Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

strach

Czekanie jest wiekim sprawdzianem cierpliwości

Dziwne uczucia są w moim sercu. Czasem spokój taki,że sama nie wiem dlaczego, a czasem wdziera się strach,że niby już po wszystkim a jednak wciąż nic nie wiadomo.

Dziś się okazało,że jednak nie wyjdę jutro do domu. Rana w buzi duża,chcą mieć pod kontrolą. Popłynęły łzy… Chcę do moich jasnowlosych coreczek. Chcę się w nie wtulić i zapomnieć na chwilę. Chcę, bo mam wrażenie,że walczę teraz o każdy czas z nimi,każde ich spojrzenie,każdy śmiech,każdą łzę łapię i zamykam w sercu.

Nie wiem jak to zrobiłam,ale automatycznie wyłączyłam myślenie o przyszłości, o tym co można byłoby wyremontować,co kupić,co bym chciała robić za 2 miesiące.

Czas…stał sie wielką abstrakcją. Oczywiście marzy mi się zebysmy w tym roku,choć na parę dni się gdzieś wyrwali,ale boję się,ze jak przyjdą wyniki to nie będę umiała oddychać.

Co mam zrobić dalej? Czy im mówić cokolwiek czy nie….

Patrzę na ich beztroskie uśmiechy i boli,boli bardziej niż ta cholerna rana…

karty nie do końca odkryte-czyli po diagnozie

materiał stanowią liczne fragmenty ropnego, przewlekłego zapalenia i nabłonka paraepidermoidalnego, ogniska uwapnienia oraz rozległe włóknienie. Ponadto widoczny jest fragment z nabłonkiem ameloblastycznym otoczonym tkanką łączną włóknistą co w tym miejscu odpowiada ‚fibroma ameloblasticum’. Nie ma jednak pewności czy ten drobny fragment jest reprezentatywny dla całej zmiany i czy upoważnia do rozpoznania nowotworu zębopochodnego. Wskazanie jest również podanie bardziej szczegółowych badań klinicznych, zwłaszcza obrazowych.

To tyle…

Możliwe,że to włókniak,ale może być szkliwiak bądź jeszcze coś innego. Co wylosowałam? Nie wiem.

W poniedziałek jadę do szpitala. Na skierowaniu napis:

Rozpoznanie: nowotwór o nieokreślonym charakterze (kości i chrząstki stawowej)

We wtorek operacja. Będą usuwać mi całą zmianę, stracę dwa zęby, możliwe też,że nerw w policzku…

Wszystko to będzie wysłane na kolejne badania, co chyba już teraz określi co to za cholerstwo…

W czwartek przyjęłam to wszystko spokojnie, trochę łez,ale starałam się myśleć pozytywnie.

Wczoraj…wszystko wytrącało mnie z równowagi, kłóciłam się z M. na każdym kroku.

Dziś M. w pracy, nie gadamy ze sobą… :( tzn. tak pobieżnie tylko. Jestem z dziewczynkami, to dobrze mi robi choć mam wrażenie strasznego rozkojarzenia…

Czasem mam wrażenie,że to jednak ciągle zły sen…

Swój spokój odnajduję w modlitwie. Staram się trzymać Go mocno za rękę i prosić jak małe dziecko o żelka o to by wszystko się ułożyło.

Przed rozdaniem kart

Dzwoniłam dziś do Olsztyna. Jutro jedziemy. Mam mętlik w głowie,z jednej strony dobrze,że już będzie wiadomo co to,z drugiej mam wrażenie,że już teraz wszystko się zmieni…

Chciałam zabrać dzieci,chciałam później gdzieś nimi pójść,ale mam coraz większe wahania. Chciałabym chyba by M. był ze mną…

Przypomina mi się tak wiele różnych chwil. To gdy traciłam swoje dzieci, czas gdy Karolinka walczyła o swoje życie, czas gdy odchodzili rodzice. Udźwignęłam, a teraz czasem zastanawiam się czy udźwignę to co usłyszę, czy znajdę siły do walki i czy ta walka będzie miała w ogóle sens…

Patrzę na swoją twarz, nie lubię miejsca gdzie jest zmiana. Gdy Agatka głaszcze mnie w tym miejscu chciałabym by zabrała rączkę. Mijam innych ludzi i przyglądam się ich twarzom. Patrzę i tak bardzo bym chciała by znów było normalnie.

