Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

rodzina

osiemnastka

To było już dawno temu.W czasach gdy nie mieliśmy ani komórek,ani komputerów,ani internetu.Tzn. istniało już to wszystko tylko my byliśmy szczęśliwymi nie posiadaczami tychże udogodnień.

W czasach gdy On wychodził po mnie do szkoły i nosił mój plecach.W czasach gdy buziaka dałam mu dopiero po miesiącu bycia ze sobą ;) W czasach gdy zabierał mnie na spacer by pokazać zachód słońca,gdy nieśmiało wziął moją dłoń…

Miałam wtedy 16 lat On 17 :) gdybyśmy wtedy już wzięli ślub dziś obchodzilibyśmy 18stą rocznicę ślubu ;)

Och ślub był później,dużo później, po ośmiu latach :) Już wtedy mieliśmy komórki i naliczanie minutowe za rozmowę ;) Pół roku po ślubie kupiliśmy sobie komputer i założyliśmy internet,dziś gdy opowiadamy to naszym dziewczynkom nie wierzą,że tak mogło być ;)

Wydaje mi się,że to chwila od tego pierwszego spaceru,a tyle się zmieniło,tyle wydarzyło.

Cieszę się,że to właśnie razem z M., przy M. Dziś obchodzimy osiemnastkę!!!! :)

moja teraźniejsza codzienność-niecodzienność

Z moimi dziećmi moja codzienność nie jest codzienna :) Z moimi dziećmi nudzić się nie da.Pomysłów mają tysiące…

Obie spać długo nie lubią,o nie,co z jednej strony jest dobre,bo Karolinka nie ma problemów ze wstawaniem do szkoły,ale weekend czy sobota czy niedziela pobudka poranna jest :)

Obie także przybiegają do naszego łóżka (za to uwielbiam weekendy,że mogę być podczas ich wstawania) i Agatka pakuje się po mojej prawej stronie,Karolinka po lewej i czasem poleżą,czasem się powygłupiają,a czasem i już z rana pokłócą.

Kłócić też się obie lubią,choć większą zadziorką jest Agatka.One wie co może zdenerwować Karolinkę,czego ona nie lubi i gdy może użyć jakiś słów.Np. obie huśtają się nagle Agatka woła:Kalinko Ty się huśtasz w dół!!!Karolinka na to-nie w górę!A:w dół!!!K:w górę!!! A po chwili słyszę:mamoooooooooooooooo!!!! :)

Lub Agatka mówi:ja jestem starsza!Karolinka:nie Agatko,ja jestem starsza!K:ja jestem starsza ty młodsza!A: nie jestem młodsza i po chwili:mamooooooooooooooo!!!!!! :)

No i jak rozwiązać konflikt by wilk był syty i owca cała???Mama wie ;)

Macierzyństwo to nie tylko tulenie,czytanie na dobranoc,chodzenie na spacery.To też pogodzenie obowiązków by wszyscy mieli mamy czasu tyle ile potrzebują,to także czasem bezradność wobec niektórych chwil,to także częsty brak czasu dla siebie,ale…

Ale pamiętam taki moment,gdy byliśmy już z M. po ślubie.Byłam na stażu,dojeżdżałam autobusem i często w tym autobusie myślałam:jakby to było wracać do domu gdzie czeka na mnie dziecko…marzyłam o tym tak mocno…potem się okazało,że równie mocno musiałam o nie powalczyć,a dziś już nie pamiętam jak to było gdy ich nie było???

Nie było by kłótni,nie było by godzenia,nie byłoby wymyślania obiadów pod dzieci,nie było by porozrzucanych zabawek,nie było by małych bucików i kurteczki na wieszaku obok długiego płaszcza,nie było by pokoju z żółtymi ścianami,i wykładziny w dziewczynki z parasolkami…ale to wszystko jest!!!!!!!!

