Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

święta

odliczanie czas zacząć!!! :)

Jutro już grudzień! Szok jak szybko ucieka czas. List do Mikołaja napisaliśmy i wysłaliśmy już 2 tygodnie temu.W sumie to w tym roku już Karolka sama napisała i za siebie i za siostrę :) Hmmm to ciekawe,że już niektóre marzenia chowają się w kartonie w garażu ;) List wyglądał tak:

IMG_3590

Długo rozmyślaliśmy z M. nad ostatnim punktem w życzeniach Karolinki:żywy króliczek. Tak marzy się zwierzak dla moich dziewczyn,ale wiem też że to duży obowiązek i nie chcielibyśmy brać tylko „na chwilę”. Karolinka nawet narysowała dwa rysunki z wymarzonym króliczkiem, raz oglądaliśmy je w zoologicznym sklepie… ale poczytałam sporo i uznaliśmy z M.,że to chyba nie był by jeszcze ten czas.A przynajmniej nie na królika który też potrzebuje wybiegać się a to wymaga jego pilnowania i znając nasze dziewczyny na początku pewnie było by super,ale później już by się nie chciało.No i królik zmienił się w…psa ;) ale to jeszcze nie w tym roku.Zobaczymy na wiosną.Ja sama miałam 3 psy kiedyś i chomiki i jestem wdzięczna rodzicom,że mi na to pozwolili, więc nie chcę też ograniczać i moich dzieciaczków,ale komisyjnie uznaliśmy,że psiak będzie lepszym rozwiązaniem,ale na razie jeszcze w planach ;)

 

Dziś też był dzień którego bardzo nie mogłam się doczekać ;) W tym roku zrobiliśmy sami z M. kalendarze adwentowe dla naszych dziewczynek.Mieliśmy 3 wieczory z głowy przy ich robieniu i wiele satysfakcji przy ich znalezieniu :) Tradycją było,że kalendarze adwentowe (takie z czekoladkami) chowaliśmy im pod poduszki by 1 grudnia mogły je znaleźć,ale… w tym roku nie chceliśmy by były to same słodkości,naszukaliśmy się trochę zanim zgromadziliśmy różne drobiazgi składające się z naklejek,pachnidełek,ozdób na choinkę,foremek na pierniczki czy koralików by potem popakować to wszystko i poprzypinać :) zobaczymy jak dziewczyny będą reagowały na niespodzianki :) oto nasze domowe kalendarze:

IMG_3912

Karolinka wciąż wierzy w Świętego Mikołaja choć coraz częściej mówi,że dzieci w szkole mówią,że to nieprawda,że to rodzice podkładają prezenty.Mówię jej wtedy,że Mikołaj to magia a rodzice muszą mu pomagać choćby w kupowaniu niektórych prezentów bo przecież nie starczyło by mu na wszystko pieniędzy ;) Czytałyśmy też fajne opowiadanie o biskupie Mikołaju który obdarowywał biednych i na końcu była fajna puenta,że nie wiadomo do końca jak to jest z tym podrzucaniem prezentów pod choinkę,ale każdy choć raz w roku lubi obdarowywać bliskie osoby i stać się takim świętym Mikołajem,a w tym na pewno jest Jego zasługa,ze jesteśmy dla siebie dobrzy :)

Wczoraj też porządnie wysprzątałyśmy już dwa pokoje,a dziewczynki  chciały już parę świątecznych ozdób postawić u siebie.Wieczorem M. pokazuje Agatce bałwanka włączając migoczącą lampeczkę,a Agatka na to:łał,tato chcę żeby on cała noc tak blaskał :)

Miłego odliczania do Świąt!!!!

po wielkanocnie

Jak ja uwielbiam być mamą!!!Tańczyć z nimi,śmiać się,tulić je mocniej i mocniej,trzymać ich rękę na spacerze,zapadać się w nie…i nawet wtedy gdy nie jest tylko kolorowo,gdy czasem pokrzyczę,gdy czasem nie mam sił (choć nie lubię tego stanu),gdy muszę tłumaczyć po raz n-ty że nie trzeba się kłócić o zabawki…to uwielbiam BYĆ mamą.