Piatek 23 czerwiec

Jest piątek 23 czerwiec. Rano dziś lało,rozdanie świadectw odbyło się w klasach. Karolinka skończyła 4 klasę. Z wyróżnieniem,czerwonym paskiem,stypendium,wzorową frekwencją. Ciągle mnie pyta czy jestem z niej dumna. A ja nie umiem w słowa ubrac jak bardzo…to jej praca,ciężka praca. Jest niesamowicie inteligentną dziewczynką,która najwiecej uczy się od świata,który ją otacza niż z książek.

Agatka. Wczoraj miala oficjalne zakończenie roku w przedszkolu. Dyplom dla wzorowego przedszkolaka i tyle pochwał…pyta czy z niej tez moge się dumić? Tak moge się dumić w nieskończoność Skarbie.

Dziś gdy byłam w sklepie zadzwoniła do mnie z płaczem,ze ta krostka na buzi po ugryzieniu jest taka widoczna a ona jej nie chce!!! Tak…wygląd dla Agatki ma ogromne znaczenie zanim wyjdzie z domu 5 razy przed lustrem się powygina.

Teraz dziewczynki są w sali zabaw z tatą,z okazji wakacji,z okazji dnia taty i bez okazji.

Siedzę na ławce na naszym podwórku. Rzadko się zdarza taka sytuacja. Siedzę i mam wrażenie,że wszystko to co się dzieje jest poza mną,czuję się jakbym obserwowała to wszystko,ale nie uczestniczyła w tym wszystkim.

Zastanawiam się jaki będzie ten nastepny piątek gdy będę juz chyba wszystko wiedziała.

Boję się planować coś dalej niż ten tydzień.

Jednocześnie nie chcę latwo oddać swojego życia…

mała chwila przed

Kolorowe balony,kubeczki talerzyki,trąbki… świeczka z cyfrą 8 wszystko już czeka.

Choć do urodzin jeszcze 9 dni to ze względu na świąteczny czas póki Karolinka młodsza przyjęcia wyprawiamy nieco wcześniej.Przyjdą koleżanki i będzie tort w narysowanym białym koniem.

W szafie schowana gra planszowa,poduszka w kształcie sówki i miś z którego na szczęście jeszcze nie wyrosła…

Teraz śpi, a zasypiała pełna podekscytowania przed jutrzejszym dniem.Śpi i oddech ma spokojny,mam nadzieję,że w główce śnią się spokojne sny.

Ja siedzę na brzegu łóżka,głaszczę po głowie i nie dowierzam,że to już 8 lat.

Siedzę i boję się ciągle tej ich przyszłości.

Patrzę i wiem,że mam wszystko w życiu o czym marzyłam.

Całuję w czoło,oby tak było bezpiecznie,oby trwał dobry czas.

boję się…

Siedzę na ławce, dziewczynki ganiają po podwórku, machają do mnie z okienka swojego drewnianego domku, bawią się w chowanego, rysują kolorową kredą i nagle strach…

Siedzę na ławce i patrzę na nie nie,a serce łomoce i ściska coś w żołądku… ta ich beztroska, ta ich czysta radość, niczym nie zmącona, a w mojej głowie strach :(

Kładę je spać, czytam bajkę, rozmawiamy, 100 buziaków na dobranoc… zamykam drzwi i znów to uczucie…

Wchodzę do pokoju gdy już śpią by wyłączyć lampkę. Ich sen spokojny, ich miarowy oddech, a moje tętno przyśpiesza jak szalone…

Gdy zapytałam Karolinkę po pierwszym dniu w szkole o czym rozmawiali powiedziała: Pani opowiadała nam trochę o II wojnie światowej… oblewa mnie gorąc.

