Sierpień 2013
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2013

upartość Agatki i wrażliwość Karolinki

Mam dwie Kochane córki.Mam dwie moje wymarzone córki.Mam dwie baaaardzo różne od siebie córki :) Dziś chciałam o nich napisać.

Jedną z dominujących cech Agatki jest upartość.Niby mała Pchełka,mająca 2 latka i prawie 5 miesięcy swoją upartość pokazała nam chyba od początku ;)

Na dzień dzisiejszy wygląda to tak,że Agatka proszona o przymierzenie czegoś w sklepie najczęściej mówi:nie,bo nie i możesz sobie prosić… chyba,że obiecasz tik taka…to samo jest gdy już wieczory są chłodniejsze i trzeba założyć bluzę,Agatka mówi:nie,bo mi ciepło…

Agatka proszona by coś spróbowała nowego do jedzenie mówi:nie,bo ona nie lubi i już…

Agatka proszona by nie zabierała z rąk Karolince i tak zabiera,bo ona pierwsza to chciała…

Ale Agatki upartość doprowadziła też do tego,że umie założyć sama i zdjąć majteczki i spodenki i buciki.Upartość Agatki doprowadziła do tego,że mimo iż wieża z klocków się rozwali ona zbuduje nową,lub poprawi co trzeba.Agatka podczas kolorowania też już mało wychodzi za linię!Jestem pod wrażeniem jej kolorowanek,mimo iż często lala jest cała w jednym kolorze to linii wychodzących prawie brak :) Uparta Agatka już dawno sama wchodzi i schodzi ze schodów,siada na kibelek,wita się z sąsiadami i mowi dzień dobry i do wiedzenia w sklepie :) Myślę też,że upartość Agatki spowodowało to,że dziś z nami tu jest :)

 

Wrażliwość Karolinki…ta cecha może nie jest dominująca u naszej córci,ale czasem przysparza trochę kłopotów…Wrażliwość Karolinki jest w niektórych sytuacjach dla mnie trochę martwiąca.Czasem wystarczy powiedzieć,że coś nie tak zrobiła,nie tak napisała literkę,cyferkę itp. by były łzy…Prócz łez czasem pojawia się też straszna samoocena,bo mówi sama na siebie,że jest do niczego,że nic nie umie dobrze zrobić… tłumaczę jej wtedy,że tak nie jest,że nie o to wcale chodzi i z czasem łzy ustępują,ale co jeszcze mogę zrobić prócz tłumaczenia,częstego chwalenia…skąd w tej małej główce takie myśli :(

Wrażliwość Karolinki objawia się też tym,że roztkliwia się nad każdym zwierzakiem,nad czymś nieszczęściem…ma naprawdę dobre serduszko.

Ostatnio na marzycielskiej poczcie pojawiła się nowa chora dziewczynka,która praktycznie mieszka w szpitalu.Karolka od razu powiedziała,że chce jej wysłać karteczkę,że chce by jej było miło,zrobiła niemal od razu rysunek i powiedziała,że bardzo chciałaby jej pomóc…

Gdy była zbiórka żywności w sklepach przez Caritas dla biednych rodzin Karolinka też tym się bardzo przejęła,chciałaby zaraz oddać niemalże wszystko….

Dużo rzeczy bierze też „dosłownie”. U nas telewizor jest bardzo rzadko włączony,a jak jest to przeważnie dziewczynki oglądają bajki.Czasem jednak lubię włączyć jakiś Teleexpress czy inne wiadomości,ale gdy Karolinka zobaczy jakiś wypadek,albo że coś złego się komuś przydarzyło zaraz pyta czy wszystko się dobrze skończy,albo dlaczego tak się stało i czy można coś z tym zrobić,dlatego rzadko oglądam przy niej także i wiadomości…

Wrażliwość Karolinki przejawia się też tym,że czasem gdy któreś z nas się źle czuje ona się martwi,martwi się też Agatką i mimo iż ona jej dokucza to wiem,że ona nie pozwoliła by nikomu zrobić jej krzywdy.

Ja natomiast tylko się boję by ktoś kiedyś nie skrzywdził jej serduszka.