Tylko czas tak pędzi.

Po urodzinach Agatki byliśmy sami z M. na koncercie,duże już te nasze dzieci,można je podrzucić ;)

Potem święta przybiegły,chwilę były i pobiegły…tyle czekania na malowanie jajek i już!!!Dwa koszyczki wyświęcone, radość na buziakach i pogoda śliczna w te święta była… a zając zostawił rano list żeby po śniadaniu poszukać go w ogrodzie i były strzałki i czekoladowe jajka i prezenty wisiały na jabłonce…

Była też Ciocia.Ciocia Gosia moja siostra dla której Karolcia stracił głowę.Widzimy się niestety tylko raz w roku ze względu na kilometry,granice,zagranice… Agatka też chodziła za ciocią,ale żeby dać buziaka,dać się przytulić,wziąć na kolana….o nie nie nie,to nie Agatka…ale ostatniej nocy pobytu u nas cioci dostała buziaka na dobranoc….Karolinka za to nie odstępowała jej na krok i tuliła się i opowiadała wszystko o czym tylko chciała.

Święta były dobre,spokojne,trochę też ze względu na pogodę i na ciocię wycieczkowe,nad jezioro,do lasu,z mamą wypad na zakupy ;)

Po świętach okazało się też,że Agatka dostała się do przedszkola!!!!Mamy więc przedszkolaka w domu,który pyta:to kiedy wreszcie mnie tam zaprowadzicie??? :) a ja już wiem,że pewnie się pobeczę i M.pyta:co ja bez niej w domu będę robił…?

A dziś zrobiłam porządek z za małymi ubrankami i to takimi jeszcze z czasów niemowlaczka.Porozdzielałam na te które do niczego się nie nadają,takie które oddamy potrzebującym i takie które uda się wrzucić na allegro,może kasa się zwróci na następne? ;)

Przeglądałam,wrzucałam,pozachwycałam się jeszcze,powspominałam…ale uznałam,że nie ma co przywiązywać się do ubrań,trzeba zrobić miejsce na nowe…nie zostawiam na kolejne choćbym chyba chciała,ale tylko tak w sercu,bo jak przypomnę sobie o tym panicznym strachu podczas ciąży to od razu mi przechodzi…a jeśli nawet kiedyś się by i trafiło…to kupimy z allegro ;)

Tyle też dialogów było,takich mądrych i takich do łez rozbrajających,ale nie wszystko tak uda się złapać i zatrzymać…

Ciocia pyta Agatki:

-co mas zna bluzeczce?

-piesa…. :)

Wieczorem przed myciem Agatka:

- mamo mogę sama zdjemyć rajstopki?

Rano Agatka z rozerwaną karteczką z kucykami pony:

-mamo a jak się ubramy to mi to skleisz?

No i tekst Karolinki:

Siedzi z ciocią,ciocia opowiada jej jak to sobie puszcza czasami na YouTubie filmik o naszym miasteczku w którym Karolinka podłożyła głos o tym,że puszcza go też wujkowi i mówi:

-jak kiedyś jeszcze wystąpisz w filmiku to wyślij mi linka!

Na co Karolcia:-jestem Karolinka a nie linka!

 

być

Święta w tym roku nie były białe,nie były mroźne,nie były z zaszronionymi oknami,ale były dobre,były spokojne, były uśmiechnięte.

Gdyby nie dzieci… tak gdyby nie było dzieci były by zupełnie inne,to one tworzą całą tą magiczną atmosferę, całe zamieszanie, całą wyjątkowość…

Puste miejsce przy stole zawsze zostanie tęsknotą za tymi których z nami nie ma… nie ma fizycznie, ale są w sercach.

