Luty 2018
P W Ś C P S N
« paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

ferie

Ferie w Warszawie

Ferie zaczęły się chorowaniem. W sumie Agatka zaczęła jeszcze ten poprzedzający ferie tydzień. Potem nieźle wzięło M. mi zwalił się nieziemski katar, Karolka więc łykając codziennie rutinoscorbin jakoś ocalała.

W zeszłym roku na ferie wybraliśmy się cała rodziną do Torunia. Było bardzo fajnie,ale… pogoda nie była zbyt przychylna, spadło dużo śniegu, którego brakowało na święta do tego wiał silny wiatr. Karolinka jest bardzo ugodowym człowieczkiem, jej to nie przeszkadzało, ale Agatce bardzo… tak więc przez to,że Agatka nie chciała chodzić,że marudziła,że chce wracać nie udało się też wszystkiego zobaczyć co chcieliśmy i Karolinka była w tym przypadku trochę „pokrzywdzona”.

Pogadałam więc z M. czy nie będzie mu smutno jak w tym roku zabiorę sama naszą Córkę do stolicy na 4 dni by poznała trochę Polskę. Na początku nie wyobrażał sobie jak to my same do Warszawy!!!Zgubimy się,okradną nas,napadną,to takie straszne miasto!!! ;) Ale wytłumaczyłam na spokojnie,że dam radę,że będzie ok. i na początku roku zamówiłam nam nocleg. Oczywiście plany nasze coraz bardziej zaczęły stać pod znakiem zapytania gdy Agatka zaczęła chorować i nic jej nie pomagało, potem choroba M. i jak tu zostawić,można powiedzieć dwoje chorych dzieci samych…? Karolka doczekać się nie mogła,Agatce poprawiało się tylko, M. rozłożony i do tego jeszcze do pracy chodził… ale powiedział: jedźcie,obiecaliśmy jej więc jedźcie.Dam sobie radę. Kochany…

Spakowałyśmy się i w czwartek 29 stycznia ruszyłyśmy autobusem do Warszawy. Oczywiście jak na święta było śniegu brak,a jeszcze w minioną niedzielę na spacerze wydawało się,że jest niemalże wiosna, to na nasz wyjazd spadł śnieg. Hura…!Podróż minęła nam super.Moje dziecko po wjechaniu do Warszawy zaczęło wołać: mamo patrz jakie wieżowce!!!Mamo patrz jakie budynki!!!Mamo jaka Wisła jest gruba!!! :) Mamo rób zdjęcia!!!  :)

No tak tak pewnie Warszawskie dzieci reagują gdy przyjadą na Mazury i widzą krowy,konie,owce :)

Każdy dzień miałyśmy niemalże zaplanowany. Nawet linie autobusowe, i tramwajowe sobie spisałam które będą nam potrzebne do poruszania się. Ja mama mam sobie nie poradzić w mieście? To niemożliwe! ;)

Po zameldowaniu się w hostelu pojechałyśmy sobie na obiad a popołudnie spędziłyśmy w Centrum Nauki Kopernik. Fajne miejsce. Byliśmy w podobnym w Toruniu, nazywał się Młyn wiedzy i choć troszkę mniejszy to mimo to wywarł na mnie fajniejsze wrażenie. Chyba dlatego,że bardzo fajni, uprzejmi i mili byli tam pracownicy. Wieczorem zmęczone padłyśmy dość szybko by kolejnego dnia zaraz po śniadaniu ruszyć w drogę!

Grób nieznanego żołnierza, Przedmieście Krakowskie, Pałac Prezydencki i dotarłyśmy na starówkę. Trochę zmarzłyśmy przez długi spacer poszłyśmy więc zwiedzić Zamek Królewski. Piękny!!! Bardzo nam się obu podobał. Ogrzane ruszyłyśmy na zwiedzanie starego miasta. potem ruiny zamku. Obiadek i pojechałyśmy sobie do Pałacu Kultury. Tam z góry obejrzałyśmy Warszawę a Karolinka wciąż zachwycała się ogromnymi wieżowcami!!! :)

Na wieczór zostawiłyśmy sobie pijalnię czekolady Wedla na ul. Szpitalnej gdzie moje dziecko czuło się jak w czekoladowym niebie a od ilości czekoladek kręciło jej się w głowie :) Dzień zleciał intensywnie i szybko.