Takie są te moje dwa Kochane Cuda.Jak dobrze,że są!!!!

ostatni tydzień wakacji

Tak to jest,że jak nie napiszę na bieżąco to potem nie wiem od czego zacząć.Dzieje się tyle, a czasu mało.

Miniony tydzień obfitował w różne fajne przygody i wydarzenia.Zaczepiając jeszcze poprzednią niedzielę to byliśmy z dziewczynkami w Leśniczówce Pranie,na praniu bajek.

Lubię to miejsce,wcale się nie dziwię,że i Konstanty Ildefons Gałczyński odnajdywał tak swój spokój.Bajkę przeczytałam nam aktorka Elżbieta Kępińska,a potem pani leśnik poprowadziła warsztaty plastyczne.Fajna zabawa była.Karolinka bardzo chciała też zobaczyć od środka leśniczówkę gdzie w sprzedaży były także książki dla dzieci.Wybrała bajkę o Gałczyńskim i wielką niespodzianką było gdy Pani która sprzedawała napisała Karolince i Agatce dedykację na początku książki ponieważ była jej autorką :)

Potem była środa i nasza 9 rocznica ślubu :) Znów wyskoczyliśmy na obiad bez dziewczynek :) M. przyjechał po mnie od razu po pracy dzięki czemu mieliśmy choć trochę więcej czasu dla siebie.Dziewczynki zostały z babcią.Miło było :) ale z tej okazji spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka :)

Lecz najpierw był piątek i urodziny M. :) Dziewczynki zrobiły laurkę i rani gdy M. wrócił z pracy zaśpiewały mu 100 lat.

W piątek miała odbyć się nasza niespodzianka,ale trochę pogoda ją popsuła…zostało wszystko przesunięte na sobotę i w sobotę zaświeciło nam śliczne słoneczko :) I mogliśmy pojechać na rodzinną sesję,którą dostaliśmy w prezencie od koleżanki :) od koleżanki fotografki :)

Pojechaliśmy na skąpaną słońce łąkę i tam cała nasza rodzinka została „obstrykana”. Agatka miała oczywiście swoje wizje na niektóre zdjęcia,ale dzięki temu nie było nudno.Była też mniej miła przygoda,bo z całej wyprawy Karolka przywiozła kleszcza :( M. usunął,nic złego się nie dzieje i mam nadzieję,że będzie ok.Ale ogólnie bardzo miło będziemy będziemy wspominać tą przygodę :)

W drodze powrotnej z sesji spotkaliśmy też śliczne konie,duże i malutkie.Agatce szczegolnie spodobał się jeden maluszek ktorego głaskała i on ją obwąchiwał a ona się śmiała.W pewnym momencie mówi:wiesz nazywam się Agatka.Konik na to skinął główką a Agusia zadowolona mówi do mnie:on mnie rozumie! :)

Z ostatnich powiedzonek Agatki których czesto używa jest:

-bo czemu? czytaj:dlaczego? :)

- na pytanie czemu to zrobiłaś odpowiada: bo tak… :)

- gdy mówię,choć będziemy jeść obiad mówi:no poczekaj,maluję!inna sytuacja:Agatka siedzi u mnie na kolanach i mówi:o masz zielone oczy?!Nie mama szare i w tym czasie jej paluszek wędruje w moje oko…zamykam na co Agatka:no poczekaj tylko dotknę! :)

-bawiąc się w sklep Agatka pyta: chce kupić coś od mnie? :)

Karolinka też ostatnio po obejrzeniu kucyków Pony mówi:a wiesz Pinki Pay miała ogórki na oczach w  salonie kosmetycznym!Tłumaczę więc że ogórki działają wybielająco dlatego można z nich robić maseczki… na to Karolcia:a jak położę na zęby to też mi się wybielą? :)

Przed nami ostatni już tydzień wakacji.

7 lat temu…

Kiedy poznałam G.?To było z pewnością więcej niż 7 lat temu.Nawet nie pamiętam czy poznałam go pierwszego czy mojego męża,po jakimś czasie okazało się, że to cioteczni bracia,a że rodzina średnio się trzymała ze sobą to i oni z dala od siebie i ja ich na nowo przybliżyłam.

