Styczeń 2013
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8831
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 262

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2013

nie,nie,nie!bunt dwulatka czy charrrrakter Agatki? :)

Słodkie są dzieci,kochane,cudowne,śliczne…gdy śpią! :) To taki żart :) Bo tak naprawdę rodzicielstwo,takie świadome jest wcale nie łatwe,choć serce wypełnia po brzegi miłość do smyka to są momenty,że ma się dość…

Agatka od początku pokazała nam,że z nią to łatwo nie będzie ;) M. gdy była jeszcze noworodkiem nazwał ją szefową-najmłodsza rządzi wszystkimi! :) Karolinka nad życie kocha siostrę,ale więcej rodzeństwa to ona już nie chce :D

Agatka walczy o swoje zawsze i mimo iż dla mnie mamy wychowującej nie jest to łatwe to jestem dumna,że ma swój charrrrakter ;)

Od kilku dni wszystko jest na nie.Nie ze złością,nie ze śmiechem,nie z płaczem…Kocham Cię Agatko!-mówi mama.Nie!-odpowiada Agatka…ale ja i tak Cię kocham!-Nie!-Jesteś fajna,wiesz?-Nie!-Przytulisz się?-Nie!-Dasz buziaka?-Nie! Taka to nasza prawie dwulatka…nawet jak coś chce na początku jest nie,potem spuszcza oczka i kiwa główką,że tak :) Rano gdy się obudzi od razu woła:siukni siukni żeby jej założyć spódniczkę lub sukieneczkę.Idzie do szafki i wybiera sama,bo oczywiście ta co mama chce założyć jest na nie…dziś przewraca wszystko w szafce,a mama przynosi sukieneczkę z szafy,pytam:może tą?-Nie! odpowiada Agatka choć widzę po oczkach,że się podoba.To którą?-pytam.-Tą!-woła śmiejąc się Agatka i pokazując na tą którą mama właśnie przyniosła :) ale najważniejsze, że wybór był jej :)

Agatka lubi się przytulić,ale wtedy gdy ona chce,za to jej małe bose nóżki uwielbiają ganiać po całym domu.Uciekać!-woła,gdy tylko chce by ktoś ją poganiał,by wołał,zjem cię,zjem cię,a ona w nogi i się śmieje!Droczy się z Karolinką,weźmie zabawkę którą oczywiście Karolka też chce i podaje ją siostrze po czym gdy Karolka wysunie rączkę Agusia w nogi…a jak mnie przy tym nie ma to przybiega oczywiście od razu do kuchni i skarżąc woła:Kalo Kalo zabiela! Mały łobuziak!!!! :)

Agatka ostatnio też często na jakąś odmowę reaguje płaczem.Od razu łaaa,łzy jak groszki i idzie kładzie na łóżko do Karolinki.Gdy się za nią pójdzie i tłumaczy dlaczego czegoś nie może dostać,lub czegoś zrobić to tupie nóżkami i woła:nie,nie,nie!Ale gdy się ją zostawi to po chwili przychodzi i jakby już o niczym nie pamięta…

Dziś Karolinka narysowała rysunek który chce wysłać dla swojej koleżanki.Agatka nie chcący troszkę go popisała,to była sekunda gdy zobaczyłam długopis w Agatce łapce i już kreśliła kółeczka i zawołałam:Agatko tu nie!Agatka rzuciła długopis poszła do kącika i płacze…Agatko już dobrze,nie płacz,to rysunek Karolinki,chce go wysłać koleżance dlatego nie chce byś po nim malowała.Oczywiście usłyszałam:Nie!-Ale Agatko Karolinka się nie gniewa nie płacz już.-Nie!-Jest Ci smutno?-Nie!-Choć Cię przytulę.-Nie! łzy kapią jak z konewki,serce mamy się kroi,ale odpuszcza,siada na łóżko,po czym przybiega Agatka i rzuca się w ramiona…Cała Agatka…

Kocham ją,szalenie ją kocham,jest taka wyjątkowa w swym charakterze.Pamiętam,że Karolcia też czasem płakała,złościła się,ale gdy jej tłumaczyłam,ona przystawała na moje,z Agusią już tak łatwo nie mam :)

Agatka też jest taka ciekawska,tu chce się wspinać,w kuchni muszę uważać bo po wszystko sięga czy duże czy małe czy pełne czy nie…wystarczy się odwrócić…dlatego nauczyłam się już wszystko stawiać dalej.Karolinka też tak nie miała ;)

I nie piszę tego by porównywać która jest lepsza,która grzeczniejsza.Piszę po to by kiedyś one same przeczytały jakie były,by kiedyś pośmiać się z tych różnic,bo mimo iż one tak inne,moja miłość do nich taka sama,po prostu nie do opisania :)

Przetrwamy bunt dwulatka,choć czasem moja cierpliwość też dochodzi do granic…ale taki to Agatek,nasz Gagatek z charrrakterem :) Nasz ósmy cud świata :)

małe rączki potrafią :)

Ostatnio trwa jakiś ciąg gdy tata ciągle w pracy… a jak jest to biegamy,sprzątamy,robimy zakupy…ufff czasem codzienność może przytłoczyć :/ ale… ale nie trzeba się poddać tym gorszym dniom jakie mają raczej tylko dorośli,bo dla dzieciaczków każdy dzień jest inny,każdy jest wyzwaniem,każdy czegoś uczy.