Wypatrywanie Mikołaja, przekręcanie słów kolędy, radość z rozpakowywanych prezentów, buzia i łapki w czekoladzie.

W te Święta myślałam o tym jak dobrze,że wszyscy jesteśmy,że jesteśmy zdrowi,że w tym całym zakręconym świecie radzimy sobie raz lepiej raz gorzej,ale nie powinniśmy narzekać.

Nie mam postanowień noworocznych.

Mam jednak marzenia byśmy sobie dalej tak radzili,byli ze sobą,zdrowi.

obrazy z dzieciństwa

Gdy zamknę oczy czuję zapach żywej choinki. Zakładam bombki. W progu kuchni stoi Mama w fartuszku.Zmęczona przyrządza wigilijną kolację, uśmiecha się.

Dużo bym dała za taki widok dziś…

Pamiętam też jak przeszukiwałam szafki w poszukiwaniu prezentów,a jak znalazłam to byłam sama na siebie zła,że nie będzie niespodzianki ;)

Później bywało również tak,że z mamą nie mogłyśmy wytrzymać do Świąt i czasem powiedziałyśmy co sobie nawzajem kupiłyśmy :)

Pamiętam też bajkę z jednych Świąt o zabawkach które ożywały gdy dzieci nie było w pokoju. Pamiętam maskotkę tygryska z tej bajki,dostałam wtedy bardzo podobnego i wierzyłam,że moje zabawki też żyją :)

Pamiętam smak mamy barszczu i gołąbków z kaszą gryczaną i grzybami i smak kutii…

I nie potrafię o tym wszystkim pisać tak po prostu,oczy same zachodzą mgłą…

Pierwsza Wigilia bez niej…byłam w szpitalu.Urodziłam Karolinkę,ale ona też była oddalona ode mnie o 100 km… przyjechał do mnie M.,tata,brat z żoną. Posiedzieliśmy.Pojechali.Byłam sama w sali gdy nagle usłyszałam śpiew kolędników.

Drzwi się otworzyły,na korytarzu stało kilkanaścioro młodych ludzi śpiewających kolędę „Gdy śliczna Panna”. Weszła do mnie dziewczyna z opłatkiem i małym podarunkiem.Nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa.Potem wszedł ksiądz,też złożył życzenia.Wyłam wtedy jak bóbr.Było mi tak dziwnie,tak nieopisanie dziwnie,że znalazłam się tu sama w tej chwili,że nie ma ze mną mojej Mamy,że nie ma ze mną Karolinki,że ona walczy o życie,a jednocześnie czułam,że ten mały narodzony Jezus jest mi tak bliski…

Dziś…

Piernik i keks w tym roku upiekły mi się wyjątkowo łatwo i pulchnie. Małe rączki przyozdobiły wierzch. Dziś prawie cały dzień spędziłam w kuchni,robiąc gołąbki i inne potrawy,barszcz będzie jutro.

Dziewczynki przybiegały co chwila pytając co robię. Co chwila czymś im pachniało.

Ciekawa jestem jakie one będą miały kiedyś wspomnienia. Chciałabym by były to wspomnienia ciepłe i bezpieczne.

Wesołych Świąt!!!

19 grudzień 2006

Tak cieszyłam się na te Święta.Taka byłam dumna z mojego brzucha.Tak uwielbiałam gdy pod skórą przesuwała się maleńka rączka.

Pomyślałam,że zrobię pierogi.M. pomagał lepił,byliśmy w dobrych nastrojach.Zaczęłam jednak odczuwać dziwne „ciągnięcie” w brzuchu.Położyłam się.Leżałam wtedy już cały wieczór.Gdy w nocy jak zawsze obudziłam się i wstałam do toalety poczułam skurcz i poczułam ogromny strach.Malutka to dopiero 27 tydzień,Malutka siedź grzecznie w brzuszku…-tak myślałam.Położyłam się,ale przysypiałam na krótkie chwile.

