Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

oczekiwanie

13.06.2017-13.07.2017- najtrudniejszy miesiąc mojego życia

Tak…Wszystko zaczęło się 13 czerwca gdy dostałam tę cholerną kartkę z niby konsultacji chirurgicznej, że zdiagnozowano szkliwiak lub torbiel…

Pierwszy był strach, potem przerażenie, potem bunt, potem chyba dopiero walka, że nie mogę się poddać.

Ile razy upadłam? Wiele…

Gdy słyszałam reklamę profilaktyki nowotworów, lub nawet suplementu diety wzmacniającego kości robiło mi się słabo.

Gdy patrzyłam na moje dzieci czułam,że muszę je teraz jak najszybciej nauczyć samodzielności, bo nie wiadomo kiedy…

Gdy mijałam innych ludzi obserwowałam ich i myślałam, że są bardzo szczęśliwi, bo są zdrowi.

Moja modlitwa stawała się czasem krzykiem niemocy a czasem szeptem: bądź wola Twoja… wiem,że modliło się za mnie wiele osób, czułam to, tak po prostu.

13.07.2017- jadę na zdjęcie szwów. Pada. Strasznie deszczowy ten lipiec… dzieci zostały z babcią, tak lepiej.

Olsztyn. Ulica Warszawska. Drugie piętro Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.  Oddział chirurgia szczękowo-twarzowa. Nie wiem jakie już mam emocje. Wiem,że chciałabym by były już wyniki.

Pani pielęgniarka woła mnie do gabinetu. Młoda pani lekarz zdejmuje mi szwy, mówi, że wszystko się dobrze goi.

Pytam o wyniki. Idzie sprawdzić. Nagle do pokoju wpada profesor, za nim inna pani doktor, za nią następna. Chcą też zajrzeć do buzi, każdy chce coś powiedzieć… i nagle słowa: skończyło się to dla pani najlepiej jak mogło. Wyniki pokazały, że były to dwa torbiele, niezależne od siebie, które na siebie się nałożyły dając taką zmianę. W badanym materiale nie znaleziono utkania nowotworu zębopochodnego. Materiał w poprzednim badaniu w powiązaniu z obecnym obrazem również za tym przemawia. Zauważony wówczas bardzo drobny fragment nabłonka przypominającego zgniecione ameloblasty, należy traktować jako epizodyczny.

Łzy… i nie wiem co mam im powiedzieć… dochodzi to do mnie jak coś niemożliwego.! Byłam przygotowana na wszystko, ale nie na to! Boże uczyniłeś to o co prosiłam!!! Boże jesteś wielki!!!

Potem rozmawia ze mną jeszcze ordynator, mówi, że dzwonił sam do tego profesora który robił wynik histopatologiczny, że potwierdza to co napisał i sam też był mile zdziwiony.

Zjeżdżałam z drugiego piętra ze łzami w oczach, mogłam zjeżdżać ze łzami bólu, zjeżdżałam ze łzami szczęścia.

Czuję się tak jakbym odzyskała życie. Choć teraz jeszcze bardziej je doceniam i wiem,że wcale nie musi ono trwać jeszcze kilkadziesiąt lat, że jest kruche, że jest chwilą z której trzeba czerpać jak najwięcej.

To był trudny czas. Trochę też jak wtedy gdy urodziła się Karolinka i walczyła o swoje życie.

Mam wrażenie,że chyba już wiem jak czują się pacjenci po diagnozie nowotworu, bo tak czułam się przez ten miesiąc, miesiąc wyjęty z normalnego życia. To bardzo trudne.

Kiedyś oglądałam film „Tańcząc w ciemnościach” z Bjork, była niewidoma, skazana na śmierć przez powieszenie. Gdy nadszedł dzień egzekucji miała tak ogromną świadomość, że idzie na śmierć, że trudno jej było iść. Zagrała tę scenę tak rewelacyjnie, że nie da się jej oglądać bez ściśniętego gardła. Tak czułam się przez ten miesiąc, każdy krok bolał, był trudny, tyle, że moja lina puściła… Spadłam i żyję. Dziękuję Ci Boże za to życie.

Czekanie jest wiekim sprawdzianem cierpliwości

Dziwne uczucia są w moim sercu. Czasem spokój taki,że sama nie wiem dlaczego, a czasem wdziera się strach,że niby już po wszystkim a jednak wciąż nic nie wiadomo.

Dziś się okazało,że jednak nie wyjdę jutro do domu. Rana w buzi duża,chcą mieć pod kontrolą. Popłynęły łzy… Chcę do moich jasnowlosych coreczek. Chcę się w nie wtulić i zapomnieć na chwilę. Chcę, bo mam wrażenie,że walczę teraz o każdy czas z nimi,każde ich spojrzenie,każdy śmiech,każdą łzę łapię i zamykam w sercu.

Nie wiem jak to zrobiłam,ale automatycznie wyłączyłam myślenie o przyszłości, o tym co można byłoby wyremontować,co kupić,co bym chciała robić za 2 miesiące.

Czas…stał sie wielką abstrakcją. Oczywiście marzy mi się zebysmy w tym roku,choć na parę dni się gdzieś wyrwali,ale boję się,ze jak przyjdą wyniki to nie będę umiała oddychać.

Co mam zrobić dalej? Czy im mówić cokolwiek czy nie….