G. był przyjacielem,w całym tego słowa znaczeniu.Wiele razem przegadaliśmy godzin,spędzaliśmy czas.G. na studiach poznał swoją A. i także ją polubiłam.Trudno opisać słowami to co było,bo rozumieliśmy się bez słów i w momentach trudnych i umieliśmy śmiać się z tych samych żartów.Minęły studia,ja wyszłam za M.. G. i A. oczywiście byli także na naszych ślubie,a dokładnie rok później,w tym samym miesiącu tylko o jeden dzień różnicy G. i A. brali ślub,tak wiec można powiedzieć że zrobili nam imprezę rocznicową.

G. i A. zamieszkali w miejscowości skąd pochodziła A.,a to zupełnie inne kierunki Polski,ale internet był po to by kontakt się nie urwał i to właśnie z G. pisaliśmy do siebie,gadaliśmy na gg czy innych portalach…

Tak były nasze śluby,my przed ich ślubem straciliśmy nasze pierwsze maleństwo…było trudno,wydawało się,że rozumieli,bynajmniej słuchali,starali się pocieszyć.

Potem moja druga ciążą…moja druga strata,oni wiedzą i po poru tygodniach mail od G. ze zdaniem które do dziś jak sobie przypomnę to czuję jak kuje…: „jesteśmy z A. w ciąży!!!Tak się cieszymy!!!”

Kto przeżył stratę dziecka wie jak się reaguje na takie wiadomości..Łeb w poduszkę i łzy, złość, zazdrość…wszystko było tak świeże,ta druga strata i od tego się zaczęło…moja głowa nie funkcjonowała normalnie,nie cieszyłam się wcale.Dlaczego oni będą mieli pierwsi dziecko skoro to my pierwsi braliśmy ślub?Dlaczego oni będą mieli dziecko,a my je tracimy?Dlaczego oni będą mieli dziecko i jak mogą być szczęśliwi skoro nas dotyka tak los i nam nie współczują?Och…. dziś widzę,że było to durne,głupie i jest mi wstyd za tamten czas… choć wiem,że niejedna kobieta po przejściach czuje to samo…

Pamiętam też jak M. powtarzał:zobaczysz i dla nas zaświeci słońce…i zaświeciło!Naprawdę!I to wcale nie długo później!!!Ich Malutka miała urodzić się na początku lutego,Nasza Karolinka na koniec marca.Wiem,że trzymali za nas kciuki,ale ja spokojnie tej ciąży nie przechodziłam i była we mnie wciąż gorycz dlaczego ja muszę sie bać,a oni wszystko tak spokojnie planują!…

…i stało się…Karolinka urodziła się 3 miesiące wcześniej…to my zostaliśmy jednak pierwsi rodzicami,tylko,że nasze maleństwo walczyło z życiem a ich nadal spokojnie było w brzuszku…wciąż kontakt był,ale…nie zdrowy,dziś już o tym wiem…

Gdy rodziła się Hania my zabieraliśmy naszą maleńką córeczkę do domu…Dostaliśmy smsa:mamy córeczkę,3450kg 56cm długości…wtedy nasza Karolka miała nieco ponad 2 kg,do 56cm też jej jeszcze brakowało…my zaczęliśmy rehabilitacje,Hania bystra gaworzyła,zdobywała bez problemu pierwsze umiejętności…

Do dziś nie wiem czy był to brak zrozumienia czy tylko moja chora głowa…G,zasypywał mnie wtedy mailami o Hani i zdjęciami jak rośnie…wiem cieszył się,był dumny,a ja się tym dusiłam…nie rozumiałam…aż kiedyś napisałam coś głupiego…że przesadza,że świat wcale nie jest taki różowy jak mu się wydaje…obraził się…maile przestały przychodzić…chyba odczułam wtedy ulgę…

Po pewnym czasie A. nie mogła się pogodzić,że zerwaliśmy ze sobą kontakt,napisała pierwsza,że nie rozumie,że my tacy przyjaciele pokłóciliśmy się o głupotę…

Napisałam A co mnie bolało,G. nie odzywał się wcale.Od czasu do czasu A. napisała maila. Karolinka wyszła na prostą,jakby zaczęło się układać…

Po jakimś czasie nasza próba z kolejną ciążą…Tracimy…Boli…Piszę do A.,że straciliśmy nasze kolejne Maleństwo,a chcieliśmy tak rodzeństwo dla Karolinki…pytam czy oni planują rodzeństwo dla Hani…i odpowiedź…jak młotkiem w łeb…przykro mi z powodu straty…ja dowiedziałam sie niedawno,że będziemy mieli kolejne dziecko,nie planowaliśmy,ale „ktoś” zaplanował za nas…

AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!Krzyczę głośno!Cholerny świat!!!Mam tego dość!!!Jak to „Ktoś” ten sam „Ktoś” kto nam też odbiera dzieci????????