Karolka mimo iż mama musi ugotować obiad,trochę ogarnąć choć z grubsza bałagan,zająć się też młodszą siostrą to się cieszy z ferii i twierdzi,że się nie nudzi.

Wczoraj postanowiłam mimo nieobecności M. postanowiłam zrobić z dziewczynkami ciasteczka.Trochę się obawiałam,bo czasem nagle coś wyniknie i trzeba wszystko rzucić by posprzątać itp.Plusem było to,że samo ciasto na ciastka było trzeba wyrobić wieczorem i na noc schować do lodówki.Przepis z wypożyczonej z biblioteki książki Przepisy Martynki :)

Tak więc po śniadaniu zabrałyśmy się za wałkowanie i wycinanie ciasteczek.Okazało się to bardzo fajną zabawą,bo ciasto super,nie brudzące ;) nie klejące tylko super się formujące.Wycinały ciasteczka zarówno rączki większe jak i mniejsze :)

Tak więc pierwsze wspólne pieczenie z moimi dwoma córciami mam za sobą :)

A na koniec dwie anegdoty też z wczorajszego dnia.Agatkę ciężko namówić na jakikolwiek owoc i mówię wczoraj do niej:

Agatko zjesz jabłuszko?-Nie!-A banana?-Nie!-A kiwi?-Nie!-Agatko dlaczego nie chcesz jeść żadnych owoców?-Adzia owoc!-Chcesz Agatko owoc?-Tak!-To co chcesz jabłuszko,banana,kiwi?-owoc!!!-ale owoc to właśnie jabłuszko,banan albo kiwi!-Adzia owoc!!!!! i płacz,no bo owoc Agatka by chciała ale nie jakiś konkretny. :)

Karolinka zobaczyła w sklepie zeszyty z księżniczkami i syrenką,spytała mnie czy jej kupię.W domu otwiera zeszyty i mówi o ten jest w kratkę a ten w paski :) (chodziło o linie)  :)

o trudnych pytaniach i o tym jak wiele może zdziałać słowo:ploseeee

Chciałam dziś napisać o rysunkach Karolinki,o ich magii i chciałam kilka wkleić,ale serwer nie chce,mówi mi,ze niedozwolony typ pliku :( szkoda,ale jeszcze popróbuje,ale już nie dziś,już późno,cisza w całym domu,więc pomyślałam,że napiszę o czymś co w ostatnich dniach było dla mnie trudnym tematem.

Karolinka któregoś dnia przyszła z przedszkola i zaczęła mnie wypytywać co to jest za choroba-rak.Na początku oczywiście lekka dekoncentracja,co powiedzieć żeby zrozumiała.Nie zbywam jej nigdy,jak nie wiem to mówię,że nie wiem i razem szukamy informacji.Powiedziałam jej,że to ciężka choroba i może dotknąć wiele organów naszego organizmu.Wtedy Karolinka powiedziała,że pani Monika (pani z przedszkola) powiedziała im,że taki wirus atakuje tkanki naszego organizmu i chorujemy.No tak…cała Karolinka,dużo bierze do głowy,co usłyszy przeżywa bardzo…spytałam się jej czy rozmawiali w przedszkolu o chorobach wtedy powiedziała,że nie,ale korespondują z różnymi dziećmi z innych przedszkoli i także wysyłają jako przedszkolaki listy do dzieciaczków ze szpitala i dostali odpowiedź i był tam między innymi chłopiec chory na raka.No,ale w sumie tego dnia więcej tematu nie było.

W dzień babci pojechalismy na cmentarz do mojej mamy.Wracając Karolinka zaczęła pytać:mamo a może być rak oka?Chyba może -odpowiedziałam

-a nogi?

-tak może

-a żołądka

-może…

-a czego jeszcze?

-Karolinko wszystkiego…to choroba która może zaatakować różne części organizmu..

-serce też?

-nie chyba serca nie choć sama nie wiem…ale krwi może być, właśnie babcia Adelka miała raka kri który nazywa się białaczka,dlatego zmarła…

-aha-temat się urwał

Kolejny dzień.Mamo a powiesz mi jakie są choroby?Karolinko jest mnóstwo chorób.Ale jakie najczęściej,rak?Boże skąd jej ten rak tak w tą główkę wszedł-pomyślałam.Nie nie tylko rak Kochanie,jest dużo innych też,ale proszę nie rozmawiajmy  o tym …-poprosiła,tematu nie było.