Na drugi dzień M. pojechał do pracy.Ja leżałam sobie,odpoczywałam,podskórnie czułam ogromny strach,ale chciałam go wygonić z głowy.Po południu jednak spakowałam rzeczy i pojechałam z moim tatą do lekarza.On już osobiście przyjechał ze mną do szpitala.Położyli mnie na porodówkę…podłączyli ktg…tego wieczoru jeszcze Maleńka się nie urodziła,udało się wyciszyć całą akcję.Było to dla mnie obojętne czy te święta spędzę w szpitalu czy w domu,ale z nią było wszystko dobrze.

Czułam się po całej tej stresującej akcji szczęśliwa,że się udało wszystko zatrzymać,wtedy jeszcze nie wiedziałam,że na tak nie wiele…

Tamte święta miały być wyjątkowe,z moim brzuchem,z nadzieją czekania na nasze maleńkie życie…

Tamte święta były wyjątkowe,już z pustym brzuchem (wtedy to bolało bardzo),ale już z maleńkim życiem,tak maleńkim jak Pomarańczka…

Specyfika tamtych Świąt już się nigdy nie powtórzy.Moje rozdzierające się serce niosło modlitwę tak wysoko,była ona tak błagalna,a łzy tak piekące…

Moja kilogramowa Pomarańczka oddychała miarowo podłączona do tylu kabelków… i zwyciężyła!!!!!!!!

Choć urodziny wypadają w niedzielę,jutro je wyprawimy,bo M. akurat w niedzielę pracuje.

Będzie tort i siedem świeczek i będzie ona,moja najważniejsza,moja Kochana,moja śliczna,moja wyczekana Zwyciężczyni,Pomarańczka.

Tamte Święta były pierwsze bez mojej mamy i pierwsze z moją wcześnie urodzoną córeczką i od tamtej chwili ich wyjątkowość jest nieustająca.

po świątecznie o przemijaniu

Tegoroczne Święta minęły bardzo intensywnie,choć pogoda po prostu powaliła wszystkich na kolana….

W sobotę pojechaliśmy ze święconką do kościoła samochodem bo nie było szans na spacer z koszyczkiem.Dookoła śnieg…sceneria iście Bożonarodzeniowa!Już nikomu nawet żartować się na tą pogodę nie chciało.

W tym roku już dwa koszyczki trzeba było przygotować,Karolinka i Agatka niosły swoje pisanki w swoich koszyczkach :)

Późnym popołudniem nadjechał brat z żoną i dzieciakami i zrobiło się gwarno,dzieciaczki jak to dzieciaczki raz lepiej raz gorzej,ale ogólnie fajnie już się dogadują,bawią,tylko z  Agatki taki mały obserwator,trochę się bawiła z nimi,ale większość sama,ale przyglądając się ciągle co porabiają starszaki :) Najchętniej uczestniczyła w zabawach ruchowych gdy dziewczynki były baletnicami lub robiły ćwiczenia,wtórowała im równo :)

Patrzyłam na moje Szkraby i pomyślałam sobie jak ten czas pędzi,jak to było gdy my kiedyś byliśmy dziećmi,jak inaczej rodzince podchodzili do wychowania,jak sobie radziliśmy itd.Patrzyłam i myślałam sobie czy moja mama też tak chciała zatrzymać czas byśmy jak najdłużej byli dziećmi czy raczej chciała byśmy dorośli,usamodzielnili się.Ja w każdym bądź razie chłonę każdą chwilę z moimi córciami bo widzę jakie to ulotne.