Patrzę na ich beztroskie uśmiechy i boli,boli bardziej niż ta cholerna rana…

Przed rozdaniem kart

Dzwoniłam dziś do Olsztyna. Jutro jedziemy. Mam mętlik w głowie,z jednej strony dobrze,że już będzie wiadomo co to,z drugiej mam wrażenie,że już teraz wszystko się zmieni…

Chciałam zabrać dzieci,chciałam później gdzieś nimi pójść,ale mam coraz większe wahania. Chciałabym chyba by M. był ze mną…

Przypomina mi się tak wiele różnych chwil. To gdy traciłam swoje dzieci, czas gdy Karolinka walczyła o swoje życie, czas gdy odchodzili rodzice. Udźwignęłam, a teraz czasem zastanawiam się czy udźwignę to co usłyszę, czy znajdę siły do walki i czy ta walka będzie miała w ogóle sens…

Patrzę na swoją twarz, nie lubię miejsca gdzie jest zmiana. Gdy Agatka głaszcze mnie w tym miejscu chciałabym by zabrała rączkę. Mijam innych ludzi i przyglądam się ich twarzom. Patrzę i tak bardzo bym chciała by znów było normalnie.

Piatek 23 czerwiec

Jest piątek 23 czerwiec. Rano dziś lało,rozdanie świadectw odbyło się w klasach. Karolinka skończyła 4 klasę. Z wyróżnieniem,czerwonym paskiem,stypendium,wzorową frekwencją. Ciągle mnie pyta czy jestem z niej dumna. A ja nie umiem w słowa ubrac jak bardzo…to jej praca,ciężka praca. Jest niesamowicie inteligentną dziewczynką,która najwiecej uczy się od świata,który ją otacza niż z książek.

Agatka. Wczoraj miala oficjalne zakończenie roku w przedszkolu. Dyplom dla wzorowego przedszkolaka i tyle pochwał…pyta czy z niej tez moge się dumić? Tak moge się dumić w nieskończoność Skarbie.

Dziś gdy byłam w sklepie zadzwoniła do mnie z płaczem,ze ta krostka na buzi po ugryzieniu jest taka widoczna a ona jej nie chce!!! Tak…wygląd dla Agatki ma ogromne znaczenie zanim wyjdzie z domu 5 razy przed lustrem się powygina.

Teraz dziewczynki są w sali zabaw z tatą,z okazji wakacji,z okazji dnia taty i bez okazji.

Siedzę na ławce na naszym podwórku. Rzadko się zdarza taka sytuacja. Siedzę i mam wrażenie,że wszystko to co się dzieje jest poza mną,czuję się jakbym obserwowała to wszystko,ale nie uczestniczyła w tym wszystkim.

Zastanawiam się jaki będzie ten nastepny piątek gdy będę juz chyba wszystko wiedziała.

Boję się planować coś dalej niż ten tydzień.

Jednocześnie nie chcę latwo oddać swojego życia…

moja teraźniejsza codzienność-niecodzienność

Z moimi dziećmi moja codzienność nie jest codzienna :) Z moimi dziećmi nudzić się nie da.Pomysłów mają tysiące…

Obie spać długo nie lubią,o nie,co z jednej strony jest dobre,bo Karolinka nie ma problemów ze wstawaniem do szkoły,ale weekend czy sobota czy niedziela pobudka poranna jest :)

Obie także przybiegają do naszego łóżka (za to uwielbiam weekendy,że mogę być podczas ich wstawania) i Agatka pakuje się po mojej prawej stronie,Karolinka po lewej i czasem poleżą,czasem się powygłupiają,a czasem i już z rana pokłócą.

Kłócić też się obie lubią,choć większą zadziorką jest Agatka.One wie co może zdenerwować Karolinkę,czego ona nie lubi i gdy może użyć jakiś słów.Np. obie huśtają się nagle Agatka woła:Kalinko Ty się huśtasz w dół!!!Karolinka na to-nie w górę!A:w dół!!!K:w górę!!! A po chwili słyszę:mamoooooooooooooooo!!!! :)

Lub Agatka mówi:ja jestem starsza!Karolinka:nie Agatko,ja jestem starsza!K:ja jestem starsza ty młodsza!A: nie jestem młodsza i po chwili:mamooooooooooooooo!!!!!! :)

No i jak rozwiązać konflikt by wilk był syty i owca cała???Mama wie ;)

Macierzyństwo to nie tylko tulenie,czytanie na dobranoc,chodzenie na spacery.To też pogodzenie obowiązków by wszyscy mieli mamy czasu tyle ile potrzebują,to także czasem bezradność wobec niektórych chwil,to także częsty brak czasu dla siebie,ale…

Ale pamiętam taki moment,gdy byliśmy już z M. po ślubie.Byłam na stażu,dojeżdżałam autobusem i często w tym autobusie myślałam:jakby to było wracać do domu gdzie czeka na mnie dziecko…marzyłam o tym tak mocno…potem się okazało,że równie mocno musiałam o nie powalczyć,a dziś już nie pamiętam jak to było gdy ich nie było???

Nie było by kłótni,nie było by godzenia,nie byłoby wymyślania obiadów pod dzieci,nie było by porozrzucanych zabawek,nie było by małych bucików i kurteczki na wieszaku obok długiego płaszcza,nie było by pokoju z żółtymi ścianami,i wykładziny w dziewczynki z parasolkami…ale to wszystko jest!!!!!!!!

Dzięki Bogu jest!!!One są!!!Jak dobrze,że są!!!