Kolejny dzień.Przewijam Agatkę,w tv leci bajka,jakiś żółw pływa,do pokoju wpada Karolka i woła:a co ten żółw tak oczy mruży?Ma raka oka? Przestań!-krzyknęłam :( Karolka się rozpłakała…zebrałam myśli-po co ja krzyczę?Jakbym bała się,że to o czym mówimy do nas przyjdzie???Głupie dorosłych myślenie,to tylko dziecko…

-Przepraszam Karolinko..

-mamo bo ja nie wiedziałam dlaczego ten żółw mruży oczy…

-wiem Karolinko,ale z chorób nie trzeba żartować…(sama nie wiem dlaczego…?)

-ok mamo-odpowiedziała Karolinka.

Są tematy które ciężko dorosłym przechodzą przez usta…bo może mają zbyt wiele już nawciskane w głowę?Bo jak wspominałam może boją sie o nich mówić,bo przyjdzie,bo coś się stanie…a jak zamknę oczy,a jak zamknę usta to świat zniknie?Nie…sama nie wiem czemu tak głupio zrobiłam…

////////////////////////////////////////////////////////////////////

Chciałam jeszcze napisać o magicznym słowie proszę którego magiczne znaczenie poznała Agatka.Bawię sie z dziewczynkami jest ok.,wychodzę do kuchni już kłótnia bo ona wzięła,bo ona zabiera…a jak coś nie tak to Agatka w płacz i oddaj!!!Nie Agatko nie wolno zabierać-tłumaczę po raz setny.Nauczyłam już Karolkę dawać siostrze jakiś podobny zamiennik na to co chce od niej wyrwać,ale nie zawsze skutkuje.Tym razem płacz,bo konik ten co ma Kalo chce Adzia…Powiedziałam wtedy:Agatko wyrywać nie wolno,ale może trzeba powiedzieć proszę!Może wtedy Karolinka da :) No i Agasia podeszła do Karolinki i powiedziała:plosieeeeee i Karolinka dała,och szczęście było wielkie.Teraz Agatka jak chce bajkę mówi:plosieee mamo… :) jak chce bułeczkę mówi:plosieee,jak chce to co Karolinka też mówi plosieee tyle,że Karolinka zaczęła być tym podirytowana bo plosieee zaczęła słyszeć co 5 minut do każdej zabawki którą bierze :)

Och jak to nie zawsze łatwo jest być mamą :)

ferie

No i mamy kolejne ferie.Przedszkole w małych mieścinkach ma właśnie takie zalety czy rodzice mają z kim zostawić dzieci czy nie ferie i 2 miesiące wakacji są i tyle :) Na szczęście mama wciąż na wychowawczym więc Karolka szczęśliwa, ze wolne, że można dłużej pospać (choć jakoś wstaje bez problemu sama o tej samej porze ;) ) no i że błogie lenistwo,bo z mamą w domu :)

Lubię nasze chwile gdy mam je w domu razem,choć czasem jest to naprawdę spore logistyczne wyzwanie,bo niestety większość tego czasu sama z nimi,a na dworze wielki mróz więc nawet wyjść trudno na razie,ale dajemy radę.Trudne są te momenty gdy nagle zaczynamy jakąś zabawę a Agatka chce biegać,chce uciekać,chce się chować…no bo jeszcze inaczej patrzy na wszystko :) ale… mama coś zawsze wymyśli,to namiot z koców zbuduje,to plastelinę wyciągnie,albo farby i zawsze na jakiś czas zajęcie wspólne jest :)

W poniedziałek byliśmy na zabawie choinkowej zorganizowanej przez burmistrza naszego miasteczka.Fajnie było,bo impreza zorganizowana w restauracji,sporo miejsca,a panie z Gminnego Ośrodka Kultury też fajnie wszystko zorganizowały.Karolinka była Indianką, a Agatka tygryskiem :) kilka dni wcześniej natrafiłam na taki strój w używankach i kupiłam za grosze…a radości było,bo Kubuś Puchatek to ciągle wielki idol Agusi,a tygrysek to przecież jego kumpel.Specjalnymi fabami namalowałam wąsiki i nosek,tygrysek wzbudzał ogólne rozczulenie i uśmiech na twarzach :) A Karolka jak to prawdziwa Indianka też miała pomalowaną buzię i piórka w sukience :) Najważniejsze,że dzieciaczkom się podobało.