Jeszcze niedawno to moja siostra przyjeżdżała z takimi maluchami na wakacje,na święta,a dziś już dorośli mają swoje sprawy,swoje życia i przyjeżdża sama…Pamiętam jak zabierałam jej dzieci na randki z M.jak mówiły o nim:Twój koleżan ;) Potem na weselu takie dumne tańczyły z nami…tak niedawno…

Rodzina powinna się rozumieć,powinna utrzymywać kontakt,ale…nie zawsze jest tak jak by się chciało idealnie…Gdy się jest dzieckiem nie rozumie się czemu rodzice gniewają się na wujka i już nie chcą tam jeździć,czemu kiedyś ktoś się uśmiechał,a dziś do siebie nawet nie zadzwonią…tak się trochę właśnie pokręciło z rodzeństwem mojego taty :(

Fakt,że moi rodzice i jedno i drugie wyemigrowało daleko od swojego rodzinnego domu i to pewnie trochę wpływa na stosunki,ale gdy się chce…tak przynajmniej mi się wydaje,że gdy się chce to można być w dobrych kontaktach.

Kiedyś jak babcia żyła raz w miesiącu ojciec pakował nas w samochód i jechaliśmy 120 km na obiad do jego rodzinnego domu.Tam mieszkał brat ojca z żoną moją chrzestną i ich dwójka dzieci.Zapach wsi,wielkie podwórze,wokół obora,stodoła,ciągniki…takie klimaty…a w domu zawsze pachniało babką drożdżową… co się potem stało nie wiem…tajemnice rodzinne czasem są trudne… ostatni raz widzieliśmy się na moi weselu a potem za 4 miesiące na pogrzebie babci…to wtedy mój ojciec był ostatni raz na swojej rodzinnej ziemi,prawie 9 lat temu.

Życie toczyło się dalej,my z rodzeństwem wspominaliśmy często jak to było kiedyś,że może byśmy odwiedzili,ale ojciec nawet nie chciał słyszeć.Teraz gdy przyjechała siostra znów nas „naszło”,ojciec powiedział oczywiście,że nie ma ochoty,ale nie patrzyliśmy na niego,zadzwoniliśmy do nich,zaprosili od razu…pogoda nie zachęcająca,ale postanowiliśmy,że pojedziemy.

Tak więc jak w niedzielę po obiedzie gdy pojechał brat,poszliśmy jeszcze na trochę do teściów by w poniedziałek pojechać tam gdzie nie byliśmy już od tylu lat,do miejsca naszego dzieciństwa.

Rano trzeba było niezły kawał podwórka odśnieżyć.Nie do wiary,że taka pogoda wciąż się utrzymuje,ze tyle wciąż śniegu!!Bleeee!

Droga trochę zapomniana,ale za każdym odcinkiem przypominał nam się jej każdy fragment.Potem ten sam dom,to samo podwórko,ten sam zapach…Brak babci….wujek siwy…córka ich mieszkająca z nimi z mężem i swoimi dwiema córkami taka sama!!! :) tak A. jakby się wcale nie zmieniła,tylko życie nie łatwe…Ciocia także siwiuteńka,chora,od dwóch miesięcy w domu leży pod respiratorem…młodsza córeczka A.urodziła się jak Karolinka wcześniakiem,nawet w tym samym roku tyle że w styczniu a Karolka w grudniu i tyle,że Karolka zdrowa,a ona ma porażenie mózgowe,nie chodzi…

Trudne.Niby wszystko takie same,ale to tylko złudzenie.Życie pędzi do przodu,gna gna gna przynosząc tak różne doświadczenia.

Przyjechał też syn cioci i  wujka,oczywiście z żoną i swoimi dziećmi,zrobiliśmy sobie wszyscy zdjęcie,rety jak nas dużo!!!Rozrośliśmy się,jest nas więcej choć i też wielu brakuje.Babci i mojej mamy z powodu tego,że już ich z nami nie ma,ale taty…z powodu jakiś żali,jakiś nieporozumień???Ile można pamiętać?Czy u schyłku życia nie powinno się czuć już inaczej???

Żegnając się obiecaliśmy przyjechać gdy zrobi się naprawdę ciepło.”Przywieście dziadka”-powiedział wujek.”postaramy się”-odpowiedziałam.

