Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

http://agatkaboj.blogspot.com/

Moi goście

  • Wszystkich wizyt: 8293
  • Dzisiaj wizyt: 6
  • Wszystkich komentarzy: 257

Misia

Był koniec stycznia. Mroźny,wietrzny,pełen śniegu… Wychodzę rano do pracy, coś piszczy w krzaczku ogrodu. Jest ciemno, jakieś ślipka patrzą na mnie, wychodzą nieśmiało. Cała czarna kupka nieszczęścia trzęsie się na nogach. Pytam:a co ty tu robisz? Ska się wziąłeś…. muszę jednak lecieć do pracy. Wynoszę tę czarną kupkę nieszczęścia za bramę i mówię:leć skąd przyszłaś,pewnie się zgubiłaś i pędzę do pracy.

Potem telefon od M.: wiesz rano gdy dziewczynki szły do szkoły i przedszkola na naszym podwórku był jakiś czarny pies. Karolinka powiedziała,że na nią szczekał, a on piszczał ze strachu ;) Wystawiłem za bramę,przychodzę a on znów na podwórku.

Po powrocie z pracy czarna kulka schowała się pod choinkę. Ma takie smutne oczy… M.znajduje stary koc,chowamy ją do garażu pod domem żeby się ogrzała,dajemy jeść. Robię kilka zdjęć i wrzucam na fb,piszę,że szukamy domu dla zagubionego psiaka,bo mimo iż słodki,to wziąć go nie możemy, nie teraz, to nie ten czas…

Oczywiście mnóstwo komentarzy jaki śliczny,ale nikt,że weźmie.

Och to nie ten czas powtarzam czarnej kulce. Teraz tata zaczął chorować,muszę się nim zająć,ledwie mam czas po pracy ogarnąć dzieciaki,gdzie jeszcze ty…

Tacie podoba się pies…mówi:niech zostanie… Karolinka,która zmyka przed wszystkimi psami oddaje się mu bezgranicznie,Agatka ostrożniej,ale też lubi psa… ma takie smutne oczy…

Mijają dni,szpital,taty pogorszenie,załatwiamy łóżko do opieki paliatywnej, uczę się jak myć chorego w łóżku…a między ty wszystkim on… tak na początku myśleliśmy,że to on i był Urwis,że to ona wyszło po wizycie u weterynarza ;) i że średnio podobało się Urwisia to została Misia :)

19 luty, tata odchodzi…

Misia została. Przypomina mi ten trudny czas,ale jest taki wesołym promykiem w tym wszystkim. Jest niesamowicie wesoła, nawet listonosza wita merdając ogonem, taki groźny z niej pies ;) uwielbia zabawy, uwielbia dzieciaki, uwielbia wszelkie towarzystwo. Nawet kot ją zaakceptował. No oczywiście pogryzła mi kilka doniczek, rozerwała kilka piłek dziewczynkom, pogryzła zamek od trampoliny…ale wystarczy,że spojrzy tymi swoimi oczami i się wymięka…

Tak więc mamy: kota Skarpetkę, psa Misię, królika Figę i rybkę Bąbla, którą Agatka dostała pod choinkę,ale o tym jeszcze kiedyś napiszę :)

20170816_150133

13.06.2017-13.07.2017- najtrudniejszy miesiąc mojego życia

Tak…Wszystko zaczęło się 13 czerwca gdy dostałam tę cholerną kartkę z niby konsultacji chirurgicznej, że zdiagnozowano szkliwiak lub torbiel…

Pierwszy był strach, potem przerażenie, potem bunt, potem chyba dopiero walka, że nie mogę się poddać.

Ile razy upadłam? Wiele…

Gdy słyszałam reklamę profilaktyki nowotworów, lub nawet suplementu diety wzmacniającego kości robiło mi się słabo.

Gdy patrzyłam na moje dzieci czułam,że muszę je teraz jak najszybciej nauczyć samodzielności, bo nie wiadomo kiedy…

Gdy mijałam innych ludzi obserwowałam ich i myślałam, że są bardzo szczęśliwi, bo są zdrowi.