Kolejnego dnia też zaraz po śniadaniu pojechałyśmy sobie na lotnisko. Moje dziecko również robiło ogromne oczy jak wielkie są samoloty, jak wyglądają przyloty,jak odloty :) Sobota była chłodniejsza niż piątek,ale postanowiłyśmy pojechać sobie do Łazienek Królewskich. Nie myślałam,że to miejsce tak się spodoba Karolince, musimy tam pojechać latem. Najwięcej radości przyniosły jak się okazało spacerujące pawie i niemalże oswojone wiewiórki. W jednej z alejek spotkałyśmy rodzinę która miała pół reklamówki orzechów i dali też dla Karolinki dzięki czemu ona też karmiła te śmieszne zwierzaczki, była zachwycona. Długi był nasz spacer i gdy zgłodniałyśmy udałyśmy się na obiad. Czułam się bardzo zmęczona i spytałam się Karolinki czy nie wróciłybyśmy do hostelu trochę odpocząć. Zgodziła się. Dzień wcześniej koleżanka napisała mi o Pałacu w Wilanowie i pokazie świateł. Karolinka bardzo była tego ciekawa więc długo nie odpoczywałyśmy i ruszyłyśmy na Wilanów. To była nasza jedyna trasa w której troszkę się pogubiłyśmy ponieważ nie znalazłyśmy przystanku z potrzebnym nam autobusem. Jednak ludzie nam pomogli i z dwoma przesiadkami udało nam się dojechać :) Jedno wiem: było warto. Spektakl świateł śliczny,ale prócz tego w oranżerii zrobiony był także labirynt świateł z bajki Alicja w krainie czarów. Karolinka powiedziała: tu jest niemożliwie bajecznie mamo!!! :) I tak było. Ogromne podświetlone filiżanki, królik wyskakujący z kapelusza, budzik, kula bilardowa, domek z kart, figury szachowe… cudeńka!!! Cieszyłam się, że jeszcze udało nam się zobaczyć to miejsce. Po tak długaśnych dwóch spacerach padłyśmy jak kawki ;)

Niedziela była w sumie ostatnim naszym dniem w Warszawie. Zarezerwowałam nam wcześniej bilety na przedstawienie baletowe w teatrze Palladium „Najpiękniejsze baśnie”. Sama też pierwszy raz byłam na na takim spektaklu. Było pięknie!

Karolinka powiedziała, że ten wyjazd był spełnieniem jej marzeń. Wiem, że z Agusią by nam się nie udało tyle zobaczyć i wiem też,że Karolince był potrzebny ten czas poświęcony tylko dla niej. Mam nadzieję,że będzie pamiętała i miło wspominała nasz pierwszy babski wypad sam na sam.

Stęskniliśmy się nie tylko my, ale i tata z Agatką. Zamiast więc wracać autobusem oni po nas przyjechali. Agatka już zdrowa, M. jeszcze nie do końca dobrze się czuł, ale przyjechał. Dał radę z Agusią, a ona też grzecznie z nim została i nie robiła żadnych problemów. Takie moje Kochane dzieciaczki :) Które tęsknią za sobą, a jak są razem to codziennie kłócą ;)

Mamy więc ostatni weekend ferii. Karolinka mówi,że cieszy się,że już do szkoły. Agatka do przedszkola iść nie chce…

No to zobaczymy jak będzie w poniedziałek ;)

nie najłatwiejszy początek ferii

Gdyby ktoś mnie spytał co jest najtrudniejsze w byciu rodzicem to odpowiedziałabym: uczucie bezradności gdy dziecko choruje i chciało by się wszystko zamienić a nie można. Oczywiście wiem jak różne mogą być to choroby. Ostatnio nawet dowiedzieliśmy się,że jedna z dziewczynek z Agatki grupy z przedszkola zachorowała nagle na rzadką chorobę i rodzice szukają pomocy, pieniędzy, nadziei. Wtedy wszystko potrafi się przewartościować.