Gdy dostaję smsa o narodzinach ich synka wysilam się tylko na suchą odpowiedź:Gratulujemy!Ryczę,oczywiście,że ryczę kilka dni…

Potem nasz kolejna próba…mówimy że ostatnia,choć każda miała być już ostatnia.Jest ciąża,jest serduszko,jest na początku dobrze,że oczywiście nie mówimy nikomu.W takiej ciszy mija 9 miesięcy.Wreszcie gdy ich synek ma przeszło rok i ja wysyłam smsa:mamy córeczkę,urodziła się dziś o 11:50…

To głupie,ale tak czekałam,żeby właśnie im wysłać taką wiadomość!A. odpisuje,że nic nie wiedziała…że bardzo się cieszą i gratulują….

Przez cały ten czas G. nie odezwał się ani razu…ja do niego też nie choć w każde jego urodziny chciałam wysłać smsa…

Po jakimś czasie A. mi napisała,że G, ma poważne kłopoty z sercem,że będzie miał skomplikowaną operację,wszystko przez wrodzoną wadę serca…Wtedy pierwszy raz decyduję się napisać mu,że trzymamy kciuki,by się wszystko udało.”Dziękuję” odpisuje.Dalsze wieści są znów tylko od A. i tak było do wczoraj…

Pojechaliśmy na zakupy…wchodzimy w jedną alejkę wózkiem a mi szczęka opadła i wycofuje się mówiąc szeptem do M. zobacz kto tam jest…A tam G. i A. i ich dzieci…

Uciekłam,stchórzyłam…nie umiałam jakoś,ale…stojąc przy kasie usłyszałam:dzień dobry..To G. podszedł pierwszy,zaraz podeszła A.Jakaś wymiana zdań o dzieciaczkach i kiedy przyjechali do rodziców itd…lekkie napięcie,ale bez złości,jakiejś zawiści…

Kasujemy się pierwsi,oni za nami,coś tam mówimy,pakujemy się…wtedy zbieram się na odwagę i mówię:jak chcecie to zapraszamy na kawę…Cisza…mówię więc,że mają numery tel.,że jak chcą mogą zadzwonić,będziemy czekać i mówimy cześć…Po godzinie tel od A. czy się nie rozmyśliłam…Mówię,że na pewno nie…umawiamy się na dziś…

Przyszli…nie widzieliśmy się 7 lat…nie widzieliśmy nigdy (prócz zdjęć) swoich dzieci,a zachowujemy się tak jakbyśmy nie widzieli się może z miesiąc.Dzieciaczki zaczynają się bawić i to świetnie bawić,a my rozmawiamy o wszystkim i o niczym jakby tego było trzeba…dawny żal został zażegnany,jak dobrze…G. coś mówi,śmiejemy się…Potem gdy wyszliśmy na podwórko by dzieciaczki pobiegały A. mówi:nie spodziewałam się,że ta chwila nastąpi…ja też nie… więcej nie wracamy do tematu.

Dziś czuję się wreszcie oczyszczona z tamtych trudnych cholernie chwil.Myślę,że dużym znaczeniem są tu dzieci,właśnie to,ze są!Ich obecność wyleczyła moje rany,choć do dziś jestem niesamowicie wyczulona na ten temat to potrafię rozmawiać o tym,potrafię nareszcie cieszyć się ciążami innych.

Niepłodność tak wiele we mnie zmieniła i na dobre i na to o czym chciałabym czasem i zapomnieć…

Myślę,że chyba dziś odzyskałam przyjaciela.

pół remontu za nami ;)

Poprzedni weekend był baaardzo pracujący.M. już w piątek przygotował wstępnie pokoik dziewczynek do malowania,a Karolka została zaproszona do swojej koleżanki na piżamową imprezę.Zawiozłam więc ją rano i choć z wielkim bólem zostawiałam wiedząc,że w ten weekend mało spędzimy czasu to z drugiej cieszyłam się,że ona była taka szczęśliwa móc pobyć ze swoją przyjaciółką.z drugiej strony ta ich przyjaźń to ciekawa sprawa.