Moja modlitwa stawała się czasem krzykiem niemocy a czasem szeptem: bądź wola Twoja… wiem,że modliło się za mnie wiele osób, czułam to, tak po prostu.

13.07.2017- jadę na zdjęcie szwów. Pada. Strasznie deszczowy ten lipiec… dzieci zostały z babcią, tak lepiej.

Olsztyn. Ulica Warszawska. Drugie piętro Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.  Oddział chirurgia szczękowo-twarzowa. Nie wiem jakie już mam emocje. Wiem,że chciałabym by były już wyniki.

Pani pielęgniarka woła mnie do gabinetu. Młoda pani lekarz zdejmuje mi szwy, mówi, że wszystko się dobrze goi.

Pytam o wyniki. Idzie sprawdzić. Nagle do pokoju wpada profesor, za nim inna pani doktor, za nią następna. Chcą też zajrzeć do buzi, każdy chce coś powiedzieć… i nagle słowa: skończyło się to dla pani najlepiej jak mogło. Wyniki pokazały, że były to dwa torbiele, niezależne od siebie, które na siebie się nałożyły dając taką zmianę. W badanym materiale nie znaleziono utkania nowotworu zębopochodnego. Materiał w poprzednim badaniu w powiązaniu z obecnym obrazem również za tym przemawia. Zauważony wówczas bardzo drobny fragment nabłonka przypominającego zgniecione ameloblasty, należy traktować jako epizodyczny.

Łzy… i nie wiem co mam im powiedzieć… dochodzi to do mnie jak coś niemożliwego.! Byłam przygotowana na wszystko, ale nie na to! Boże uczyniłeś to o co prosiłam!!! Boże jesteś wielki!!!

Potem rozmawia ze mną jeszcze ordynator, mówi, że dzwonił sam do tego profesora który robił wynik histopatologiczny, że potwierdza to co napisał i sam też był mile zdziwiony.

Zjeżdżałam z drugiego piętra ze łzami w oczach, mogłam zjeżdżać ze łzami bólu, zjeżdżałam ze łzami szczęścia.

Czuję się tak jakbym odzyskała życie. Choć teraz jeszcze bardziej je doceniam i wiem,że wcale nie musi ono trwać jeszcze kilkadziesiąt lat, że jest kruche, że jest chwilą z której trzeba czerpać jak najwięcej.

To był trudny czas. Trochę też jak wtedy gdy urodziła się Karolinka i walczyła o swoje życie.

Mam wrażenie,że chyba już wiem jak czują się pacjenci po diagnozie nowotworu, bo tak czułam się przez ten miesiąc, miesiąc wyjęty z normalnego życia. To bardzo trudne.

Kiedyś oglądałam film „Tańcząc w ciemnościach” z Bjork, była niewidoma, skazana na śmierć przez powieszenie. Gdy nadszedł dzień egzekucji miała tak ogromną świadomość, że idzie na śmierć, że trudno jej było iść. Zagrała tę scenę tak rewelacyjnie, że nie da się jej oglądać bez ściśniętego gardła. Tak czułam się przez ten miesiąc, każdy krok bolał, był trudny, tyle, że moja lina puściła… Spadłam i żyję. Dziękuję Ci Boże za to życie.

w domu

W poniedzialek po sniadaniu lekarz orzekł,że wreszcie mogę wrócić do domu.
M. pewnie jechał z prędkością światła…
Zalecenia: uważać na siebie, odpoczywać jak najwięcej, nie jeść nic twardego, myc zęby po każdym posiłku, nie dźwigać. To tak ogólnie.
W czwartek zdjęcie szwów,więc jutro znów Olsztyn.
W domu czekały na mnie moje ślicznotki. Tuleniu nie było końca. Tak jest dobrze.
Wakacje…na razie chyba z wyjazdu nic nie wyjdzie,bo nie dość,że ja to jeszcze Karolinka narzeka na gardło…
Ciągle coś się dzieje,ciągle jakby ktoś się ze mnie śmiał,że mogę cokolwiek zaplanować. Ciągle gdzieś coś wyskakuje,coś co nie pozwala do końca na chwilę wyłączyć tego sygnału gdzieś z tyłu głowy.
Jutro zdjęcie szwów,może będą wyniki.
Nie mam już chyba nawet sił myśleć ani pozytywnie ani negatywnie.
Przyjmuję każdy dzień taki jaki jest i wykradam spojrzenia, uśmiechy, zmartwienia, troski, całą codzienność moich dzieci i M. Wykradam zachłannie i dziękuję za każdą chwile.