Dzięki Bogu jest!!!One są!!!Jak dobrze,że są!!!

występy i wsytępki… ;)

Tydzień strasznie szybko i minął,szczególnie,że był na zmienny pracujący,wolne,pracujący…

W poniedziałek zostałam w domu ponieważ Karolinka miała występ w przedszkolu z okazji dnia mamy.To był już ostatni występ w przedszkolu…Pomarańczka od września ruszy w nowy świat,taki już duży…Występ był oczywiście śliczny,Karolka jak zwykle wierszyk powiedziała bez zająknięcia,wyraźnie i ślicznie,potem piosenki,laurki…i zaczął się czerwiec,ostatni miesiąc przedszkola.

Jeszcze chyba to do mnie nie dochodzi,że Karolka już taka duża…

Dziś z okazji dnia dziecka odbyło się też u nas święto rodziny.Pierwszy raz na dużym placu zabaw,obok Karolinki przedszkola.Pogoda na początku nie zapowiadała się zbyt ciekawie,a potem wyszło piękne słoneczko i było naprawdę GORĄCO!!!

Dziś też występowały przedszkolaki.Karolka trochę niedysponowana,bo przypałętał się jakiś brzydki kaszel :( ale zatańczyła z dziewczynkami,zaśpiewała piosenkę i powiedziała swój wierszyk z dnia mamy.Choć nieco zachrypniętym głosem,równie ślicznie.

„Wszyscy dzisiaj Ci winszują,każdy coś innego,

Cóż ja mam Ci droga mamo powiedzieć nowego?

A wiec jedno mam życzenie,dla Ciebie od rana,

byś nam żyła długie lata mamusiu kochana.

Żyj nam długo w pomyślności,

zdrowiu szczęściu i radości

O Twe dobro mamo droga,

promy dzisiaj Pana Boga”.

Potem były harce na dmuchanych trampolinach,karuzela,wata cukrowa….prawdziwy dzień dziecka! :) Cały dzień zleciał szybko,a na wieczór udało sie jeszcze zrobić grilla.Teraz leje,a za ścianą śpią moje cudaczki.Kocham kocham kocham…

A co do występków…w środę dostałam swój pierwszy mandat…za prędkość…śpieszyłam się do pracy…przekroczyłam 16km,dostałam pierwsze 4 punkty i 100zł do zapłaty…Mam nadzieję,że więcej już się to nie powtórzy bo mimo iż policjant był grzeczny i bardzo miły to przeżycia nie do opisania ;) Gdy powiedziałam Karolince,że dostałam mandat to powiedziała:dobrze mamo,że nie zamknęli Cię do więzienia :)

po świątecznie o przemijaniu

Tegoroczne Święta minęły bardzo intensywnie,choć pogoda po prostu powaliła wszystkich na kolana….

W sobotę pojechaliśmy ze święconką do kościoła samochodem bo nie było szans na spacer z koszyczkiem.Dookoła śnieg…sceneria iście Bożonarodzeniowa!Już nikomu nawet żartować się na tą pogodę nie chciało.

W tym roku już dwa koszyczki trzeba było przygotować,Karolinka i Agatka niosły swoje pisanki w swoich koszyczkach :)

Późnym popołudniem nadjechał brat z żoną i dzieciakami i zrobiło się gwarno,dzieciaczki jak to dzieciaczki raz lepiej raz gorzej,ale ogólnie fajnie już się dogadują,bawią,tylko z  Agatki taki mały obserwator,trochę się bawiła z nimi,ale większość sama,ale przyglądając się ciągle co porabiają starszaki :) Najchętniej uczestniczyła w zabawach ruchowych gdy dziewczynki były baletnicami lub robiły ćwiczenia,wtórowała im równo :)

Patrzyłam na moje Szkraby i pomyślałam sobie jak ten czas pędzi,jak to było gdy my kiedyś byliśmy dziećmi,jak inaczej rodzince podchodzili do wychowania,jak sobie radziliśmy itd.Patrzyłam i myślałam sobie czy moja mama też tak chciała zatrzymać czas byśmy jak najdłużej byli dziećmi czy raczej chciała byśmy dorośli,usamodzielnili się.Ja w każdym bądź razie chłonę każdą chwilę z moimi córciami bo widzę jakie to ulotne.