Mam już dość tych bombardujących ze wszystkich stron wiadomości. Omijam szerokim łukiem portale informacyjne, zmieniam temat gdy ktoś próbuje rozmawiać ze mną o tym co się dzieje, mi wystarczy to na co patrzę codziennie w mojej pracy. Nienawidzę słowa WOJNA… wzbudza ono we mnie tak ogromny strach,że nie umiem sobie czasem z tym poradzić. Miażdży  moje marzenia o tym jak będzie wyglądała przyszłość moich dzieci. Skrada mi spokój, skrada moją radość.

Zamykam oczy na wiele rzeczy jakbym chciała wyprzeć,że to się wcale nie dzieje,ale boję się, a patrząc na Nie wręcz mnie to paraliżuje.Nie umiem sobie z tym strachem poradzić :(

czego się boję

Agatka śpi,jej miarowy oddech jest jakby oddechem świata,mojego świata.

Karolinka też śpi,jakże kiedyś bałam się o jej oddech…jej oddech jest moim życiem,ona jest moim życiem,jak dobrze,że jest.

Patrząc na nie czuję się bezpiecznie,gdy są przy mnie czuję się bezpiecznie,gdy patrzę w ich oczy czuję jak moje serce wypełnia się miłością do nich.

Wszystkiego jednak czego doświadczyłam,czego dotyk poczułam na własnej skórze czyli moje poronienia i przedwczesny poród Karolinki sprawiły,że czasem tracę to poczucie bezpieczeństwa.Czasem boję się uwierzyć,że już jest dobrze,że tak już zostanie.

Pamiętam tak dokładnie ten czas gdy mała Karolinka walczyła o życie,gdy szpital był miejscem prawie jak  nasz dom, ale wcale nie bezpieczny, często pełny strachu, bólu, bezsilności.Tak chyba najgorsza jest ta bezsilność gdy własne dziecko cierpi a Ty byś oddał życie by wszystko mogło się zmienić. W tamten czas czułam się tak jakby żadnego życia wokół mnie nie było. Nie ważna była polityka, rozgłos gwiazd, pęd dnia codziennego. Bolało gdy musiałam wychodzić od niej, ze spoconymi od strachu dłońmi wracałam zawsze by zobaczyć czy nic złego się nie wydarzyło. To był trudny czas a zarazem bardzo też wyjątkowy,bo mogliśmy patrzeć na nasz cud który dokonywał się każdego dnia,patrzeć na siłę naszej córeczki która wbrew tego co mówili lekarze szła na przód. Pamiętam zapach OIOM-u,ten chłód korytarza, dźwięk maszyn, rodziców z zapłakanymi oczami przy inkubatorach…

Niby to było kiedyś,niby już wszystko za nami a mimo to wciąż siedzi we mnie i przy mało odpowiedniej sytuacji wylezie i nagle czuję gulę w gardle i brak tchu.

Chyba boję się czuć w pełni szczęśliwa, by tak w razie czego nie zapeszyć, by było jak jest, by one były.Tak wymodlone, tak wywalczone są.

Mam świadomość,że gdzieś tak toczy się kolejna walka o życie i o zdrowie malca. Wiem,że mój skrajny wcześniak miał szczęście, że tak wiele nas ominęło, że chodzi, że pięknie mówi, że słyszy, że widzi, wiem, że wielu to nie jest dane. Wyszliśmy z „tamtego świata” już 6 lat temu a jednak wystarczy zamknąć powieki by widzieć wszystko dokładnie jakby było wczoraj i chyba nie o to chodzi, że chcę zapomnieć, bo to część mojego życia.Tylko chciałabym móc już tak się nie bać,mieć pewność,że nic im nie grozi, że będą zawsze zdrowe… to trudne.