Olsztyn

Późno już. Powinnam zasnąć ale powieki nie chcą snu. Oczy patrzą na oświetlone miasto,które przy sobocie pewnie tętni życiem. Tętni. Życiem. Ładnie to brzmi. Lubię to miasto. Przyjeżdżałam tu jeszcze jako nastolatka do starszego brata. Potem studia i mega cudowne wspomnienia. Potem szpital dziecięcy gdzie drżeliśmy o życie i zdrowie małej Pomarańczki. Teraz wracam sama… Zamykam oczy i ide po starówce,niewielkiej,ale znam tam kazdy kąt. Nie raz tu wpadamy gdy możemy,choc też nie często bo czasu wciąż brak… Niebo dzis granatowe a nad nim łuna,ciekawe czy bym lubiła na nowo ten zgiełk,ale myślę,że tak. Myślę sobie o tym co było, o tym co jest, o tym co będzie. Czsem bym się chciała stad wymmnąć i pójść na spacer,czasem bym chciala pojsc z M. na jakąś potańcówkę,czasem bym chciała poczuć w dloniach małe rączki i pokazać im te miejsca. Minęła sobota. Jutro przyjedzie M. z dziewczynkami, nareszcie je utulę. Patrzę na miasto i myślę sobie czy jeszcze coś noszę w sobie czy było tylko to co usunęli i teraz mam chwilę „czystego” organizmu?

Świat znów się podzielił na przed i po.

Olsztyn kocham moją małą Amerykę.

Czekanie jest wiekim sprawdzianem cierpliwości

Dziwne uczucia są w moim sercu. Czasem spokój taki,że sama nie wiem dlaczego, a czasem wdziera się strach,że niby już po wszystkim a jednak wciąż nic nie wiadomo.

Dziś się okazało,że jednak nie wyjdę jutro do domu. Rana w buzi duża,chcą mieć pod kontrolą. Popłynęły łzy… Chcę do moich jasnowlosych coreczek. Chcę się w nie wtulić i zapomnieć na chwilę. Chcę, bo mam wrażenie,że walczę teraz o każdy czas z nimi,każde ich spojrzenie,każdy śmiech,każdą łzę łapię i zamykam w sercu.

Nie wiem jak to zrobiłam,ale automatycznie wyłączyłam myślenie o przyszłości, o tym co można byłoby wyremontować,co kupić,co bym chciała robić za 2 miesiące.

Czas…stał sie wielką abstrakcją. Oczywiście marzy mi się zebysmy w tym roku,choć na parę dni się gdzieś wyrwali,ale boję się,ze jak przyjdą wyniki to nie będę umiała oddychać.

Co mam zrobić dalej? Czy im mówić cokolwiek czy nie….

Patrzę na ich beztroskie uśmiechy i boli,boli bardziej niż ta cholerna rana…

Szpital

Już po. Operacja zgodnie z planem odbyła się wczoraj. Mam wielką rane w buzi,nie mam dwoch zębów,nerwu czucia no i zmiany która została cała usunięta.
Najbardziej się rozkleilam gdy weszłam na oddział w poniedziałek. Potem juz sie wzięłam w garść.
Trudno mi jeszcze pogodzić się z tym,że to wcale nie koniec,że wszystko zależy od wyników.
Wiem,ze wszystko bedzie w swoim czasie,ale flustryjaca jest ta niewiedza.
Dzis Karolinka ma imieniny. Koleżanka zabiera je na noc do siebie bo i M.dzis w pracy.
Tęsknię do nich. Bardzo bym chciała byc za rok razem z nimi.