Jeszcze niedawno to moja siostra przyjeżdżała z takimi maluchami na wakacje,na święta,a dziś już dorośli mają swoje sprawy,swoje życia i przyjeżdża sama…Pamiętam jak zabierałam jej dzieci na randki z M.jak mówiły o nim:Twój koleżan ;) Potem na weselu takie dumne tańczyły z nami…tak niedawno…

Rodzina powinna się rozumieć,powinna utrzymywać kontakt,ale…nie zawsze jest tak jak by się chciało idealnie…Gdy się jest dzieckiem nie rozumie się czemu rodzice gniewają się na wujka i już nie chcą tam jeździć,czemu kiedyś ktoś się uśmiechał,a dziś do siebie nawet nie zadzwonią…tak się trochę właśnie pokręciło z rodzeństwem mojego taty :(

Fakt,że moi rodzice i jedno i drugie wyemigrowało daleko od swojego rodzinnego domu i to pewnie trochę wpływa na stosunki,ale gdy się chce…tak przynajmniej mi się wydaje,że gdy się chce to można być w dobrych kontaktach.

Kiedyś jak babcia żyła raz w miesiącu ojciec pakował nas w samochód i jechaliśmy 120 km na obiad do jego rodzinnego domu.Tam mieszkał brat ojca z żoną moją chrzestną i ich dwójka dzieci.Zapach wsi,wielkie podwórze,wokół obora,stodoła,ciągniki…takie klimaty…a w domu zawsze pachniało babką drożdżową… co się potem stało nie wiem…tajemnice rodzinne czasem są trudne… ostatni raz widzieliśmy się na moi weselu a potem za 4 miesiące na pogrzebie babci…to wtedy mój ojciec był ostatni raz na swojej rodzinnej ziemi,prawie 9 lat temu.

Życie toczyło się dalej,my z rodzeństwem wspominaliśmy często jak to było kiedyś,że może byśmy odwiedzili,ale ojciec nawet nie chciał słyszeć.Teraz gdy przyjechała siostra znów nas „naszło”,ojciec powiedział oczywiście,że nie ma ochoty,ale nie patrzyliśmy na niego,zadzwoniliśmy do nich,zaprosili od razu…pogoda nie zachęcająca,ale postanowiliśmy,że pojedziemy.

Tak więc jak w niedzielę po obiedzie gdy pojechał brat,poszliśmy jeszcze na trochę do teściów by w poniedziałek pojechać tam gdzie nie byliśmy już od tylu lat,do miejsca naszego dzieciństwa.

Rano trzeba było niezły kawał podwórka odśnieżyć.Nie do wiary,że taka pogoda wciąż się utrzymuje,ze tyle wciąż śniegu!!Bleeee!

Droga trochę zapomniana,ale za każdym odcinkiem przypominał nam się jej każdy fragment.Potem ten sam dom,to samo podwórko,ten sam zapach…Brak babci….wujek siwy…córka ich mieszkająca z nimi z mężem i swoimi dwiema córkami taka sama!!! :) tak A. jakby się wcale nie zmieniła,tylko życie nie łatwe…Ciocia także siwiuteńka,chora,od dwóch miesięcy w domu leży pod respiratorem…młodsza córeczka A.urodziła się jak Karolinka wcześniakiem,nawet w tym samym roku tyle że w styczniu a Karolka w grudniu i tyle,że Karolka zdrowa,a ona ma porażenie mózgowe,nie chodzi…

Trudne.Niby wszystko takie same,ale to tylko złudzenie.Życie pędzi do przodu,gna gna gna przynosząc tak różne doświadczenia.