Jednak uczucie bezradności trwało u mnie (i jeszcze nie do końca przeszło) przez ostatnie dni. Choroba Agatki przybrała na sile, nie mogłam dodzwonić się do pediatry do któremu ufam, do którego jeździmy niestety prywatnie, ale u mnie w przychodni nie ma nikogo komu ufam. Lekarz zna nas od maleńkości Karolci, jest taki nasz, ale był niestety niedostępny.W środę gorączka Aguni przybrała na sile, katar męczył okrutny, kaszel dokuczał… nie miała sił, nie cieszyło ją nic, z domowych sposobów nie działało już nic. W czwartek M. poszedł więc do przychodni, lekarka uznała,że to wirusówka,przepisała 2 syropy….. Gdy wróciłam z pracy i zobaczyłam moje dziecko to się rozpłakałam.

To nie była ta sama wesoła,rozbrykana,psocąca Agatka :( :( :( Ubrałam ją i pojechaliśmy jeszcze raz do przychodni. Lekarka widząc mnie mało nie zastrzeliła mnie wzrokiem i przywitała pytaniem: po co znów jesteśmy. Mówię jej,że gorączka nie ustępuje,że są wymioty,że kaszel straszny. „Ale ja mówiłam,ze to wirusówka!!!Może jeszcze infekcja doszła,trzeba czekać”. Z wielką łaską osłuchała,zajrzała do gardła”nic nie widać!”stwierdziła i dała tabletki od gorączki które powinny dłużej trzymać…

Noc była straszna. Kaszel, wymioty, gorączka….W piątek wreszcie udało się dla M. dodzwonić do naszego lekarza.Pojechaliśmy po południu. Diagnoza: zapalenie oskrzeli i szmery w płucach…” Syropy które dostaliśmy w przychodni hamowały tylko kaszel co sprzyjało rozwinięciu się choroby. Poza tym podobno są polecane dla starszych dzieci… Czy czułam złość? Nie wiem, to była chyba wściekłość na głupotę naszej lekarki :( Dostaliśmy antybiotyk z zaznaczeniem,że jak do poniedziałku nie będzie widocznej poprawy to może czekać nas nawet szpital. Noc nie był łatwa, pierwsza dawka antybiotyku. Rano był już mały uśmiech,ale jeszcze nie wiele sił. Druga dawka antybiotyku, popołudniowa drzemka i … moje dziecko wstało samo z łóżka!!! Moje dziecko zaczęło podskakiwać, moje dziecko zaczęło podśpiewywać i uśmiechać się!!!Wróciło!!!Moje dziecko wróciło!!! :) Kaszel jeszcze męczy, ale już nie tak. Nosek zatkany,ale wszystkie leki Agatka dzielnie przyjmuje.Jestem z niej bardzo dumna. Grzecznie siedzi przy inhalacjach i puszcza do mnie oko. Zeszło, to napięcie przez ostatnie dni trochę zeszło. Antybiotyk zadziałał, jak dobrze!!!

Co sprawia największą radość rodzicom? To,że ich dziecko jest zdrowe. Stanowczo!!!!

U nas zaczęły się ferie. Zaczęłam też tydzień urlopu. Za oknem mamy wreszcie wyczekany śnieg!!! Agutka tak chciała pojeździć sankami… ale może tak szybko nie zniknie!!! Dziś Karolka ulepiła jej bałwanka na którego może patrzeć przez okno. Z tej Karolki to kochana siostrzyczka!!! :)

Dziś Agatka zaliczyła po raz pierwszy raz wizytę w kinie.Na zakończenie ferii zabraliśmy je jeszcze na bajeczkę.Od poniedziałku dalej szkoła,kolejny semestr! :)

W kinie Agatka zachowywała super,grzecznie obejrzała cała bajeczkę i ani razu nie zapiszczała,że chce wyjść,tak więc już chyba do kina możemy zacząć chodzić cała rodziną ;)

Agatka za dwa miesiące skończy już 3 latka…rety kiedy to zleciało?!

