Październik 2017
P W Ś C P S N
« wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8665
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 262

Polszczyzna angielszczyzna z uśmiechem

Moje dziewczyny bardzo lubią oglądać program the voice of poland. Agatka ma swoją nazwę programu: de wojsław poland :) oczywiście wywołuje to na naszych twarzach ogromny uśmiech a Karolinka wzdycha: oj Agatko Wojsław to się ze mną uczy :)
Podobno na wiosnę ma powstać także the voice of kids i Agatka również wynalazła na to nazwę. Pyta: mamo a myślisz że jak będzie the voice of kids to też będzie taki mikrofon z ręką? Bo mi się wydaje,że może być mikrofon z króliczkiem. Czemu?-pytam. No bo wiesz kic no kic kic jak królik :)
Po ostatnim angielskim w przedszkolu Agatka mówi:
-wiesz mamo uczyliśmy się dziś warzyw po angielsku i wszyscy się śmieli z pomidora.
-czemu?
-no bo wiesz jak jest pomidor po angielsku: tomatoł! :)))))
Ostatnia sytuacja w przymierzalni w sklepie, Agatka mówi:
- wiesz mamo ta bluzka jest trochę przewidująca… (Czyt.prześwitująca) :)
Angielskiego ciąg dalszy… Karolinka uczy się słówek,potem przynosi mi książkę i mówi,popytaj mnie mamo. Patrzę na słowo: windows i pytam: to jak jest po angielsku winda… :)))))))))

Napuszone policzki

Wrzesień. W tym roku nazbyt deszczowy,chłodny,wieczory już tak szybciej zapadają. Tęsknię już za słońcem a to dopiero początek.

Wróciłam do pracy, dziewczynki do szkoły,przedszkola. Karolinka nawet już pierwszą lekturę zdążyła przeczytać.

Moja nastolatka powoli zaczyna dorastać,choć ostatnio jeszcze wypadł kolejny mleczak. Cera zmienia się,kształty nieco zaokrąglają, nastroje również bywają zmienne. Tak jak kiedyś,gdy urodziła się tak maleńka nie mogłam wyobrazić sobie jej jako większego dziecka,tak teraz czasem myślę jaką kobietą będzie.

Remontujemy dla nieh teraz pokoik, po dziadku… Do tej pory mieszkały razem z Agatką i trochę mi dziwnie,że będę teraz oddzielnie,ale myślę,że nie stracą tego kontaktu,który jest teraz. Karolka potrzebuje jednak już też takiej swojej przestrzeni,spokoju do nauki,a nawet do słuchania muzyki. Cieszy się bardzo z tego pokoiku,a Agatka mimo,że zostaje w wiekszym to ciągle wzdycha,że chciałaby jak siostra… ;)

Mieszkamy bez taty już ponad pół roku…szybko ucieka czas…

Wczoraj oglądaliśmy zdjęcia i na jednym była malutka Agatka. Patrzy na to zdjęcie i pyta: to ja? Tak- odpowiadam. O rety,ale miałam puszyste policzki :))))

Przyglądała się też wczoraj swojemu cieniowi i stwierdza: wiesz mamo w bluzce jestem grubsza :) no zobacz podniosę bluzeczkę to inaczej a w bluzeczce inaczej. W ogóle zależy jak na siebie patrzymy tak różnie wyglądamy. Gdy patrzymi oczami (czyt.patrzymy na siebie bezpośrednio) wyglądamy inaczej,patrzymy w lustrze też inaczej,a jak patrzymy na cień jeszcze inaczej i co jest prawdziwe?

Taką teorię wysnuła wczoraj moja sześciolatka :)

Agatka projektantka

Tym,że moje córcie różnią się od siebie pid wieloma względami mozna zobaczyć niemalże na pierwszy rzut oka. Nie przeszkadza im to na szczęście w rozumieniu siebie,we wspólnych wygłupach,w zabawie,w mieszkaniu we wspólnym pokoju. Nie da się też ukryć,ze Karolinka jest dla Agatki ogromnie ważna i choćby „strzeliła sobie na nią focha” to gdy tylko Karolinka kiwnie palcem pędzi do niej szybciutko.