Wczoraj natomiast wypadł drugi ząb Karolince :) no i oczywiście w nocy przyszła znów wróżka zębuszka,tym razem zostawiając 3 zł pod poduszką :) no pierwszy był najdroższy ;)

Ostatnio dziewczyny ciągle coś plączą w mówieniu i wychodzą im śmieszne rzeczy,np wczoraj wieczorem po naszych zabawach był niezły bałagan w pokoju.Powiedziałam więc do KArolinki,że czas już posprzatać na co ona: no tak,nawet bez zęba sprzątać trzeba :)

Agatka za to gdy zjedliśmy śniadanie wstała od stoliczka mówi:jus!!! na co ja spytałam:a co się mówi po jedzeniu?Agatka na to:pseplasam… :) oczywiście wywołała tym u nas śmiech i dziś też po jedzeniu za każdym razem było pseplasam byśmy się śmieli :)

Agusia zaczęła też już ładnie wymawiać ś i ć lub ci si w wyrazach i ładnie powie babcia,kapcie,siano,choć,mieć itp. No i przez to,że siostrę ma teraz więcej niż na co dzień gdy chodzi do przedszkola to czasem walczy o uwagę mamy i gdy podejdzie i coś mi pokazuje a ja jeszcze chwilę coś kończę mówić Karolince woła głośni:ejjjj!!!lub ej ejjjjj!!!Czasem gdy Karolinka też zrobi coś co jej się nie spodoba też krzyczy:ejjjjj!!!!Często zaczęła mówić:no właśnie!ale to chyba mama tak mówi ;) Czasem gdy się słucha takiego malucha można usłyszeć siebie.

Dziś za to pojechaliśmy do sali zabaw,do basenów z piłkami i różnych dmuchańców,tam już coraz fajniej łapią dziewczynki wspólną zabawę,chodzą razem w labiryntach,”kąpią” się w piłeczkach.

Rosną moje Skrzaty…

Jasełka

Pięknie dziś wyglądałaś córeczko!!!Miałaś największe skrzydełka i byłaś tak z tego dumna…inne aniołki ciągle je podziwiały.Dziwne to dla mnie bo zawsze dziękowałam Bogu,że nie jesteś aniołkiem,że jesteś tu z nami,że mogę się Tobą cieszyć.Bycie aniołkiem ma dla mnie bardzo osobiste znaczenie.

Ale dziś były jasełka z okazji dnia babci i dziadka w Twoim przedszkolu.Byłaś tak przejęta,a jednocześnie podekscytowana :) Swoją rolę powiedziałaś pięknie,wyraźnie,nawet później jedna Pani powiedziała,że chyba zostaniesz aktorką :)

Powiedziałam Ci to gdy wracałyśmy z przedstawienia,a Ty się śmiałaś:mamo przecież ja chcę zostać położną,przecież wiesz!Uśmiechnęłam się a Ty spytałaś:będziesz płakać z tego powodu? Wtedy się zaśmiałam i powiedziałam że to nie ważne kim będziesz,byle byś była szczęśliwa.Ty wtedy powiedziałaś do mnie:przecież mówiłaś mamo,że położna to fajny zawód?Tak fajny- odpowiedziałam-ale też niezwykle trudny…jeszcze jesteś zbyt mała by tłumaczyć Ci dlaczego,ale zobaczymy co jeszcze się zmieni ;)

Uwielbiasz też kosmos.Ostatnio od dziadka na urodziny dostałaś pieniążki by sobie coś kupić i mimo iż marzy Ci się lalka Monster High to wypatrzyłaś konsolę o układzie słonecznym,gdzie zapalają się planety,a lektor o nich opowiada…ale byłaś szczęśliwa gdy ja kurier przyniósł. :)

Jesteś też taka wrażliwa,bardzo delikatna…w przedszkolu bardzo bierzesz do siebie uwagi kolegów lub koleżanek choć często są wypowiedziane bez zastanowienia…martwi mnie to i chciałabym Cię wzmocnić,ale…ja chyba sama taka jestem…mam nadzieję,że spotkasz na swej drodze dobrych ludzi Kochanie.

Patrzyłam dziś na Ciebie mój Jasełkowy Aniołku i byłam z Ciebie bardzo dumna.Kocham Cię.

ona jest!one są!!!

To będzie kolejny wpis pod tytułem z moich wspomnień.Wpis dedykowany tym wszystkim którzy nie wierzyli,którzy powiedzieli czasem za dużo tego czego może nie powinnam usłyszeć,choć stało się wszystko wszystkiemu na przekór,jak dobrze!!!

