.

Ja natomiast tylko się boję by ktoś kiedyś nie skrzywdził jej serduszka.

Takie są te moje dwa Kochane Cuda.Jak dobrze,że są!!!!

dzień mamy z Arką Noego

Odkąd nie ma mojej mamy z nami dzień matki zyskał dla mnie zupełnie inne znaczenie.Stał się też inny odkąd mam moje córki,ale…ale zawsze wspomnienia powracają do niej i tęsknota wciąż nie zmienna.

Tegoroczny dzień mamy był dla mnie bardzo wzruszający,a to za sprawą pewnego koncertu,ale od początku.

Rano dziewczynki dały mi po różyczce i Karolinka narysowała dwie laurki,po czym złożyły mi najsłodsze życzenia.Po życzeniach Agusia spytała:a gdzie tolcik? :)

Tata wczoraj dokonał zakupu huśtawki i zjeżdżalni i mimo iż padał deszcz zmontował wszystko!!!Dziś na szczęście wyszło słoneczko i dziewczyny odkryły przez okno,że coś nowego stoi na podwórku,uciechy było co nie miara.

Wciąż jeszcze często łapię się na tym,że zastanawiam się jak to możliwe,że tak dziecięcy jest nasz dom.Wzrusza mnie to,ze są małe buciki,pełno zabawek,piaskownica teraz huśtawka i zjeżdżalnia… Mamy dla kogo to robić,to nie sen,one są!!!

Potem był długi spacer na cmentarz,Agusia się w tym czasie przespała i obiad u rodziców M.Następnie pojechaliśmy na koncert Arki Noego.Po niebie chodziły ciężkie chmury,koncert po gołym niebem,nad jeziorem i nagle słońce!Tyle słońca,że pozdejmowałam nawet dziewczynkom bluzy.Wyszły dzieciaczki na scenę.Agatka poważnie obserwowała co się dzieje,nie machała nawet nóżkami tylko patrzyła.Jednak już na trzeciej piosence zeskoczyła i pociągnęła mnie do tańca.Atmosfera ogólnie strasznie fajna,poza tym,że dzieciaki super to i lider zespołu nawiązywał fajny kontakt z publicznością.

Oczywiście nie obyło się bez momentów,że moje oczy nagle zaszły łzami.Ściskałam wtedy jeszcze bardziej Agusię wirującą w tańcu,lub przytulałam gdy trzymałam na rekach.Patrzyłam na skaczącą z koleżanką Karolinkę i myślałam:Boże dziękuję,że one są!!!

Najbardziej zawsze  mnie rozkleja piosenka „Moje pierwsze godziny”

To moje pierwsze godziny
Jestem najmłodsze z całej rodziny
Jestem jak małe ziarenko
Czuje że żyje urosnę wam prędko

Ja jestem
Ja czuję
Ja żyje
moje serce bije itd.

Przypominają mi się wtedy moje dzieci których ze mną nie ma…gula gdzieś rośnie w gardle i rady nie ma by nie pokapały się łzy.Oczywiście uwielbiam też piosenkę,którą często i Karolinka śpiewa:”Mama Królowa”

…Nie potrzebne Mamie
Brylanty, złoto i korona
Ona piękna jest bez tego
I Błogosławiona…

Też oczywiście pobeczałam sobie choć przez szeroki uśmiech,jak słońce i deszcz jednocześnie…Na koniec jedna dziewczynka poprosiła żeby zaśpiewali „Świeć Gwiazdeczko” i muzyk się śmiał,że jak zaśpiewają to spadnie śnieg,ale refren specjalnie dla niej zaśpiewali i wtedy Agatka która też bardzo lubi tą piosenkę zawołała:ooo właśnie to chciałam!!! :)

Poza tym niesamowicie mówili o Bogu,dla mnie duch święty natchnął  tam wszystkich,podziwiam tak wielką wiarę…czuję się przy takich ludziach maleńka,ale czerpie od nich garściami to co dają,tyle dobra,spokoju i właśnie tej wiary!