Agatka najbardziej zaskakuje mnie swoją opiekuńczością, gdy dzieje się komuś coś złego od razu by biegła z pomocą. Uwielbia jak Karolinka muzykę i świetnie zapamiętuje teksty piosenek,które tez czasem śpiewa po swojemu

Agatka tez kocha ubrania… To ona,nasza sześciolatka najdłużej spędza czasu przed lustrem,a przed wyjściem potrafi ze dea razy wracać i się poprawiać. Gdy jest w sklepie z ubraniami i bierze coś do przymierzalni to wychodzi z niej jak modelka. Kupić Agatce bluzkę na prezent to dobry pomysł. Sama sobie dobiera bluzeczki do leginsow. Obecnie zakochana dżinsie i porwanych spodniach nie raz można usłyszeć z jej ust ze dobrze dobrało sie kolory. Uwielbia błyskotki, uwielbia różne dodatki,przedziwne opaski z wielkimi kwiatami czy uszami misia. Taka nasza mała projektantka mody. Czasem się zastanawiamy czy coś z tego wyniknie w przyszłości. Lubię jej delikatność w tym wszystkim,a z drugiej strony upór,że jej myślenie nie jest gorsze od Twojego.

Tak jak Karolinka lubi kolorować jednak największą pasją są kolorowanki z modelkami,którym można zaprojektować ubranie i fryzurę

Agatka z blond grzywką moja młodsza córcia ☺

gdy nagle dostrzegasz jak szybko rosną dzieci…

Dziś Karolinka wróciła z dwudniowej wycieczki organizowanej przez szkołę. Zwiedzali Podlasie. To jej pierwsza wycieczka z noclegiem.

Dziś gdy odebrałam ją i szłyśmy tak do domu patrzyłam na moją córkę jak idzie i opowiada jak było. Patrzyłam na jej włosy związane w kucyk. Mamy ten sam odcień włosów :) patrzyłam na jej uśmiech, patrzyłam na jej oprawę oczu,na to jak chodzi.

Nie widziałam jej niecałe 2 dni,a mam wrażenie że z wycieczki wróciła jeszcze starsza,taka moja nastolatka…

Czasem sobie myślę jaką mamą ona mnie widzi. Czasem zbyt szybko się złoszczę,czasem mogłabym mieć więcej cierpliwości. Lubię z nią rozmawiać,jest w niej tyle mądrości. Tak samo jak ja zostawia rzeczy w różnym miejscu,tak samo jak ja lubi czytać książki, tak samo jak ja lubi marzyć i podróżować. Lubi słuchać muzyki na słuchawkach,ale również wciąż bawi się lalkami. Cieszy się z nowych dżinsów ale i zachwyca się klockami lego.

Pomarańczka dojrzewa. Moja Mała Pomarańczka. Kocham i zawsze będę.

Misia

Był koniec stycznia. Mroźny,wietrzny,pełen śniegu… Wychodzę rano do pracy, coś piszczy w krzaczku ogrodu. Jest ciemno, jakieś ślipka patrzą na mnie, wychodzą nieśmiało. Cała czarna kupka nieszczęścia trzęsie się na nogach. Pytam:a co ty tu robisz? Ska się wziąłeś…. muszę jednak lecieć do pracy. Wynoszę tę czarną kupkę nieszczęścia za bramę i mówię:leć skąd przyszłaś,pewnie się zgubiłaś i pędzę do pracy.

Potem telefon od M.: wiesz rano gdy dziewczynki szły do szkoły i przedszkola na naszym podwórku był jakiś czarny pies. Karolinka powiedziała,że na nią szczekał, a on piszczał ze strachu ;) Wystawiłem za bramę,przychodzę a on znów na podwórku.

Po powrocie z pracy czarna kulka schowała się pod choinkę. Ma takie smutne oczy… M.znajduje stary koc,chowamy ją do garażu pod domem żeby się ogrzała,dajemy jeść. Robię kilka zdjęć i wrzucam na fb,piszę,że szukamy domu dla zagubionego psiaka,bo mimo iż słodki,to wziąć go nie możemy, nie teraz, to nie ten czas…

Oczywiście mnóstwo komentarzy jaki śliczny,ale nikt,że weźmie.

Och to nie ten czas powtarzam czarnej kulce. Teraz tata zaczął chorować,muszę się nim zająć,ledwie mam czas po pracy ogarnąć dzieciaki,gdzie jeszcze ty…

Tacie podoba się pies…mówi:niech zostanie… Karolinka,która zmyka przed wszystkimi psami oddaje się mu bezgranicznie,Agatka ostrożniej,ale też lubi psa… ma takie smutne oczy…

Mijają dni,szpital,taty pogorszenie,załatwiamy łóżko do opieki paliatywnej, uczę się jak myć chorego w łóżku…a między ty wszystkim on… tak na początku myśleliśmy,że to on i był Urwis,że to ona wyszło po wizycie u weterynarza ;) i że średnio podobało się Urwisia to została Misia :)

19 luty, tata odchodzi…

Misia została. Przypomina mi ten trudny czas,ale jest taki wesołym promykiem w tym wszystkim. Jest niesamowicie wesoła, nawet listonosza wita merdając ogonem, taki groźny z niej pies ;) uwielbia zabawy, uwielbia dzieciaki, uwielbia wszelkie towarzystwo. Nawet kot ją zaakceptował. No oczywiście pogryzła mi kilka doniczek, rozerwała kilka piłek dziewczynkom, pogryzła zamek od trampoliny…ale wystarczy,że spojrzy tymi swoimi oczami i się wymięka…