Ostatnio gdy bawiły się z Karolinką w pokaz mody Agatka powiedziała: moja suknia jest taka egelancka i modowa! :) a na Kapelusz mówi kapulesz.

Gdy byłyśmy na zakupach zobaczyła dwie dziewczynki jedzące lody i zawołała: mamo,przecież to nie wiosna na lody! :)

W jedną niedzielę był u nas chrzest w kościele i zobaczyła zakonnicę która robiła zdjęcia rodzinie Maluszka.Zakonnica była w białym habicie a Agatka jak ją zobaczyła zawołała: mamo patrz Malyja! :)

Jak wspominała ferie się kończą i czas znów ruszyć do szkoły,ale nie napisałam o tym jak była na wywiadówce przed feriami.

To,że nasłuchałam się o Karolince samych pochwał już wspominałam.Była wyczytana wśród dzieci najlepiej się uczących,wśród tych które nie opuściły ani jednego dnia szkoły i tych które nie sprawiają problemów wychowawczych.

Zostałam jednak po wywiadówce,bo chciałam Panią podpytać czy ona również zauważyła moje obawy co do Karolinki.O to,że jest zamknięta w sobie,że jest poza grupą.

Pani powiedziała,że na przerwach jej nie ma jej w klasie,więc trudno jej coś powiedzieć,ale np podczas zajęć na świetlicy lub np na ostatniej zabawie karnawałowej zauważyła,że Karolinka jest na uboczu,że nie bawi się ze wszystkimi tylko raczej sama spędza czas,sama się sobą zajmuje.

Pani powiedziała,że myśli,że dzieci nie mają za co nie lubić Karolinki,ale kontakty może utrudniać jej to,że jest bardzo inteligentna.Zamurowały mnie te słowa.Bo z jednej strony czuje się dumę gdy się słyszy,że ma się inteligentne dziecko,a z drugiej strony czy można jej jakoś pomóc w tym by się odnajdowała w społeczeństwie?

Pani obiecała ją bardziej poobserwować ,może trochę bardziej wciągnąć w grupę.Mówiła,że już zaobserwowała,że porobiły się grupki dzieci,które się lubią,które są bardziej otwarte i lubią wszystkich,jak zarówno takie,które kierują się tylko swoim dobrem i nie wpuszczają wśród siebie nikogo.

Wiem,że nie przeżyję życia za Karolinkę,wiem,że to nie ja jej wybieram przyjaciół,martwi mnie tylko to by nie przegapić czegoś,by być może jest jakiś sposób by się otworzyła,by była asertywna.

W przyszłym tygodniu chcę zadzwonić też do poradni pedagogiczno psychologicznej może umówię się na rozmowę z Panią psycholog,może wystarczy pogadać,może gdy ona spojrzy innym okiem uspokoi mnie,lub podpowie coś mądrego.

Ferie myślę,że możemy uznać,za udane.Teraz kolejne wyzwania.

ferie na wyjeździe :)

Zaległości,zaległości i jeszcze raz zaległości… och tak mało czasu na pisanie,a tyle się dzieje.

Dziś może o bieżących wydarzeniach,choć to co było jakiś czas temu jest równie ważne,ale wszystkiego na raz nie dam rady.

Mamy więc ferie,w sumie pierwszy tydzień ich już minął,jeszcze jeden przed Karolinką.Pogoda…bleee…ani do spacerów,ani do jazdy,ale zaplanowaliśmy jeszcze przed tymi całymi zamieciami,ślizgawami wyjazd do Torunia,bo bardzo chciałam zabrać gdzieś Karolinkę,szczególnie,że półrocze poszło super.Do ostatniego momentu wahaliśmy się czy pojechać,bo warunki drogowe fatalne,ale Karolina tak prosiła… M. się ugiął w środę wyruszyliśmy.