Karolinka

Tak bardzo pragnęłam jest przyjścia na świat.To jej udało się zostać w moim brzuchu,pod moim sercem po tych wszystkich przejściach.To dzięki niej poczułam jak to jest mieć brzuch ciążowy,jak to jest czuć ruchy maleństwa,jak to jest cudownie podglądać jej maleńkie życie we mnie na monitorze usg.Strach był ogromny,ale i nadzieją wielka.Zbliżały się święta,miały być nasze takie spokojne,M.ja i nasz brzuch :) Gdy kilka dni przed trafiłam do szpitala ze skurczami nie obchodziło mnie,że spędzę tę wigilię w szpitalu,liczyło się by moje maleństwo zostało pod moim sercem i wydawało się że udało się niby wyciszyć,pacjentki z sąsiednich łóżek wyszły na święta do domu,przyjechał M. zapowiadało się spokojne popołudnie,Karolinka mocno kopała,cieszyliśmy się tym gdy nagle…nagle krwotok,M.wybiega po położną a jej nie ma!Poszła na chwilę na inny oddział,wtedy pani zmywająca podłogę powiedziała:spokojnie zaraz wróci,najwyżej pani urodzi…na co ja do niej:ale ja mam termin na marzec nie na grudzień…wtedy pani rzuciła mopa i popędziła po położną.Wtedy zaczęła się ciągła gonitwa,usg,sala porodowa,kroplówka i czekanie,że może stan się zmieni…wtedy usłyszałam jak położne szepczą między sobą:szkoda jej,akurat tak przed świętami się jej to trafi,jeszcze taka mała ta ciąża…a ja podłączona do ktg słuchałam tylko bicia serduszka bo może to ostatni raz,a może one wcale nie i mnie mówią…to było straszne :( potem kolejne badania i tylko krzyk:będzie cięcie!!!Zbiegło się tyle ludzi,zaczęli mnie przygotowywać,sto pytań,przebieranie,przewożenie,znieczulenie…ale ja wszystko czuję!nie możliwe! pani się zdaje!Możliwe czuję jak chcą mi rozciąć brzuch,wtedy mówią,proszę podnieść nogi,ja podnoszę!Jak to możliwe poszło przecież znieczulenie,potem za mną krzyk:tętno dziecko zanika i przyłożono mi maseczkę do twarzy…zasnęłam…bałam sie obudzić.Pamiętam,że zanim zasnęłam ciągle myślałam Boże jak to możliwe,Boże miej ją w swej opiece,Boże to nie tak miało być,miał być wspólny poród,pierwszy krzyk na który czekałam,ona miała żyć!!!

Pierwsze słowa po przebudzeniu były:ma pani córeczkę,ale nic więcej nikt mi nie powiedział,przewieźli mnie na salę,wreszcie M.!Jak dobrze,że jest.Przychodzi położna z patologii ciąży:mówi,że M. może iść porozmawiać z neonatolog,do mnie mówi:widziałam ją!jest śliczna!To były piękne słowa.Kończąc dyżur ta sama położna przyszła się do mnie pożegnać życząc wszystkiego dobrego.

Potem przyszedł M.mówił o stanie malutkiej o tym jak jest maleńka,właśnie jak Pomarańczka.Pani neonatolog nie potraktowała go na początku zbyt miło…wzięła nas za gówniarzy,ale potem gdy zobaczyła łzy M. gdy zobaczył malutką trochę zeszła z tonu.Wiem,że ta pani neonatolog zajęła się dobrze Karolinką nim przyjechała karetka zabrać ją do specjalistycznego szpitala,ale ta pani odebrała mi też odwagę bym spokojnie mogła kiedyś pomyśleć o rodzeństwie.Ona powiedziała nam wtedy,że mamy szczęście,że Karolinka jest w takim stanie i że z naszym wywiadem to my nie powinniśmy ryzykować by mieć dzieci,w dodatku nie wiadomo jeszcze co będzie z Karolinką…

W między czasie przywieźli na salę dziewczynę która też urodziła córeczkę był z nią mąż,przynieśli jej dziecko…zaczęli dzwonić ze swoją nowiną do wszystkich,a mi robiło się słabo…po chwili przyszli jej rodzice,a ona do nich:słyszeliście,jakaś dziewczyna urodziła kilogramowe dziecko,ciekawe czy przeżyje,położne mi mówiły…po czym chyba zorientowała się spoglądając na moje opuchnięte oczy,że chyba jest coś nie tak,zmieniła temat…Przyszedł M. mówię,że mi słabo…zawołał położną,dała mi tlen,ale ze zrozumieniem przewiozła tamtą dziewczynę na inną salę,a ona wyjeżdżając powiedziała do mnie:będzie dobrze…no tak,ale bolało.

Potem były 3 dni trudnej rozłąki bo ja zostałam w szpitalu w którym urodziłam,Karolkę zabrano 100km dalej…miałam jej zdjęcie które zrobił M.jak ją zabierali,modliłam się do tego zdjęcia,jeżeli udawało mi się zasnąć to miałam je przy policzku,tak się bałam…

Potem było pierwsze spotkanie.Wchodzimy na OIOM a tam oddziałowa od razu atakuje mnie:gdzie pokarm dla dziecka?!Nie wiem co mam odpowiedzieć,nikt mi nic nie mówił żeby przywieść,zresztą ledwie dzień wcześniej pokazało się go dopiero kilka kropelek.Łapiąc mnie za piersi mówi,ze powinnam iść ściągnąć pokarm,ale dobrze najpierw pielęgniarka pokaże nam dziecko!Masakra!

A ona taka tycia,taka nasza i ten ból,że jest tu,a nie w moim brzuchu :((( potem mam spotkanie z miła panią od laktacji która mi tłumaczy jak ściągnąć pokarm,ale na początku pyta mnie:a jaki jest stan dziecka,bo nie wiem czy warto rozkręcać laktację…co ja roztrzęsiona matka miałam jej powiedzieć,co???????