Tak więc mamy: kota Skarpetkę, psa Misię, królika Figę i rybkę Bąbla, którą Agatka dostała pod choinkę,ale o tym jeszcze kiedyś napiszę :)

20170816_150133

13.06.2017-13.07.2017- najtrudniejszy miesiąc mojego życia

Tak…Wszystko zaczęło się 13 czerwca gdy dostałam tę cholerną kartkę z niby konsultacji chirurgicznej, że zdiagnozowano szkliwiak lub torbiel…

Pierwszy był strach, potem przerażenie, potem bunt, potem chyba dopiero walka, że nie mogę się poddać.

Ile razy upadłam? Wiele…

Gdy słyszałam reklamę profilaktyki nowotworów, lub nawet suplementu diety wzmacniającego kości robiło mi się słabo.

Gdy patrzyłam na moje dzieci czułam,że muszę je teraz jak najszybciej nauczyć samodzielności, bo nie wiadomo kiedy…

Gdy mijałam innych ludzi obserwowałam ich i myślałam, że są bardzo szczęśliwi, bo są zdrowi.

Moja modlitwa stawała się czasem krzykiem niemocy a czasem szeptem: bądź wola Twoja… wiem,że modliło się za mnie wiele osób, czułam to, tak po prostu.

13.07.2017- jadę na zdjęcie szwów. Pada. Strasznie deszczowy ten lipiec… dzieci zostały z babcią, tak lepiej.

Olsztyn. Ulica Warszawska. Drugie piętro Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.  Oddział chirurgia szczękowo-twarzowa. Nie wiem jakie już mam emocje. Wiem,że chciałabym by były już wyniki.

Pani pielęgniarka woła mnie do gabinetu. Młoda pani lekarz zdejmuje mi szwy, mówi, że wszystko się dobrze goi.

Pytam o wyniki. Idzie sprawdzić. Nagle do pokoju wpada profesor, za nim inna pani doktor, za nią następna. Chcą też zajrzeć do buzi, każdy chce coś powiedzieć… i nagle słowa: skończyło się to dla pani najlepiej jak mogło. Wyniki pokazały, że były to dwa torbiele, niezależne od siebie, które na siebie się nałożyły dając taką zmianę. W badanym materiale nie znaleziono utkania nowotworu zębopochodnego. Materiał w poprzednim badaniu w powiązaniu z obecnym obrazem również za tym przemawia. Zauważony wówczas bardzo drobny fragment nabłonka przypominającego zgniecione ameloblasty, należy traktować jako epizodyczny.

Łzy… i nie wiem co mam im powiedzieć… dochodzi to do mnie jak coś niemożliwego.! Byłam przygotowana na wszystko, ale nie na to! Boże uczyniłeś to o co prosiłam!!! Boże jesteś wielki!!!

Potem rozmawia ze mną jeszcze ordynator, mówi, że dzwonił sam do tego profesora który robił wynik histopatologiczny, że potwierdza to co napisał i sam też był mile zdziwiony.

Zjeżdżałam z drugiego piętra ze łzami w oczach, mogłam zjeżdżać ze łzami bólu, zjeżdżałam ze łzami szczęścia.

Czuję się tak jakbym odzyskała życie. Choć teraz jeszcze bardziej je doceniam i wiem,że wcale nie musi ono trwać jeszcze kilkadziesiąt lat, że jest kruche, że jest chwilą z której trzeba czerpać jak najwięcej.

To był trudny czas. Trochę też jak wtedy gdy urodziła się Karolinka i walczyła o swoje życie.

Mam wrażenie,że chyba już wiem jak czują się pacjenci po diagnozie nowotworu, bo tak czułam się przez ten miesiąc, miesiąc wyjęty z normalnego życia. To bardzo trudne.

Kiedyś oglądałam film „Tańcząc w ciemnościach” z Bjork, była niewidoma, skazana na śmierć przez powieszenie. Gdy nadszedł dzień egzekucji miała tak ogromną świadomość, że idzie na śmierć, że trudno jej było iść. Zagrała tę scenę tak rewelacyjnie, że nie da się jej oglądać bez ściśniętego gardła. Tak czułam się przez ten miesiąc, każdy krok bolał, był trudny, tyle, że moja lina puściła… Spadłam i żyję. Dziękuję Ci Boże za to życie.