Czułam się dziś bardzo lekka,szczęśliwa,wzruszona.Mam wrażenie,że ten koncert niby małych dzieciaczków,ale dotknął wszystkich moich wrażliwych części duszy i to co mam i to za czym tęsknię.Jeszcze bardziej zrozumiałam jak wielkimi cudami są moje dziewczynki choć wciąż wydaje mi się,że się bardziej nie da,a  jednak…nawet teraz jak to piszę mam wilgotne oczy.

Wiem,ze kiedyś by mnie to bolało,tak wewnętrznie,wiem,ze słowa tych piosenek,wiem,że te uśmiechnięte dzieci,ta ogólna rodzinna atmosfera powodowałaby we mnie wzmożony żal,tęsknotę.Wtulam więc jeszcze mocniej moją twarz we włosy moich dzieci i serce się ściska bo dziś też pamiętam o tych „osieroconych” matkach i o tych które czekają na swój cud tyle już lat…

Rozumiem i wciąż mam tylko jedno marzenie,by macierzyństwo moich córek było niczym nie zmącone.

Kocham Was moje Skarby!!!

przechodzimy kolejny etap

Gdy rodzi się dziecko cały świat staje na głowie, a życie zmienia się o 360 stopni.
Potem gdy rośnie, rodzice cieszą się z każdej najdrobniejszej rzeczy od pierwszego uśmiechu po pierwszy kroczek itd. Przełomowymi momentami jest też to gdy dziecko zaczyna „dorastać” gdy zaczyna zmieniać się z niemowlaka w malucha. Karolinki piersią niestety nie udało się karmić, była butelka ze smoczkiem i smoczek do usypiania. Rozstanie ze smoczkiem nie było dla Karolinki jakąś wielką zmianą, dlatego, że podawaliśmy go jej tylko do spania, choć zasypiała z nim prawie do 2,5 latek. Karolka uwielbiała za to swoją butelkę ze smoczkiem. Rozstanie z nią było trudne, nie chciała żadnych kubeczków, bajeranckich słomek, butelek z dziubkiem. Butelka ze smoczkiem przez który płynęło mleczko lub herbatka była niepowtarzalna! Karolka piła z niej też do 2,5 latek, a gdy już powiedzieliśmy jej pa pa to na rozstanie był prezent i kilka dni Karolka piła tylko troszkę z innych przedmiotów, ale wreszcie przyszło i to. Długo też nam zeszło z pieluszkami ponieważ Karolka po prostu bała się nocniczka. Mieliśmy ich chyba ze 3, ale po prostu musiała nadejść jej czas i tyle. Dziś sobie myślę: „kiedy to było”? Wtedy też wiązało się to trochę z jakimś sterem by nauczyć, by było dobrze, a potem po prostu przyszło…
Agatce rozstanie ze smokiem przyszło samo. Zresztą to ja ją nauczyłam ssać smoczek którego w ogóle nie chciała. Dla niej pierś zawsze była numer 1, ale żeby czasem odpocząć podawałam jej smoka, podawałam, aż w wieku około 3 miesięcy „załapała” i smoka, było wtedy mi trochę lżej. Gdy Agatka miała około roku, po prostu nie chciała już ciągać smoka i sama go wyrzuciła. Butelka? No butelki to ona tym bardziej nigdy nie chciała! Tak pierś jej zastępowała wszystko, a gdy już zaczęłam podawać jej inne picia to z kubeczka i w wieku 10 miesięcy piła już z niego zupełnie samodzielnie. Pieluszki jeszcze nosi, ale na nocniczek też siada i woła więc myślę, że jak się zrobi już ciepło to i z pieluszek wyrośnie. Najtrudniejsze było jednak rozstanie z piersią… Myślę, że dla nas obu. Ja walczyłam o to karmienie. Poranione brodawki goiły mi się ze 2 miesiące, zanim to karminie stało się naprawdę przyjemne, spokojne. Potem Agatka rosła i rosła i niektórzy mówili: wciąż ją karmisz? Tak, obie lubimy, jestem w domu dlaczego mam jej zabierać skoro chce.
Były oczywiście momenty gdy Agusia też „przesadzała” ze ssaniem, bo potrafiła mnie godzinę nie widzieć i chcieć pierś. Siadałam na fotelu na którym zawsze ją karmiłam a jej to się kojarzyło z piersią i od razu na mnie wchodziła odchylając bluzkę… Potem jednak przyszedł czas gdy i z tego wyrosła i pierś potrzebna była tylko do usypiania. Wygodne, nie powiem, ze nie, ale Agusia potrafiła się też wciąż w nocy budzić by trochę sobie possać. Teraz przed powrotem do pracy wiedziałam, że muszę już ją zupełnie odzwyczaić. Miało być do końca lutego to karmienie. Marzec minął też… ale nadszedł dzień. 5 kwietnia ostatni raz położyłam Agatkę spać karmiąc piersią. Teraz nadszedł czas na rozstanie. Oczywiście mam stracha jak nam pójdzie, ale mam nadzieję, że będzie dobrze.