Dziś bym powiedziała:Warto!!!Dziś bym powiedziała tym szepczącym położnym:zobaczcie ona jest i to był najpiękniejszy mój gwiazdowy prezent!Pani neonatolog pokazałabym dziś Karolkę i powiedziała,proszę to ona,cała i zdrowa,ta kilogramowa kruszynka i wie pani coś jeszcze!Tu jest jeszcze Agatka!Tak też ciąża poprzedzona poronieniem,ale ona zdrowa,donoszona,urodziła się z wagą 3960!One są-widzi pani!!!

Agatka

Agatkę wyjęły ręce lekarza który robił mi zabieg po pierwszym poronieniu.To był jedyny lekarz który potem bardzo ciepło do mnie podszedł,gdy się obudziłam po narkozie,cała obolała z bólu jaki został w moim sercu przyszedł i wziął mnie za rękę i powiedział:jeszcze będzie pani miała dzieci,może nawet ośmioro… :) pamiętam to,choć uciekłam wtedy do innych lekarzy z większych miast bo może wiedzą lepiej,bo może lepiej pomogą…a z ciążą z Agatką wróciłam.Gdy wieźli mnie na salę operacyjną wciąż miałam zakodowane,że powiem dla anestezjologa,że chcę by mi podał znieczulenie ogólnie,trudno nie usłyszę pierwszego krzyku,ale nie chciałam znów przeżywać podwójnego znieczulenia.Miła pani namówiła mnie jednak na znieczulenie zewnątrz oponowe i będę jej za to do końca życia wdzięczna bo usłyszałam wtedy ten pierwszy upragniony krzyk,wrażenie nie do opisania…ręce lekarza uniosły ją nad kotarę i powiedział:dzień dobrzy,jestem!Nie umiałam nic odpowiedzieć,łzy płynęły po bokach.Było normalnie,aż się bałam tej normalności…

Pamiętam też jak mój tata po drugim poronieniu powiedział do mnie:a może wy nie możecie po prostu mieć dzieci?Nie odpowiedziałam nic,choć powinnam powiedzieć,że tego po prostu się nie mówi córce…dziś ma dwie wnuczki i chyba mało zdaje sobie sprawę jakim są cudem…ale ja wiem,my wiemy.

One są.Moje córeczki.Gdyby mnie ktoś spytał:czym jest szczęście,bez wahania odpowiedziałabym-nimi,moimi dziećmi.

czego się boję

Agatka śpi,jej miarowy oddech jest jakby oddechem świata,mojego świata.

Karolinka też śpi,jakże kiedyś bałam się o jej oddech…jej oddech jest moim życiem,ona jest moim życiem,jak dobrze,że jest.

Patrząc na nie czuję się bezpiecznie,gdy są przy mnie czuję się bezpiecznie,gdy patrzę w ich oczy czuję jak moje serce wypełnia się miłością do nich.

Wszystkiego jednak czego doświadczyłam,czego dotyk poczułam na własnej skórze czyli moje poronienia i przedwczesny poród Karolinki sprawiły,że czasem tracę to poczucie bezpieczeństwa.Czasem boję się uwierzyć,że już jest dobrze,że tak już zostanie.

Pamiętam tak dokładnie ten czas gdy mała Karolinka walczyła o życie,gdy szpital był miejscem prawie jak  nasz dom, ale wcale nie bezpieczny, często pełny strachu, bólu, bezsilności.Tak chyba najgorsza jest ta bezsilność gdy własne dziecko cierpi a Ty byś oddał życie by wszystko mogło się zmienić. W tamten czas czułam się tak jakby żadnego życia wokół mnie nie było. Nie ważna była polityka, rozgłos gwiazd, pęd dnia codziennego. Bolało gdy musiałam wychodzić od niej, ze spoconymi od strachu dłońmi wracałam zawsze by zobaczyć czy nic złego się nie wydarzyło. To był trudny czas a zarazem bardzo też wyjątkowy,bo mogliśmy patrzeć na nasz cud który dokonywał się każdego dnia,patrzeć na siłę naszej córeczki która wbrew tego co mówili lekarze szła na przód. Pamiętam zapach OIOM-u,ten chłód korytarza, dźwięk maszyn, rodziców z zapłakanymi oczami przy inkubatorach…

Niby to było kiedyś,niby już wszystko za nami a mimo to wciąż siedzi we mnie i przy mało odpowiedniej sytuacji wylezie i nagle czuję gulę w gardle i brak tchu.

Chyba boję się czuć w pełni szczęśliwa, by tak w razie czego nie zapeszyć, by było jak jest, by one były.Tak wymodlone, tak wywalczone są.