Momentami było naprawdę nieciekawie i przejezdność drogi kiepska,ale choć dłużej to trwało dojechaliśmy,byliśmy,dziewczynki szczęśliwe,że będą spały w hotelu ;)

Dojechaliśmy późnym popołudniem i choć byliśmy ulokowani w centrum to pogoda nie była życzliwa do spacerów.Jednak mama przygotowała się logistycznie i już wcześniej wyszukała miejsca gdzie by można było się udać i po obiedzie pojechaliśmy do ogromnego parku dla dzieci,z piłkami,przeszkodami,karuzelami.W tak ogromnym jeszcze nie byliśmy,tam dziewczynki się wyhasały do wieczora i wróciły szczęśliwe.

Drugi dzień-ruszyliśmy na zwiedzanie.Wiatr brrr straszny :( Agatka nie chciała chodzić,M. musiał ja nosić na szczęście wszędzie było w miarę blisko.Poszliśmy do domu Kopernika i muzeum piernika.Tak poznaliśmy bardzo miła panią z którą upiekliśmy ozdobne pierniki i która dużo nam opowiedziała o Toruniu.Potem zwiedziliśmy dom Kopernika i pobliskie kamienice.Toruń ogólnie bardzo urokliwy,tylko pogoda nie pozwalała na spokojne chodzenie.Potem M. wrócił z Agatką do hotelu,a my z Karolinką pochodziłyśmy po rynku co rusz wchodząc do jakiegoś sklepu by się ogrzać ;)

Potem wszyscy zwiedziliśmy ratusz,ale tam raczej dla takich dzieciaczków jak nasze nie było nic ciekawego.Obiekt duży z wystawami obrazów i różnych rzeźb,trochę nudno jak dla takich szkrabów,za to później mialy frajdę gdy poszliśmy do pierogarni na obiado-kolację.Było fajnie i pysznie,dzień drugi zleciał.

Kolejnego dnia odwiedziliśmy muzeum podróżników Tonego Halika.Było bardzo fajnie.Wystawy przepięknych zdjęć,różnych pamiątek z podróży,plus stroje i wyświetlane filmiki.Polecam,warto!!!Potem poszliśmy na czytanie bajek.Właśnie w piątek zaczął się rok konia w Chinach i z tej okazji były różne zajęcia dla dzieci w jednej z kamienic.Dostaliśmy zaproszenie od naszej Pani od pierników :) Okazało się że Pani która czytała chińskie legendy pochodzi z niedalekiej miejscowości od nas i było jej miło spotkać kogoś ze swoich stron :) Potem poszliśmy do naleśnikarni gdzie żadna z nas nie zdołała zjeśc swojego naleśnika tak były ogromne,za to M. zjadł swój i podojadał nasze,szacun! ;)

Na popołudnie zaplanowaliśmy spędzenie czasu w bardzo fajnym miejscu,jakim jest młyn wiedzy.Centrum nowoczesności gdzie dzieciaki mogą dotknąć wszystkiego i przy tym poznać wiele ciekawych zjawisk z jakimi spotykamy się na co dzień.Spędziliśmy tam 3 godziny i ani chwili się nie nudziliśmy :) 6 pięter,różne wystawy,przy czym jak wspominałam wszystkiego można dotknąć co dla dzieciaków wielka frajda.

Pogoda wciąż nie była łaskawa,nawet zaczął wieczorem padać marznący deszcz.W sobotę mieliśmy wyjeżdżać.Początkowe plany miały być takie,że pójdziemy jeszcze do planetarium i zajedziemy do znajomych po drodze,ale gdy patrzyliśmy w tv jakie są warunki na drogach to byliśmy przerażeni i postanowiliśmy wracać po śniadaniu.

Sobota przywitała nas słoneczkiem,ale wiatr był wciąż chłodny.Zadzwoniłam do znajomych że nie zajedziemy,że pojedziemy inną trasą,ale tak nas zapraszali,że zdecydowaliśmy się jednak zajechać.

M. został z Agtaką w hotelu,ja z Karolinką poszłam jeszcze na szybki spacer pokazać kilka miejsc których nie zdążyliśmy zobaczyć.Po Wiśle sunęły kry jedna za drugą,mury starego miasta pokryte śniegiem,ale mimo to Toruń bardzo nam się spodobał i mam nadzieję,że kiedyś wrócimy tam jeszcze latem bo tyle jeszcze do zobaczenia.