My mamy poznałyśmy się raz przypadkiem  ośrodku zdrowia na szczepieniu.Karolinka miała wtedy około ośmiu miesięcy,a Kasjanka 10.Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy nawet,że mieszkamy na jednym osiedlu.Po jakimś czasie spotkałyśmy się znów,tak przypadkiem,a nasze dziewczynki się polubiły.Przy każdym przypadkowym spotkaniu dziewczynki były sobą zachwycone,a u Karolinki to było szczególne ze względu na to,że jako maluch nie przepadała za innymi dziećmi w swoim wieku,wolała starsze,ewentualnie sama się bawiła,a z Kasjanką było inaczej.Kasjanka poszła do przedszkola jako 3 latek i nie mogła się doczekać kiedy Karolka tam przyjdzie już jako cztreolatek.Potem było tak,że jak była Kasjanka Karolinka była zadowolona jak nie było Karolinki,Kasjanka stawiała opory w zostaniu w przedszkolu itd.

Dziewczynki się odwiedzały,chodziły do siebie na urodziny i nagle rok temu rodzice Kasjanki podjęli decyzje o wyprowadzce się do innego miasta.Niedaleko30 km,ale już nie obok…Karolka bardzo cierpiała,dobrze,że był to już ostatni rok w przedszkolu,ale i tak musiała odnaleźć się w świecie bez Kasjanki.No i mimo przeprowadzki przyjaźń trwa.Czasem myślę jak długo tak będzie,ale fajnie by było gdyby zawsze były dla siebie ważne.Tak więc Karolinka poprzedni weekend spędziła z przyjaciółką,a Agatka choć tęskniła za Karolcią i często pytała gdzie jest,a ja jej mówiłam,że została u cioci to mówiła: oj musimy po nią wracać,to z drugiej też strony miała mamę tylko dla siebie od już dłuższego czasu i to też było fajne.

Pokoik został pomalowany,upały były nie do zniesienia,ale M. dał radę.Biureczko stanęło na miejscu,meble poprzestawiano,poczuło się świeżość i…to,że w pokoju mieszka uczennica ;)

Czekamy jeszcze na zamówione krzesełko do biurka,ale Karolka czasem bierze to nasze i siada sobie i maluje przy swoim biureczku.

Teraz jeszcze rodzice pomalują swój pokój.Najprawdopodobniej w tym tygodniu,z dziewczynkami posiedzi babcia.

Upały były ogromniaste,po ponad 30 stopni w cieniu.W środę pojechaliśmy nad jezioro,dziewczynki się pochlapały,lubię tak z nimi być choć wciąż jeszcze ciężko mi przebrnąć te dni od pon,do czwartku gdy mam tego czasu tak mało…

A na koniec kilka najnowszych powiedzonek Agatki:

Podczas mycia zębów Agatka się kręci,odwraca,wreszcie wychodzi z łazienki:Ja do niej:hej!Myjemy teraz zęby!Nie wychodzimy jeszcze z łazienki!Na co Agatka:A ty co?Nie rozkazuj mi! :) To powiedzonko często pada miedzy dziewczynkami gdy któraś zaczyna dominować w zabawie :)

Zrobiłam ostatnio do jedzenia pomidory,pokroiłam je w plasterki i położyłam na nie cieniutko pokrojoną cebulkę.Agatka uwielbiająca makaron,skojarzyła sobie cebulkę z makaronem nitki i pyta czy to rosołek?Ja na to,że nie,że to cebulka a nie makaron,wtedy chciała spróbować,oczywiście było bleee ;) ale po pewnym czasie był rosół,a Agatka zerkając w miseczkę pyta:z cebulką czy makaronem? :D

Przy wieczornej modlitwie Ojcze Nasz gdy padają słowa:chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, Agatka zaczyna mówić:dla mnie,dla Kalinki i dla ciebie mamo i tato :)

A jutro mamy spotkanie.Z kimś z kim nie widzieliśmy się ponad 7 lat…ale to innym razem :)