Mam świadomość,że gdzieś tak toczy się kolejna walka o życie i o zdrowie malca. Wiem,że mój skrajny wcześniak miał szczęście, że tak wiele nas ominęło, że chodzi, że pięknie mówi, że słyszy, że widzi, wiem, że wielu to nie jest dane. Wyszliśmy z „tamtego świata” już 6 lat temu a jednak wystarczy zamknąć powieki by widzieć wszystko dokładnie jakby było wczoraj i chyba nie o to chodzi, że chcę zapomnieć, bo to część mojego życia.Tylko chciałabym móc już tak się nie bać,mieć pewność,że nic im nie grozi, że będą zawsze zdrowe… to trudne.

hmmm,aha,ojej :)

Agusia się rozgaduje i jest to niesamowite i poruszające.Coraz więcej słów łączy np.choć tu,daj mi,ostatnio gdy wstałam z łóżka i chciałam iść do Karolinki usłyszałam głośne wyraźne wołanie za mną:mama kapcie!co oznaczało,że zostawiłam przy łóżku kacie i powinnam je założyć :)
Na buźce Agatki malują się też różne emocje,rozpoznaje na obrazkach w książkach czy ktoś płacze,czy jest zły,czy wesoły.Czytając książeczki często też zmieniam głos różnych bohaterów Agatka wtedy wydyma usteczka,podnosi brwi jakby się wczuwała w historię :)
Ale ostatnio fajne jest to,że np gdy Agatce coś spadnie,lub Karolince to Agusia mówi:ojej!Gdy czegoś nie rozumie a ja jej wytłumaczę mówi:aha! :) lub jak jej coś wytłumaczę a ona dalej nie bardzo rozumie mówi:hmm? :) Często też podając mi coś mówi:psosie co znaczy proszę, ale jak proszę ją by za coś podziękowała bo ktoś coś jej dał to się bardzo zawstydza :)
Dziś Karolinka poszła do babci na noc.Kiedyś częściej chodziła i dziś sobie przypomniała,że dawno już nie nocowała i przyszedł dziadek i zabrał saneczkami.Agusia patrząc jak siostra pakuje piżamkę,majteczki itp wzięła drugi plecaczek i też zaczęła się pakować :) ale oczywiście została z mamą.
M. niestety w pracy 24h…dobrze,że jutro będzie.Czasem sobie próbuje przypomnieć jak to było gdy nie było naszych Perełek,co my robiliśmy z wolnym czasem? I nie mogę sobie przypomnieć,bo nie wyobrażam sobie już bez nich życia.

mamusiowe troski i radości

Posiadanie dzieci to nie reklama w tv uśmiechniętego bobasa z radością wcinającego zupki gerbera,to też nie jest spokojny sen przez całą noc w pieluszkach pampers,ani mama mająca 1000 pomysłów na obiad które same wyskakuję z szuflady…

Posiadanie dzieci to życie,a ono przynosi różne chwile.

Np. ostatnio Agusia obraziła się na jedzenie,powoduje to bezsilność mamy której wyczerpują się pomysły w głowie jak dać małemu szkrabowi te wszystkie składniki potrzebne do rozwoju gdy zupki nie chce,owoców nie chce,mięska nie chce… mama czasem bierze 10 głębokich oddechów i znika w kuchni i szuka i próbuje może to,a może to jednak zje?Ale czasem mamie 10 oddechów nie pomaga bo gdy trwa to kilka dni to czasem mama zniknie w łazience by trochę pochlipać…

Potem oczywiście robi omlecika z jabłuszkiem który wie,że w większości zniknie z talerzyka,ale co z resztą???Tak mama ma swoje troski z których z czasem dzieci wyrastają,bo pamiętam jak Karolinka też czasem czegoś nie chciała,apetyt i smaki zmieniły się jej o 180 stopni gdy poszła do przedszkola,ale takich problemów z niejedzeniem to nie było dlatego mama czasem się martwi.

Agusia ogólnie to żywioł radości i energii,gdzież tam by tracić czas na jedzenie.Agusia kocha mamę i wiem,że celowo tego nie robi,no ale…mama już tak ma…na szczęście więcej trosk mama nie ma i chyba o tym najbardziej powinna pamiętać,bo nieprzespane noce też kiedyś minął :) bunt na mycie główki też już niemalże opanowany ;)

Mama ma też wielkie radości jak np wtedy gdy Karolinka przygotowuje się na Jasełka i swoją nie krótką rolę umie już niemal po 15 minutach,a za nią krok w krok po pokoju chodzi Agatka i prawie słowo w słowo powtarza ten sam wierszyk bo widzi,że mama chwali to ona też chce :)))

Mama wyciągnęła długą biała sukienkę Karolinki by przymierzyć czy nada się dla jasełkowego Aniołka i…kiedy ten Aniołek miał ją ostatni raz na sobie???Aha na chrzcinach młodszej siostry…kiedy to było…?3 lipca 2011 to chyba trochę dawno,więc mama nie powinna się dziwić,że sukieneczka mała a jednak zastanawia się jak ten czas uciekł.