Wizyta ta przywołała we mnie wiele wspomnień.Patrząc na Karolinkę i Agatkę biegające po tym domu po raz pierwszy, myślałam sobie,że jeszcze nie dawno ja taka tu biegałam,patrząc na sympatyczną choć chorą córeczkę A. myślałam sobie (po raz który?) jak wielką loterią jest wcześniactwo,jak różnie może się to skończyć…patrząc na ciocię myślałam sobie,że jak przyjedziemy następnym razem bardzo bym chciała ją zobaczyć…

Na pewno nie odłożymy tej wizyty na kolejne 9 lat.

po chorobowo – przed świątecznie

Gdy już Karolka wychodziła ze swojego kataru niestety wirus dopadł Agatkę…W czwartek robiąc śniadanie pezybiega Agudia do kuchni i woła:

-mama mama Kalinka mówi gile masz!!!!

Śmiałam się,bo faktycznie Agatka zrobiła wielkie a-psik i trzeba było wytrzeć nosek :) tak się zaczęło i potrwało przez dwie noce pełne pobudek i trzy dni,ale domowe sposoby zaczęły wreszcie działać i od wczoraj można powiedzieć sytuacja opanowana,oby już nie pałętały nam się już żadne wirusy!Oczywiście gdy Agatka robiła a-psik i ktoś powiedział jej na zdrowie! to odpowiadała:dziękuję :) Jak słodko to brzmi w tych małych jej usteczkach :)

Śniegu za oknem wciąż nie mało,mróz wcale nie lżejszy…dziś jednak słońca było dużo dużo i wreszcie zmobilizowało mnie to do umycia okien.Wykorzystując czas,że Karolka w przedszkolu skakałam po drabinach zdejmując firanki,myjąc okna zakładając firanki… no!teraz przynajmniej pachnie już świątecznie!W piątek z Karolinką posiałyśmy też rzeżuchę i ma teraz radochę że roślinka zasiana kiełkuje.Niech choć w domu będzie trochę zielono skoro na podwórku biało…

Czytam teraz Karolince dzieci z Bullerbyn :) tak na prawdę czytanie to temat nadający się na oddzielny post,ale już tak mamy,że lubimy czytać i Karolinka od małego uwielbiała książeczki,tak teraz Agatka chłonie książeczki świnki Peppy czy Sezamowego Zakątka :) Dzieci z Bullerbyn to książka, którą doskonale pamiętam z mojego dzieciństwa i tak ostatnio wpadła nam w ręce,stara pożółkła książka…zapytałam Karolkę czy chce trochę posłuchać i wkręciła się.Czytamy po dwa trzy rozdziały dziennie i obie śmiejemy się z przygód dzieci.Ostatnio powiedziałam do Karolinki:-kiedyś sama będziesz czytała sobie tą książkę jak to będzie Twoja lektura,ciekawe czy będziesz pamiętała co czytamy.Karolka na to:-na pewno zapamiętam,a kiedyś ja będę czytała ją swoim dzieciom :) To było bardzo bardzo miłe :)

Jutro przyjeżdża moja siostra,Karolka nie może doczekać się cioci,Agusia nie pamięta,mieszkamy tak daleko od siebie,że widzimy się tylko raz w roku… :( ale dobrze,że teraz ta rozłąka dzięki internetowi mniej trochę boli… Ciekawe jakie kiedyś będą moje dziewczynki dla siebie.

święta w obiektywie

Wrzuciłam kolejne zdjęcia do komputera z aparatu.Patrzę i widzę na nich roześmiane buzie,buzie z minami,buzie z rumieńcami…na jednych pozy bo mama robi zdjęcie,na innych uchwycony z ukrycia błysk w oku podczas rozpakowywania prezentów…

Patrzę na długie blond włoski Pomarańczki i myślę jak  jeszcze niedawno tak chciałam by wreszcie przestała być łysa ;) Patrzę na spineczkę Agusi w krótkich włosach i śmieję się sama do siebie bo ona też chce mieć fryzurę jak siostra :) W odświętnych sukieneczkach wyglądają tak uroczo…