karty nie do końca odkryte-czyli po diagnozie

materiał stanowią liczne fragmenty ropnego, przewlekłego zapalenia i nabłonka paraepidermoidalnego, ogniska uwapnienia oraz rozległe włóknienie. Ponadto widoczny jest fragment z nabłonkiem ameloblastycznym otoczonym tkanką łączną włóknistą co w tym miejscu odpowiada ‚fibroma ameloblasticum’. Nie ma jednak pewności czy ten drobny fragment jest reprezentatywny dla całej zmiany i czy upoważnia do rozpoznania nowotworu zębopochodnego. Wskazanie jest również podanie bardziej szczegółowych badań klinicznych, zwłaszcza obrazowych.

To tyle…

Możliwe,że to włókniak,ale może być szkliwiak bądź jeszcze coś innego. Co wylosowałam? Nie wiem.

W poniedziałek jadę do szpitala. Na skierowaniu napis:

Rozpoznanie: nowotwór o nieokreślonym charakterze (kości i chrząstki stawowej)

We wtorek operacja. Będą usuwać mi całą zmianę, stracę dwa zęby, możliwe też,że nerw w policzku…

Wszystko to będzie wysłane na kolejne badania, co chyba już teraz określi co to za cholerstwo…

W czwartek przyjęłam to wszystko spokojnie, trochę łez,ale starałam się myśleć pozytywnie.

Wczoraj…wszystko wytrącało mnie z równowagi, kłóciłam się z M. na każdym kroku.

Dziś M. w pracy, nie gadamy ze sobą… :( tzn. tak pobieżnie tylko. Jestem z dziewczynkami, to dobrze mi robi choć mam wrażenie strasznego rozkojarzenia…

Czasem mam wrażenie,że to jednak ciągle zły sen…

Swój spokój odnajduję w modlitwie. Staram się trzymać Go mocno za rękę i prosić jak małe dziecko o żelka o to by wszystko się ułożyło.

Przed rozdaniem kart

Dzwoniłam dziś do Olsztyna. Jutro jedziemy. Mam mętlik w głowie,z jednej strony dobrze,że już będzie wiadomo co to,z drugiej mam wrażenie,że już teraz wszystko się zmieni…

Chciałam zabrać dzieci,chciałam później gdzieś nimi pójść,ale mam coraz większe wahania. Chciałabym chyba by M. był ze mną…

Przypomina mi się tak wiele różnych chwil. To gdy traciłam swoje dzieci, czas gdy Karolinka walczyła o swoje życie, czas gdy odchodzili rodzice. Udźwignęłam, a teraz czasem zastanawiam się czy udźwignę to co usłyszę, czy znajdę siły do walki i czy ta walka będzie miała w ogóle sens…

Patrzę na swoją twarz, nie lubię miejsca gdzie jest zmiana. Gdy Agatka głaszcze mnie w tym miejscu chciałabym by zabrała rączkę. Mijam innych ludzi i przyglądam się ich twarzom. Patrzę i tak bardzo bym chciała by znów było normalnie.

Piatek 23 czerwiec

Jest piątek 23 czerwiec. Rano dziś lało,rozdanie świadectw odbyło się w klasach. Karolinka skończyła 4 klasę. Z wyróżnieniem,czerwonym paskiem,stypendium,wzorową frekwencją. Ciągle mnie pyta czy jestem z niej dumna. A ja nie umiem w słowa ubrac jak bardzo…to jej praca,ciężka praca. Jest niesamowicie inteligentną dziewczynką,która najwiecej uczy się od świata,który ją otacza niż z książek.

Agatka. Wczoraj miala oficjalne zakończenie roku w przedszkolu. Dyplom dla wzorowego przedszkolaka i tyle pochwał…pyta czy z niej tez moge się dumić? Tak moge się dumić w nieskończoność Skarbie.