Połowa ferii za nami.Ja jutro już do pracy,ale cieszę się,że udało nam się wyrwać,choć na chwilę,mimo iż pogoda mówiła „zostańcie w domu”,wspólne chwile to coś bezcennego!

koniec ferii

Dwa tygodnie Karolinkowych ferii dobiegają końca.Jutro rano już przedszkole,a za rok będą to już najprawdziwsze ferie szkolne!!!Aż mi trudno w to uwierzyć….

Dwa tygodnie a tyle zmian…no bo jedyną stała rzeczą w byciu rodzicem jest zmienność ;)

Oto przykłady.Teraz gdy mogłyśmy się pobyczyć dłużej w łóżkach Agatka nagle się przestawiła i ostatni tydzień robi nam pobudki około 6:30…to zawsze ona dłużej spała,a tu proszę ile można.Pamiętaj jak była maluchem to mój dzień zaczynał się bardzo wcześnie,bo Agusia była często aktywna już od 5:30. :) ale potem było lato i słońce wcześnie wstawało,a teraz… jeszcze ciemno,no ale mój prywatny budzik przygotowuje mnie chyba do tego,że niedługo to już naprawdę będę musiała wcześniej wstawać,bo przed szóstą będzie już wyjazd do pracy…jeszcze tylko 3 miesiące…a dni lecą lecą jak szalone.Mama też przygotowuje Agatkę na swój powrót do pracy o ograniczyła już maksymalnie cycusia który służy już tylko do usypiania.Przez 2-3 dni był trochę bunt,było trochę płaczu,ale potem już Agatka to przyjęła,że już nie ma kiedy chce i widzę i odczuwam tę zmianę ogromnie,bo karmienie piersią naprawdę potrafi uzależniać!!! ;) Czasem gdy tylko wychodziłam na zakupy i wracałam Agatka szybko kazała mi się rozbierać i siadać by dać jej cycusia,gdy siadałam na fotelu na którym ją najczęściej karmię też od razu stała przy mnie patrząc błagalnym wzrokiem…lub gdy zobaczyła gdzieś goły mój brzuch,kawałek ciała zaraz chciała mnie ssać :) Teraz już tego nie ma i nie ukrywam,że jest trochę z tym łatwiej bo inaczej karmi się małego niemowlaka a inaczej brzdąca z niemalże całym uzębieniem ;)

Karolinka wymyśliła ostatnio że mamy co mają biała skórą mają białe mleko smakujące jak mleko,murzynki mają ciemne czyli kakaowe,Indianki mają czerwone o smaku truskawkowym a japonki żółte o smaku waniliowym :)

Karolinka też się zmieniła przez ferie.Pewnego dnia powiedziała do mnie:mamo,a co Ty powiesz żebym wreszcie spała bez lampeczki?Jak chcesz kochanie,to bardzo fajne,ale musi być to Twój wybór i od tamtego dnia moja córeczka śpi już bez światełka :) Nigdy jej do niczego nie zmuszałam czy do nocnika,czy do samodzielnego spania,do odstawienia smoczka,wszystko jej powoli przychodziło,był ten czas i już.Ja też długo chciałam spać przy świetle,nawet to pamiętam jak mama zostawiała mi włączone światło w łazience która była na przeciwko mojego pokoju i póki nie zasnęłam  ono się paliło.

Tak więc rosną moje córeczki.Rytm dnia ustawiony pod dwie córki od jutra zmienia się znów na pół dnia z samą Agatką i popołudnia razem.Najbardziej mnie cieszy nie zapeszając,że przy tych epidemiach,dużych mrozach,skokach pogody dziewczyny trzymają się zdrowe.