w domu

W poniedzialek po sniadaniu lekarz orzekł,że wreszcie mogę wrócić do domu.
M. pewnie jechał z prędkością światła…
Zalecenia: uważać na siebie, odpoczywać jak najwięcej, nie jeść nic twardego, myc zęby po każdym posiłku, nie dźwigać. To tak ogólnie.
W czwartek zdjęcie szwów,więc jutro znów Olsztyn.
W domu czekały na mnie moje ślicznotki. Tuleniu nie było końca. Tak jest dobrze.
Wakacje…na razie chyba z wyjazdu nic nie wyjdzie,bo nie dość,że ja to jeszcze Karolinka narzeka na gardło…
Ciągle coś się dzieje,ciągle jakby ktoś się ze mnie śmiał,że mogę cokolwiek zaplanować. Ciągle gdzieś coś wyskakuje,coś co nie pozwala do końca na chwilę wyłączyć tego sygnału gdzieś z tyłu głowy.
Jutro zdjęcie szwów,może będą wyniki.
Nie mam już chyba nawet sił myśleć ani pozytywnie ani negatywnie.
Przyjmuję każdy dzień taki jaki jest i wykradam spojrzenia, uśmiechy, zmartwienia, troski, całą codzienność moich dzieci i M. Wykradam zachłannie i dziękuję za każdą chwile.

Olsztyn

Późno już. Powinnam zasnąć ale powieki nie chcą snu. Oczy patrzą na oświetlone miasto,które przy sobocie pewnie tętni życiem. Tętni. Życiem. Ładnie to brzmi. Lubię to miasto. Przyjeżdżałam tu jeszcze jako nastolatka do starszego brata. Potem studia i mega cudowne wspomnienia. Potem szpital dziecięcy gdzie drżeliśmy o życie i zdrowie małej Pomarańczki. Teraz wracam sama… Zamykam oczy i ide po starówce,niewielkiej,ale znam tam kazdy kąt. Nie raz tu wpadamy gdy możemy,choc też nie często bo czasu wciąż brak… Niebo dzis granatowe a nad nim łuna,ciekawe czy bym lubiła na nowo ten zgiełk,ale myślę,że tak. Myślę sobie o tym co było, o tym co jest, o tym co będzie. Czsem bym się chciała stad wymmnąć i pójść na spacer,czasem bym chciala pojsc z M. na jakąś potańcówkę,czasem bym chciała poczuć w dloniach małe rączki i pokazać im te miejsca. Minęła sobota. Jutro przyjedzie M. z dziewczynkami, nareszcie je utulę. Patrzę na miasto i myślę sobie czy jeszcze coś noszę w sobie czy było tylko to co usunęli i teraz mam chwilę „czystego” organizmu?

Świat znów się podzielił na przed i po.

Olsztyn kocham moją małą Amerykę.

Czekanie jest wiekim sprawdzianem cierpliwości

Dziwne uczucia są w moim sercu. Czasem spokój taki,że sama nie wiem dlaczego, a czasem wdziera się strach,że niby już po wszystkim a jednak wciąż nic nie wiadomo.

Dziś się okazało,że jednak nie wyjdę jutro do domu. Rana w buzi duża,chcą mieć pod kontrolą. Popłynęły łzy… Chcę do moich jasnowlosych coreczek. Chcę się w nie wtulić i zapomnieć na chwilę. Chcę, bo mam wrażenie,że walczę teraz o każdy czas z nimi,każde ich spojrzenie,każdy śmiech,każdą łzę łapię i zamykam w sercu.

Nie wiem jak to zrobiłam,ale automatycznie wyłączyłam myślenie o przyszłości, o tym co można byłoby wyremontować,co kupić,co bym chciała robić za 2 miesiące.

Czas…stał sie wielką abstrakcją. Oczywiście marzy mi się zebysmy w tym roku,choć na parę dni się gdzieś wyrwali,ale boję się,ze jak przyjdą wyniki to nie będę umiała oddychać.

Co mam zrobić dalej? Czy im mówić cokolwiek czy nie….

Patrzę na ich beztroskie uśmiechy i boli,boli bardziej niż ta cholerna rana…

Szpital

Już po. Operacja zgodnie z planem odbyła się wczoraj. Mam wielką rane w buzi,nie mam dwoch zębów,nerwu czucia no i zmiany która została cała usunięta.
Najbardziej się rozkleilam gdy weszłam na oddział w poniedziałek. Potem juz sie wzięłam w garść.
Trudno mi jeszcze pogodzić się z tym,że to wcale nie koniec,że wszystko zależy od wyników.
Wiem,ze wszystko bedzie w swoim czasie,ale flustryjaca jest ta niewiedza.
Dzis Karolinka ma imieniny. Koleżanka zabiera je na noc do siebie bo i M.dzis w pracy.
Tęsknię do nich. Bardzo bym chciała byc za rok razem z nimi.