Kolorowa choinka też jest na zdjęciu,a na niej łańcuchy i ozdoby zrobione przez Karolinkę i bombki z mojego dzieciństwa.Choinka jest duuuuzia jak mówi Agatka pod choinkę „kołaj” przyniósł prezenty i te z listu do niego i te nie pisane,ale wszystkie jakże emocjonalnie rozpakowywane,oglądane,wzbudzające zachwyt :))))

Święta tegoroczne były też białe,z dużą ilością śniegu,jak kiedyś.Święta były z opłatkiem który z potraw wigilijnych najbardziej smakował Agusi :) ale w tym roku i Karolinka spróbowała albo odważyła się wreszcie spróbować więcej potraw.

Święta z babcią i dziadkami-jak dobrze,że wciąż są z nami…Szóste święta Karolinki,drugie Agatki.”Zobaczysz za rok będziemy już we trójkę.Będzie kolorowo i magicznie” napisał mi M. w wigilię gdy urodziła się Pomarańczka.Wtedy bałam się nawet o tym marzyć,a tu po kolejnych pięciu latach jesteśmy nawet w czwórkę…

Na zdjęciach Agatka bujająca się na koniku,Karolinka z lalą piosenkarką,M.w koszulce z napisem:zdobywca Oskara w kategorii najlepszy tata :)

To mój świat.Jeszcze niedawno tak nieosiągalny,a dziś jak za dotknięciem różdżki są One.To nie fotomontaż…

Anioły czuwajcie nad nami.

„Cicha noc, święta noc,
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka Święta
Czuwa sama uśmiechnięta
Nad dzieciątka snem,
Nad dzieciątka snem…”

 

pomiędzy

Jest taki czas gdy szczególnie czujemy dziwne bicie serca,oczy zachodzą łzą,ale taką dobrą ze wzruszenia.Czas gdy już są prawie święta,te Bożonarodzeniowe,ale najpierw te Pomarańczkowo narodzeniowe…jakże magiczny to dla mnie czas…

Moja córeczka skończyła wczoraj 6 lat.Moja mała duża córeczka za rok pójdzie już do szkoły,a pewnie za jakiś czas mama nie będzie już najważniejsza tylko koleżanki,potem chłopcy…ale póki co delektuje się jeszcze macierzyństwem sześciolatki,która jest najukochańsza na świecie :)

Zawsze tak uważałam,zawsze tak czułam i zawsze będę powtarzała,że to jej przyjście na świat właśnie w tym czasie bożonarodzeniowym nie było przypadkowe.Mimo iż święta 6 lat temu były bardzo trudne,to jednoczenie były najbardziej magiczne,wyjątkowe i na pewno niezapomniane.

Do dziś gdy słyszę kolędy przechodzą mnie ciarki,bo pamiętam gdy leżałam w szpitalu pełna strachu o życie Karolinki,a ona ponad 100km ode mnie przyszli kolędnicy,ustali na korytarzu z gitarą i śpiewali.Wszedł do mnie ksiądz podzielić się opłatkiem,zostawił jakiś drobny upominek,a ja…ja nie umiałam wydobyć z siebie głosu,bo gula w gardle i łzy nie pozwalały nić powiedzieć.Boże jak to bolało wtedy!Jak bardzo chciałam mieć ją s powrotem w brzuchu,jak bardzo się o nią bałam….pamiętam też drugi dzień świąt gdy wreszcie pojechaliśmy do niej,gdy ją zobaczyłam…a potem poszliśmy do kościoła,wypełnionego ludźmi,a ja uklękłam przy żłóbku i ukryłam twarz w dłoniach i tak bardzo płakałam patrząc na małego Jezusa i tak bardzo prosiłam by ona żyła….wysłuchał mnie i zawsze będę za to mu wdzięczna.To wszystko jakby wczoraj,a dziś…dziś Karolinka ma już 6 lat,a ja gdy słyszę kolędę ‚Gdy śliczna Panna syna kołysała” nadal mam łzy w oczach bo pamiętam jak śpiewałam jej to przy inkubatorze.