Karolinkę jeszcze w tym tygodniu M. zabrał do teatru lalek na Kopciuszka.Była szczęśliwa.Poza tym większość z mamą w domu,ale było fajnie.Ale kolejny tydzień ma nie mniej atrakcji,w śrdoe wyjazd z cała grupą na przedstawienie,a w czwartek bal karnawałowy! :)

Proszę dni nie pędźcie tak szybko!!!!

ferie

No i mamy kolejne ferie.Przedszkole w małych mieścinkach ma właśnie takie zalety czy rodzice mają z kim zostawić dzieci czy nie ferie i 2 miesiące wakacji są i tyle :) Na szczęście mama wciąż na wychowawczym więc Karolka szczęśliwa, ze wolne, że można dłużej pospać (choć jakoś wstaje bez problemu sama o tej samej porze ;) ) no i że błogie lenistwo,bo z mamą w domu :)

Lubię nasze chwile gdy mam je w domu razem,choć czasem jest to naprawdę spore logistyczne wyzwanie,bo niestety większość tego czasu sama z nimi,a na dworze wielki mróz więc nawet wyjść trudno na razie,ale dajemy radę.Trudne są te momenty gdy nagle zaczynamy jakąś zabawę a Agatka chce biegać,chce uciekać,chce się chować…no bo jeszcze inaczej patrzy na wszystko :) ale… mama coś zawsze wymyśli,to namiot z koców zbuduje,to plastelinę wyciągnie,albo farby i zawsze na jakiś czas zajęcie wspólne jest :)

W poniedziałek byliśmy na zabawie choinkowej zorganizowanej przez burmistrza naszego miasteczka.Fajnie było,bo impreza zorganizowana w restauracji,sporo miejsca,a panie z Gminnego Ośrodka Kultury też fajnie wszystko zorganizowały.Karolinka była Indianką, a Agatka tygryskiem :) kilka dni wcześniej natrafiłam na taki strój w używankach i kupiłam za grosze…a radości było,bo Kubuś Puchatek to ciągle wielki idol Agusi,a tygrysek to przecież jego kumpel.Specjalnymi fabami namalowałam wąsiki i nosek,tygrysek wzbudzał ogólne rozczulenie i uśmiech na twarzach :) A Karolka jak to prawdziwa Indianka też miała pomalowaną buzię i piórka w sukience :) Najważniejsze,że dzieciaczkom się podobało.

Wczoraj natomiast wypadł drugi ząb Karolince :) no i oczywiście w nocy przyszła znów wróżka zębuszka,tym razem zostawiając 3 zł pod poduszką :) no pierwszy był najdroższy ;)

Ostatnio dziewczyny ciągle coś plączą w mówieniu i wychodzą im śmieszne rzeczy,np wczoraj wieczorem po naszych zabawach był niezły bałagan w pokoju.Powiedziałam więc do KArolinki,że czas już posprzatać na co ona: no tak,nawet bez zęba sprzątać trzeba :)

Agatka za to gdy zjedliśmy śniadanie wstała od stoliczka mówi:jus!!! na co ja spytałam:a co się mówi po jedzeniu?Agatka na to:pseplasam… :) oczywiście wywołała tym u nas śmiech i dziś też po jedzeniu za każdym razem było pseplasam byśmy się śmieli :)

Agusia zaczęła też już ładnie wymawiać ś i ć lub ci si w wyrazach i ładnie powie babcia,kapcie,siano,choć,mieć itp. No i przez to,że siostrę ma teraz więcej niż na co dzień gdy chodzi do przedszkola to czasem walczy o uwagę mamy i gdy podejdzie i coś mi pokazuje a ja jeszcze chwilę coś kończę mówić Karolince woła głośni:ejjjj!!!lub ej ejjjjj!!!Czasem gdy Karolinka też zrobi coś co jej się nie spodoba też krzyczy:ejjjjj!!!!Często zaczęła mówić:no właśnie!ale to chyba mama tak mówi ;) Czasem gdy się słucha takiego malucha można usłyszeć siebie.

Dziś za to pojechaliśmy do sali zabaw,do basenów z piłkami i różnych dmuchańców,tam już coraz fajniej łapią dziewczynki wspólną zabawę,chodzą razem w labiryntach,”kąpią” się w piłeczkach.

Rosną moje Skrzaty…