Agusia drepcze wokół Karolci której mama zakłada sukieneczkę,skrzydełka,aureolkę…mama,mama,Adzia!!!Co znaczy,że Agatka też chce taką sukieneczkę.Mama wyciąga wszystkie Agatkowe sukieneczki,ale żadna się nie podoba,bo ta na pierwszy rzut oka jest taka wyjątkowa…:)))) Mama zdejmuje więc Karolince,zakłada Agatce…sukienka do ziemi,ale Agatka dumna…być jak siostra!-cel osiągnięty ! :)

Patrzę na nie gdy razem oglądają bajkę,patrzę na nie gdy razem coś malują,gdy się bawią,gdy śpią…moje dziewczynki.Uwielbiam być ich mamą.

moje córeczki

Nasz dom naprawdę tętni życiem!!!To słychać co chwila gdy nagle ktoś głośno woła:mama!!!Gdy biegają małe i te większe stópki,gdy się śmieją swym najpiękniejszy śmiechem,gdy się wygłupiają i wtedy gdy nawet się kłócą :)

Moje dziewczynki są niesamowite.Przez czas świąt gdy Karolka była w domu, dłużej nie chodziła do przedszkola zauważyłam jak bardzo się zmieniła,jak „wydoroślała”,jak sama się bawi i jak w tych zabawach używa wyobraźni!Lub siada i maluje,Karolka codziennie robi po co najmniej od 3 do 5 rysunków i czasem są na nich na prawdę niesamowite historie.Lubi też mi pomagać w kuchni,smarować kanapki,pokroić coś łatwego,nakryć do stołu.W wigilię ciągle prosiła by mi w czymś pomóc :)

Agatka za to też tak szybko rośnie!Największym sukcesem jest dla mnie to,że od połowy grudnia Agusia robiąc kupkę korzysta z nocnika!Zawsze zawoła,nawet jak ma pieluszkę,a gdy jej nie ma to siu siu też ląduje w nocniku,choć ostatnio właśnie w sylwestra siedząc u mnie na kolankach oglądała bez pieluszki bajeczkę i nagle poczułam jak robi mi się ciepło jakbym sama się zsikała :) uczucie nie do opisania ;) ale bywa też czasem,że jak się zapomni i kilka kropelek jej poleci to wstrzyma i resztę zrobi na nocniczek.Jest to dla mnie fenomen bo Karolka bała się długo nocnika i było kilka prób jej wysadzania i kilka nocników…i pieluszek się pozbyliśmy około 3 roku życia.I myślę,że to nie jej wcześniactwo miało na to wpływ,ani jej wychowania,musiała przyjść jej pora i tyle,nigdy jej nie poganiałam,ale pamiętam jak niektórzy mówili,że to długo,ale my się nie przejmowaliśmy.Agatce przyszło to troszkę łatwiej.

Wracając do dziewczynek to potrafią się już fajnie bawić,choć jest to jeszcze nie tak często,ale już.Szczególnie lalami lubią się bawić obie,w ganianego,a ostatnio w zapasy na łóżku rodziców.Czasem tak się naśmieję co one wyprawiają,jak się przewracają,jak się przy tym rechoczą…Agatka też we wszystkim małpuje Karolkę i ciągle,naprawdę ciągle się jej przygląda i powtarza.Bawiłyśmy sie ostatnio w szkołę,Karolka pousadzała misie,ona była nauczycielką,ja uczniami.Ona chodziła po :klasie” rozdawała” na niby kartki,książki a za nią ślad w ślad Agatka robiąca identyczne czynności.Oczywiście gdy któryś miś pytał o coś panią to i panią Agatkę też musiał spytać :)

Dziś też były dwie sytuacje gdzie się naśmiałam z Agatki.Pierwsza to gdy skakały po łóżku,ale Karolka sobie rozbiła kolano i płakała.Oczywiście Agatka podnosząc spódniczkę też mówiła:boli,aua,kuku i ją też musiałam głaskać,całować itp. :) a jeszcze odnośnie spódniczek czy sukienek to Agatka nie chce nosić wcale spodni! codziennie tylko się obudzi mówi siukni siukni i muszę zakładać spódniczkę lub sukienkę :)

Druga sytuacja była gdy się bawiłyśmy.Nachyliłam się i Karolka nie chcący uderzyła mnie lalką w brodę.Powiedziałam:auu!I Karolka powiedziała:przepraszam i dała mi buziaka,po czym Agatka wstała,walnęła mnie lalą i patrząc ze skruszoną minką powiedziała:psiam…co znaczy przepraszam i dała buziaka. :) Cała Agatka! :D

Podobnych sytuacji na co dzień jest kilka dlatego nigdy nie są nudne moje dni :) Choć bywam zmęczona,choć są sytuacje,że wyszła bym i poszła sama na spacer by się wyciszyć,ale… zmęczenie mija,samotny spacer pewnie po 5 minutach byłby nudny,więc staram się cieszyć każdą chwilą bo wiem,że mija i już nie wróci…Kocham Was nad życie!!!