Moja córeczko,jak dobrze,że jesteś,odmieniłaś nam święta na jeszcze piękniejsze niż można sobie to wyobrazić i zawsze już będą one pachniały pomarańczami,takimi maleńkimi jak Ty wtedy….

Jest taki czas pomiędzy Pomarańczkowymi narodzinami i Bożonarodzeniowymi…czas wyjątkowy,czas zatrzymania,czas miłości.

za miesiąc już święta…

Tak święta za miesiąc,ale w naszej szafie i piwnicy prezenty dla dziewczynek już poukrywane :)))

Rety jak ja uwielbiam kupować prezenty.W tym roku Karolinka zachwycona bajką Barbie:Księżniczka i Piosenkarka poprosiła Mikołaja o Keire lalkę piosenkarkę.Lalka ba!nie banalna! ;) Nie dość,że śpiewa dwie piosenki,to zmienia za pociągnięciem sznureczka sukienkę i zmienia kolor włosów!!!A to za sprawą przekręcanej fryzury!Szał! :))) Na liście były też klocki i rodzice zaszaleli w tym roku i kupili wielki zestaw z domkiem,bo zawsze dziadek dorzuci i babcia więc kupiliśmy jeden a porządny zestaw,zobaczymy jak się spodoba ;) Był też shnooks na liście,kudłata przytulanka do czesania,shnooks trafi w buty i oczywiście będąc w księgarni nie mogłam powstrzymać się od kupienia książki:najpiękniejsze opowiadania a świętym Mikołaju,a wydanie tak śliczne,przypominające mi dzieciństwo,że i M. dał się namówić ;) Książka też powędruje w bucika :)

W liście Karolka napisała też prezenty dla Agatki- domek z wciskanymi przyciskami grającymi :) konika na biegunach i kotka pluszowego.

Rodzice zadecydowali,że… :) w buciki Agusia dostanie mikrofon z oczywiście bajeranckimi przyciskami,światełkami,muzyczkami…a pod choinkę konika bujanego,ale plastikowego,dużego takiego by latem można było by go wyciągnąć na podwórko,oraz kotka z serii zwierzaki przytulaki kotek miauczy,ma buteleczkę z której pije wydając odgłosy,oraz zasypiając mruczy…zobaczymy jak nasza niespełna dwulatka zareaguje na swoje prezenty,bo jeszcze rok temu była mało świadoma :)

Dla znajomej córeczki kupiłam zestaw weterynarza i dziewczynki widziały go,a do gustu przypadły im słuchawki tzw.stetoskop.W piątek byłam na zakupach i weszłam z Agusią do sklepu z zabawkami by zobaczyć czy nie ma jakiś małych zestawów „doktorskich” ;) no i były,dwa i dwa kupiłam,bo Agatka jak jeden zobaczyła to od razu mocno oczka jej się zaświeciły,złapała i trzymała przy sobie po czym pokazując na drugi mówiła:Kalo,Kalo by kupić drugi dla Karolci :) w domu więc mam teraz dwie pani doktor które ciągle mnie badają i każą pić przeróżne syropy :) cudownie jest patrzeć na nie jak się tak bawią,a szczególnie z jakim zapałem Agatka naśladuję Karolinkę,we wszystkim…no i Agatka we wszystkim pamięta o Karolci,gdy daję ciasteczko to zaraz rączka się wysuwa po drugie by zanieść Karolince,gdy kroję jabłuszko i inne rzeczy zawsze pamięta by i starsza siostra dostała :)

Za miesiąc święta,które tak szybko zawsze mijają,dlatego lubię cieszyć się tym czasem przedświątecznym,a między czasie będą i urodziny Karolki dzięki której Boże Narodzenie jest dla nas naprawdę szczególnym świętem,z najcieplejszymi wspomnieniami, na szczęście z tymi dobrymi…