po świątecznie o przemijaniu

Tegoroczne Święta minęły bardzo intensywnie,choć pogoda po prostu powaliła wszystkich na kolana….

W sobotę pojechaliśmy ze święconką do kościoła samochodem bo nie było szans na spacer z koszyczkiem.Dookoła śnieg…sceneria iście Bożonarodzeniowa!Już nikomu nawet żartować się na tą pogodę nie chciało.

W tym roku już dwa koszyczki trzeba było przygotować,Karolinka i Agatka niosły swoje pisanki w swoich koszyczkach :)

Późnym popołudniem nadjechał brat z żoną i dzieciakami i zrobiło się gwarno,dzieciaczki jak to dzieciaczki raz lepiej raz gorzej,ale ogólnie fajnie już się dogadują,bawią,tylko z  Agatki taki mały obserwator,trochę się bawiła z nimi,ale większość sama,ale przyglądając się ciągle co porabiają starszaki :) Najchętniej uczestniczyła w zabawach ruchowych gdy dziewczynki były baletnicami lub robiły ćwiczenia,wtórowała im równo :)

Patrzyłam na moje Szkraby i pomyślałam sobie jak ten czas pędzi,jak to było gdy my kiedyś byliśmy dziećmi,jak inaczej rodzince podchodzili do wychowania,jak sobie radziliśmy itd.Patrzyłam i myślałam sobie czy moja mama też tak chciała zatrzymać czas byśmy jak najdłużej byli dziećmi czy raczej chciała byśmy dorośli,usamodzielnili się.Ja w każdym bądź razie chłonę każdą chwilę z moimi córciami bo widzę jakie to ulotne.

Jeszcze niedawno to moja siostra przyjeżdżała z takimi maluchami na wakacje,na święta,a dziś już dorośli mają swoje sprawy,swoje życia i przyjeżdża sama…Pamiętam jak zabierałam jej dzieci na randki z M.jak mówiły o nim:Twój koleżan ;) Potem na weselu takie dumne tańczyły z nami…tak niedawno…

Rodzina powinna się rozumieć,powinna utrzymywać kontakt,ale…nie zawsze jest tak jak by się chciało idealnie…Gdy się jest dzieckiem nie rozumie się czemu rodzice gniewają się na wujka i już nie chcą tam jeździć,czemu kiedyś ktoś się uśmiechał,a dziś do siebie nawet nie zadzwonią…tak się trochę właśnie pokręciło z rodzeństwem mojego taty :(

Fakt,że moi rodzice i jedno i drugie wyemigrowało daleko od swojego rodzinnego domu i to pewnie trochę wpływa na stosunki,ale gdy się chce…tak przynajmniej mi się wydaje,że gdy się chce to można być w dobrych kontaktach.