Dziś gdy byłam w sklepie zadzwoniła do mnie z płaczem,ze ta krostka na buzi po ugryzieniu jest taka widoczna a ona jej nie chce!!! Tak…wygląd dla Agatki ma ogromne znaczenie zanim wyjdzie z domu 5 razy przed lustrem się powygina.

Teraz dziewczynki są w sali zabaw z tatą,z okazji wakacji,z okazji dnia taty i bez okazji.

Siedzę na ławce na naszym podwórku. Rzadko się zdarza taka sytuacja. Siedzę i mam wrażenie,że wszystko to co się dzieje jest poza mną,czuję się jakbym obserwowała to wszystko,ale nie uczestniczyła w tym wszystkim.

Zastanawiam się jaki będzie ten nastepny piątek gdy będę juz chyba wszystko wiedziała.

Boję się planować coś dalej niż ten tydzień.

Jednocześnie nie chcę latwo oddać swojego życia…

przed diagnozą

Długo mnie nie było…dużo się zdarzyło,zbyt dużo by na raz to opisać.

Ostatnio jednak nie jest mi łatwo ogarnać myśli,dlatego postanowiłam wrócic do pisania,może lepiej tu z siebie wyrzucać niż na mężu…

Gdy postanowiłam pisać ten blog to z myślą,że będzie on kiedyś dla moich dziewczynek by wiedziły jak to było gdy były małe gdyby mnie zabrakło. Gdyby zdarzyło się tak,że odejdę wcześniej jak moja mama i nie zdążę poznac moich wnucząt a wtedy córki mają 100 pytań do mamy…gdybym odeszła zanim spytają czy miały ospę,kiedy wyszedł im pierwszy ząbek,kiedy się pierwszybraz zakochały…

Moja mama żyła 58 lat i czasem z tyłu głowy taki przelicznik się włączał ile jeszcze ewentualnie mi zostało. Głupie wiem,ale gdy straci sie bliską osobę to nic później nie jest już takie samo.

Dziś mam 37 lat. 19 lutego pożegnałam mojego tatę. Rak! Wcale nie nowość. Zaatakowane jelioa,wątroba nie dały szans. Odszedł przy nas,w domu. Dziewczynki straciły dziadka. 78 lat to dużo czy mało…?

A 37? To nie 58 ani nie 78….

Kwiecień,idę do dentysty,robi mi panoramiczne zdjęcie,mówi gdzie są ubytki.

Leczenie kanołowo piątki i okazuje się,ze kanał krzywy i kieruje mi do innego dentysty,ktory ma mi to zrobić pod mikroskopem. Niewracam juz do tamtej dentystki,proszę by ten dokończył mi całe leczenie.

Czerwiec leczenie kanałowo dolnej szóstki po prawej stronie,dentysta robi zdjecie zeba i nie podoba mu się zmiana przy kanałaxh,pyta czy miałam kiedykolwiek panoramiczne zdjęcie szczęki. Mówię,że tak w kwietniu i biegnę po to zdjęcie. Pokazuję,pyta czy ktoś wcześniej widział to prześwietlenie,mówię,że tak,ale nic nie mówiono. Fakt pokazując mi sama widzę,że jest jakaś zmiana,mówi,że trzeba jak najszybciej dodo chirurga szczękowego. Dzwoni do tamtej dentystki u ktorej robiłam zdjęcie,pyta kiedy przyjeżdża do nich chirurg. Mówi,że w sobotę (jest czwartek) każe przynieść zdjęcie i zadzwonić w poniedziałek.