Przyjechał też syn cioci i  wujka,oczywiście z żoną i swoimi dziećmi,zrobiliśmy sobie wszyscy zdjęcie,rety jak nas dużo!!!Rozrośliśmy się,jest nas więcej choć i też wielu brakuje.Babci i mojej mamy z powodu tego,że już ich z nami nie ma,ale taty…z powodu jakiś żali,jakiś nieporozumień???Ile można pamiętać?Czy u schyłku życia nie powinno się czuć już inaczej???

Żegnając się obiecaliśmy przyjechać gdy zrobi się naprawdę ciepło.”Przywieście dziadka”-powiedział wujek.”postaramy się”-odpowiedziałam.

Wizyta ta przywołała we mnie wiele wspomnień.Patrząc na Karolinkę i Agatkę biegające po tym domu po raz pierwszy, myślałam sobie,że jeszcze nie dawno ja taka tu biegałam,patrząc na sympatyczną choć chorą córeczkę A. myślałam sobie (po raz który?) jak wielką loterią jest wcześniactwo,jak różnie może się to skończyć…patrząc na ciocię myślałam sobie,że jak przyjedziemy następnym razem bardzo bym chciała ją zobaczyć…

Na pewno nie odłożymy tej wizyty na kolejne 9 lat.

sercem malowane

Rety jaki ten marzec jest inny…taki domowy,taki razem z M.,aż mi trudno to opisać,jest czas na wszystko,po prostu na wszystko.Dziś wieczorem gdy usiedliśmy na swoich fotelach niczym stare małżeństwo nasze córeczki skakały,tańczyły,coś śpiewały tuż przed nami.

Wtedy spytałam M. czy sobie wyobrażał,że kiedyś wyobrażał sobie,że będzie nas podwójnie więcej? Zaśmiał się i powiedział: nie wyobrażałem. :)

Człowiek pędzi,ciągle gdzieś pędzi,ale takie chwile jak ta dzisiejsza pozwalają zobaczyć co jest najważniejsze,jak bardzo jesteśmy bogaci,jak wielkie szczęście nas spotkało.Pewnie dla niektórych nudny schemat,narzeczeństwo niemalże od dzieciństwa,ślub,potem dziecko,jedno,potem drugie…dla niektórych szybko,bo ich czas toczy się własnym torem. Tylko my wiemy ile musieliśmy przejść zanim doszliśmy do tego „nudnego” schematu,do tej rodziny 2+2,ile łez wylanych,ile bólu,ile wyczekiwania.

Dziś chciałam wrzucić kilka moich ulubionych rysunków Karolinki.Nie są najnowsze i jak zaznaczam jedne z ulubionych,bo ogólnie jest ich bardzo bardzo dużo :)

Karolinka gdy ma ochotę coś narysować,ale czasem nie ma pomysłu,najczęściej maluje tęczę,tu malowana farbami:

Tu,mój ulubiony tygrysek,Karolka narysowała go już ponad rok temu,ale bardzo go lubię,poniżej też safari :)

Kiedyś pisałam już o jemiołuszce,którą Karolka uratowała spod pazurów Skarpetki ;) Oto ona narysowana przez wybawczynię :)

W temacie ptactwa:paw wysiadujący jajko :)

Lubię też jej „witrażyki”,często przynosi takie z przedszkola:

Tu naprawdę stary rysunek,wisi na drzwiach wejściowych do pokoju Karolinki.Narysowała go gdy Agatka miała około 8 m-cy,jest to pierwszy rysunek na którym ją uwidoczniła,przedstawia mnie,Karolkę i Agatkę jako Klub Dziewczyn :)

Tu Japonka:

Tu księżniczka:

A tu ja-mama :)

Rysunki Agatki na dzień dzisiejszy przedstawiają się mniej więcej tak,na zdjęciu tygrysek i Kubuś Puchatek oczywiście :) :

 

Jestem ogromnie szczęśliwa,że Was mam!!!