Kiedyś jak babcia żyła raz w miesiącu ojciec pakował nas w samochód i jechaliśmy 120 km na obiad do jego rodzinnego domu.Tam mieszkał brat ojca z żoną moją chrzestną i ich dwójka dzieci.Zapach wsi,wielkie podwórze,wokół obora,stodoła,ciągniki…takie klimaty…a w domu zawsze pachniało babką drożdżową… co się potem stało nie wiem…tajemnice rodzinne czasem są trudne… ostatni raz widzieliśmy się na moi weselu a potem za 4 miesiące na pogrzebie babci…to wtedy mój ojciec był ostatni raz na swojej rodzinnej ziemi,prawie 9 lat temu.

Życie toczyło się dalej,my z rodzeństwem wspominaliśmy często jak to było kiedyś,że może byśmy odwiedzili,ale ojciec nawet nie chciał słyszeć.Teraz gdy przyjechała siostra znów nas „naszło”,ojciec powiedział oczywiście,że nie ma ochoty,ale nie patrzyliśmy na niego,zadzwoniliśmy do nich,zaprosili od razu…pogoda nie zachęcająca,ale postanowiliśmy,że pojedziemy.

Tak więc jak w niedzielę po obiedzie gdy pojechał brat,poszliśmy jeszcze na trochę do teściów by w poniedziałek pojechać tam gdzie nie byliśmy już od tylu lat,do miejsca naszego dzieciństwa.

Rano trzeba było niezły kawał podwórka odśnieżyć.Nie do wiary,że taka pogoda wciąż się utrzymuje,ze tyle wciąż śniegu!!Bleeee!

Droga trochę zapomniana,ale za każdym odcinkiem przypominał nam się jej każdy fragment.Potem ten sam dom,to samo podwórko,ten sam zapach…Brak babci….wujek siwy…córka ich mieszkająca z nimi z mężem i swoimi dwiema córkami taka sama!!! :) tak A. jakby się wcale nie zmieniła,tylko życie nie łatwe…Ciocia także siwiuteńka,chora,od dwóch miesięcy w domu leży pod respiratorem…młodsza córeczka A.urodziła się jak Karolinka wcześniakiem,nawet w tym samym roku tyle że w styczniu a Karolka w grudniu i tyle,że Karolka zdrowa,a ona ma porażenie mózgowe,nie chodzi…

Trudne.Niby wszystko takie same,ale to tylko złudzenie.Życie pędzi do przodu,gna gna gna przynosząc tak różne doświadczenia.

Przyjechał też syn cioci i  wujka,oczywiście z żoną i swoimi dziećmi,zrobiliśmy sobie wszyscy zdjęcie,rety jak nas dużo!!!Rozrośliśmy się,jest nas więcej choć i też wielu brakuje.Babci i mojej mamy z powodu tego,że już ich z nami nie ma,ale taty…z powodu jakiś żali,jakiś nieporozumień???Ile można pamiętać?Czy u schyłku życia nie powinno się czuć już inaczej???

Żegnając się obiecaliśmy przyjechać gdy zrobi się naprawdę ciepło.”Przywieście dziadka”-powiedział wujek.”postaramy się”-odpowiedziałam.

Wizyta ta przywołała we mnie wiele wspomnień.Patrząc na Karolinkę i Agatkę biegające po tym domu po raz pierwszy, myślałam sobie,że jeszcze nie dawno ja taka tu biegałam,patrząc na sympatyczną choć chorą córeczkę A. myślałam sobie (po raz który?) jak wielką loterią jest wcześniactwo,jak różnie może się to skończyć…patrząc na ciocię myślałam sobie,że jak przyjedziemy następnym razem bardzo bym chciała ją zobaczyć…

Na pewno nie odłożymy tej wizyty na kolejne 9 lat.