12 czerwiec- dzwonię,pielęgniarka mówi mi tylko,że ta zmiana nie podoba sie pani chirurg i mam zgłosić się do szpitala miejskiego w Olsztynie. Myślę sobie:ale się dowiedziałam…znajduję dobrego chirurga szczękowego w miejscowości obok,umawiam się na następny dzień. Muszę tylko odebrać zdjęcie. Szef podrzuca mnie pod gabinet dentystki. Ona wydaje mi moje zdjęcie w kopercie z przyklejoną kartką: rozpoznanie : szkliwiak lub torbiel proszę zgłosić się do szpitala miejskiego w Olsztynie. Dentystka coś pobąkuje o zajętej kości,ale wychodzę stamtąd szybko…w pracy wpisuję:szkliwiak…google szybko znajduje…odpowiedź:nowotwór…

WszystWszystko mi się usuwa…ryczę,szef wiezie mnie jeszcze tego samego dnia do tej chirurg do której umówiłam się na drugi dzień. Kobieta anioł,każe się nie przejmować bo jeszcze nic nie zdiagnozowane,umawia mnie na drugi dzień do swojego kolegi chirurga w Olsztynie,mówi,ze trzeba porobić badania,żebym była spokojna,ale to był,chyba ostatni dzień kiedy ja czułam spokój. W domu muszę uważać by nie ryczeć przy dziewczynkach. Dlaczego,po co,za co?????

13 czerwiec

Olsztyn. Miły,spokojny,konkretny chirurg. Oglądając zdjęcie pierwszym pytaniem było ile mam lat. Potem patrzył,przyglądał się,nic nie mówił. Potrzeba zrobić dlasze badania,możliwe jest wszystko i torbiel choć była by bardzo duża i szkliwiak i jeszcze coś innego pochodzenia…mówię mu o rodzicach,którzy odeszli z powodu nowotworu…mówię jak bardzo się boję… Umawia mnie na pilną wizytę w poradni w szpitalu uniwersyteckim w Olsztynie na 19 czerwca.

15 czerwiec

Procesja,Boże Ciało,idziemy a ja się zastanawiam czy za rok też to będę…

16 czerwca

Odkąd są jakieś przypuszczenia mam wrażenie,ze każda chwila może być ostatnią,czasem mnie to dusi…w piatek tez pierwszy raz płaczemy z M.razem…

18 czerwca

Jadę na mszę,zaprasza mnie koleżanka,potem ma być modlitwa uwielbienia i uzdrowienia.

Idę do spowiedzi,fantastyczny ksiądz,wygaduję się mu na całego. Potem msza i modlitwy,ryczę,praiwe cały czas ryczę.

19 czerwiec

4 miesiące po śmierci taty… Przyjmuje mnie młoda lekarka,widząc zdjęcie woła doktora. Wita mnie miłym uśmiechem,wiem,ze musimy pobrać wycinek,ale chce najpierw tomograf… Idę,staram się myśleć o niczym,staram się….siadam potem na fotel,znieczulenie i okropnempobieranie wycinka… :( okropne bo niby nic nie czuję a słyszę jak przecinania jest kość w mojej szczęce i to dłubanie…zamykam oczy,nie chcę patrzeć na narzędzia. Udaje się pobrać wycinek. Szycie. I już po…

Wracamy do domu,słabo mi,mam gorączkę,ląduję w łóżku,nie mam sił,co chwila zasypiam.

20 czerwiec

Bez zmian,gorączka i wielkie osłabienie,ból mięśni,nie moge mówić,buzia spuchnięta,boli przy każdym poruszeniu się.

21 czerwiec

Poprawa,już nie mam gorączki,mam siłę wstać,powoli pomagam dla M.zrobić obiad,bawię się z dziewczynkami,sukces!!!tylko opuchlizna i lekki ból przypoina wszystko…

Mamo ja będę z Tobą zawsze mieszkała- mówi Agatka przy kolacji. Huśtawka emocji uruchomiona,wróciła świadomość,że nie wiem co dalej będzie. Zaczynają się wakacje,moje dzieci się cieszą,a ja…ja nie umiem nawet pomyśleć co będzie za tydzień…

Wiem,że muszę być dla nich silna,wiem,że nowotwory też są do leczenia…wiem,ze nie chcę się łatwo poddać,tylko nie wiem na ile mi starczy sił.

Dziś nakrzyczeliśmy na siebie z M.a potem znów ryczeliśmy. 37 lat to nie za szybko….